14.05.2025, 07:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2025, 20:07 przez Atreus Bulstrode.)
- Wpadliśmy to bardzo ładnie powiedziane - mruknął, bo mógł teraz lubić Brennę, nawet bardzo, ale nie miał złudzeń co do tego jak się czuł, kiedy Beltane związało ich nicią. Jak koszmarne to było przeżycie, kiedy żołądek wywracał się do góry nogami za każdym razem, kiedy ich życie wisiało na włosku. Miał ją ochotę wtedy udusić gołymi rękoma i wciąż czasem wywoływała w nim tego typu ciągoty, ale przynajmniej tego wieczoru mógł jej darować.
Prychnął na to jej tydzień temu, bo brzmiała trochę jakby sobie to obliczyła co do minuty. Dobrze jednak było wiedzieć, że nabyła tak przydatną umiejętność, bo jakby nie patrzeć - czasami zwyczajnie ratowała życie. Mogła mu też wierzyć lub nie, nie zamierzał tego sprawdzać, ale kiedy w tak niefortunny sposób się teleportował że rozdarło mu nogę, to nawet nigdzie się nie wybierał, wystarczająco rozsądny by zaczekać na pomoc. Najwyraźniej to ona była tutaj problemem. A może zwyczajnie skończyła mu się cierpliwość do wypadków jak na jedną noc.
Nie ważne jak by na to patrzeć - było o wiele gorzej niż podczas Beltane, a tam dosłownie był już po drugiej stronie. Po drodze jednak do limbo, jedyne co mu się przytrafiło to złamana ręka i wpadnięcie w ognisko - nic poważnego.
Teleportowali się z trzaskiem, zostawiając za sobą pogorzelisko i wijących się przy nim pracowników. Przez cały ten czas, po tym jak zawaliła się kamienica, Atreus niekoniecznie zwracał na nich uwagę, wszystkie siły przekierowując na Longbottom i przede wszystkim - na siebie, zbyt zgorzkniały by spojrzeć poza fakt, że był już dzisiaj bezużyteczny.
I JAKIE W OGÓLE SPRZECZNE SYGNAŁY - pojawiło się w głowie Brenny jasno i wyraźnie, kiedy opuściła już Munga, wracając na londyńskie ulice. Dokładnie tak samo głośne i pretensjonalne, jak jego utyskiwania wcześniej na ulicy.
Prychnął na to jej tydzień temu, bo brzmiała trochę jakby sobie to obliczyła co do minuty. Dobrze jednak było wiedzieć, że nabyła tak przydatną umiejętność, bo jakby nie patrzeć - czasami zwyczajnie ratowała życie. Mogła mu też wierzyć lub nie, nie zamierzał tego sprawdzać, ale kiedy w tak niefortunny sposób się teleportował że rozdarło mu nogę, to nawet nigdzie się nie wybierał, wystarczająco rozsądny by zaczekać na pomoc. Najwyraźniej to ona była tutaj problemem. A może zwyczajnie skończyła mu się cierpliwość do wypadków jak na jedną noc.
Nie ważne jak by na to patrzeć - było o wiele gorzej niż podczas Beltane, a tam dosłownie był już po drugiej stronie. Po drodze jednak do limbo, jedyne co mu się przytrafiło to złamana ręka i wpadnięcie w ognisko - nic poważnego.
Teleportowali się z trzaskiem, zostawiając za sobą pogorzelisko i wijących się przy nim pracowników. Przez cały ten czas, po tym jak zawaliła się kamienica, Atreus niekoniecznie zwracał na nich uwagę, wszystkie siły przekierowując na Longbottom i przede wszystkim - na siebie, zbyt zgorzkniały by spojrzeć poza fakt, że był już dzisiaj bezużyteczny.
I JAKIE W OGÓLE SPRZECZNE SYGNAŁY - pojawiło się w głowie Brenny jasno i wyraźnie, kiedy opuściła już Munga, wracając na londyńskie ulice. Dokładnie tak samo głośne i pretensjonalne, jak jego utyskiwania wcześniej na ulicy.
Koniec sesji