Słyszał kroki, a potem słowa. Niby poczuł ulgę, ale też ból przeszywający jego ciało. Zmarszczył brwi, zacisnął zęby. Pozwolił działać Olivii. Wierzył, że to ona. Jej drobne ręce zaczęły rozgrzebywać gruz z jego ciała. Słyszenie jej głosu go uspokajało. Choćby pod tym względem, że była obok. Jeżeli nie zobaczy jej, to chociaż mógł słyszeć. Trwało to trochę, aż usłyszał swoje imię, wypowiedziane jej głosem. Nie była pewna?
Tristan odwrócił głowę, gdy padły jej kolejne słowa, posyłając jej słaby ale szczęśliwy uśmiech, że ją widzi. To powinien być dla niej wystarczający znak, że żyje. Jeżeli potrzebowała kolejnego dowodu. Widok jej łez na policzku, zabolał. Ale czego innego mogli się spodziewać? Nie mieli wątpliwości, że się odnajdą. Obiecała to. Nie padła jednak kwestia tego, czy odnajdzie go żywego, czy martwego.
Kiedy poczuł, że żaden ciężar nie uciska mu pleców, spróbował podnieść się na kolana, podpierając rękoma. Skrzywił z bólu, czując go na kręgosłupie. Wstać jednak nie mógł, ale chociaż obejrzeć za siebie. Jego noga tkwiła jeszcze pod kolejnych większym gruzem, który upadł mu podczas ataku. Było można domyślić się, że zniszczenia na budynkach, były wynikiem walki, rzucanych zaklęć.
Podpierając się jedną ręką podłoża, choć nie mogąc się odwrócić pełniej, spojrzał na zapłakaną twarz Olivii. Uśmiechnął się słabo ale i szczęśliwy, że widzi ją żywą. Drugą dłonią dotknął jej policzka, jakby chciał poczuć jej skórę. Oboje byli brudni. Ale czy nie przeszkadzało jej to, że śmierdział?
Zerknął w kierunku swojej różdżki, która leżała daleko od jego zasięgu rąk, ale widoczna na zasięg oczu. Puścił jej policzek i chcąc pokazać jej, gdzie leży jego różdżka, opadł na łokieć. Skrzywił się z bólu, ale mimo to, pokazał jej, gdzie ma spojrzeć. Palcem pokazując wystający patyk, mając nadzieję, że jest cały. Czy byłaby wstanie mu go podać? Spróbowałby sam użyć zaklęcia aby pozbyć się sporego kawałka betonu ze swojej nogi.