Ryzykował wiele. Przede wszystkim, swoje życie. Nie miał innego pomysłu, jak się kimkolwiek skontaktować. Choć, mógł przez fale wezwać do pomocy aurorów. Tych, których znał. Ale czy nie byliby bardziej zajęci i potrzebni w innym miejscu? Czy ci, których znał, jeszcze tam pracują? Najpewniej Brenna.
Wiedział, ze robienie niespodziewanego hałasu, może wystraszyć ludzi w tym przypadku, w takich okolicznościach. Że zostanie pominięty, zapomniany. Próbował wielokrotnie wołać, ale jego usta jedynie potrafiły ułożyć się w słowa "pomocy" i nic więcej. Żaden dźwięk nie wyszedł z jego gardła. Ale teraz, kiedy po tych godzinach leżenia pod częścią gruzu, usłyszał wymioty a potem, jej głos, zamarł.
"Olivia…" – rozpoznał jej głos, w myślach wypowiadając jej imię. To oczywiście musiała być ona. Wiedział o jej problemach żołądkowych wywoływanych przez teleportacje. Próbował się obejrzeć, ale nie bardzo mógł ją dostrzec. Może stała tyłem? Bokiem?"Błagam podejść… Albo uciekaj." – próbował jej przekazać swoje myśli, które mogła przecież nie odebrać. Nie chciał aby się narażała. Ale z drugiej strony, była jego nadzieją. Ratunkiem.
Zaryzykował raz jeszcze. Sięgnął po kolejny kawałek gruzu i rzucił go na ulicę, aby się poturlał. Aby zwróciła uwagę, skąd dochodził. Sam z kolei próbował się podnieść, prostując ręce, ale to na nic. Opadł z sił. Jedynie drobne kawałki gruzu rozsypały się na boki, jakby naruszone przez ciało ludzie pod nim znajdujące. Większy, wciąż uciskał mu na plecach. Dlatego nie mógł się bardziej podnieść. Ale może kobieta dostrzegła go? Dostrzegła próby? Gdyby mógł, odezwałby się. Zawołał ją.