— Dobrze wiedzieć. Bardziej bym się martwił, gdyby próbował wszystkim kierować, ale też nie potrafił doprowadzić określonych spraw do końca. Przynajmniej jest efektywny w tym, co robi. Nie, żeby to sprawiało, że jego podejście jest dzięki temu usprawiedliwione — odparł.
Tej jednej rzeczy nie potrafił odmówić Chesterowi. Jego metody, chociaż może agresywne i nieco podszyte brakiem poszanowania dla pracowników niższego szczebla, dawały efekty. Gdyby było inaczej, nie utrzymałby się tyle lat w departamencie. Pewnie to mało prawdopodobne, ale może to po prostu taki czas?, łudził się Erik, starając się jednak odsuwać od siebie wizje dotyczące ewentualnej przyszłej współpracy. Nie wiadomo było, co przyniesie los.
Zmarszczył czoło na wspomnienie o wróżbitach.
— Ida wspominała o jakiejś wizji podczas Ostary. Niestety nie udało nam się o tym dłużej porozmawiać — przypomniał sobie Erik. Ciężko było mu określić, w jakim stopniu te dwie sprawy były ze sobą powiązane. Obrzędom sabatu towarzyszyła cała masa różnych bodźców, więc ciężko było stwierdzić, czy były tu jakieś punkty zbieżne. — Dostaliście więcej takich sygnałów?
Nie był ekspertem od wróżbiarstwa, toteż ciężko było mu podchodzić do tej sztuki magii z należytą powagą i odpowiednim zrozumieniem, ale jeśli więcej niż jeden jasnowidz podzielił się z Zakonem podobnymi wrażeniami, to może faktycznie coś się kroiło? Dzięki Merlinowi, że Zakon ma ekspertów, pomyślał. Gdyby zamknęli się na jednostki odznaczające się konkretnym zestawem umiejętności, dojście do takich informacji, czy ich zinterpretowanie byłoby o wiele trudniejsze. Uśmiechnął się do siostry i kuzynki, gdy te włączyły się do rozmowy.
— Owszem. Kapłanki wydają się nieco... wzburzone. Bardziej naszą obecnością, niż ewentualnymi niebezpieczeństwami — rzucił, oglądając się przez ramię w kierunku, z którego przyszli. — Oby to były tylko nerwy.
Zaczynał się nieco martwić nadchodzącym świętem. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, a ich możliwości zdawały się zanikać z każdą mijającą chwilą. Udało im się pokierować zasobami Ministerstwa Magii w taki sposób, aby teoretycznie zapewnić świętującym większe bezpieczeństwo, ale czy na cokolwiek im się to zda? Jeśli wybuchnie masowa panika, czy ich plany w ogóle będą miały jakikolwiek wpływ na przebieg sytuacji? Gdyby był na Beltane tylko i wyłącznie jako pracownik Ministerstwa Magii może miałby mniej wątpliwości, ale musiał liczyć się z tym, że część grupy rozpłynie się w powietrzu, aby zająć się przede wszystkim sprawami Zakonu. Pogodzenie ze sobą oczekiwań obu tych grup nie należało do najprostszych.
Skinął głową na propozycję Mavelle. Poproszenie o dodatkowe wsparcie było dobrym pomysłem i na swój sposób wpasowywało się w ich plany. Jeśli faktycznie będą musieli zniknąć z radaru Brygady oraz Aurorów, to kilka dodatkowych osób po części rekompensowało ich nieobecność. Wprawdzie wątpił, aby parę listów i jedna rozmowa zmieniły plan Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów, aby zmienić skromny oddział patroli w małą armię, ale dobrze było przynajmniej spróbować. Nawet jeśli nie uzyskają znacznej pomocy, to może uzyskają jakiekolwiek oficjalne wsparcie.
— Zrobicie, co uznacie za stosowne — skomentował Erik. Nie miał zamiaru wypisywać do nikogo w sprawie Chestera. Wystarczyło, że dwójka członków rodziny planowała wysłać dokładne sprawozdanie z tego niezbyt miłego spotkania. Jeśli zostanie poproszony o wydanie dodatkowej opinii dowódcy Brygady lub Biura Aurorów, to nie miał zamiaru się opierać; opowie, jak było i przedstawi swoją perspektywę. — Jeśli będziecie potrzebować dodatkowych podpisów, to podrzućcie mi dokumenty w domu.
W myślach pochwalił jednak postawę Brenny. Wprawdzie zmiana partnera na czas patrolu mogła wywołać lekkie zamieszanie przy organizacji, jednak lepiej było dłużej popracować nad składem poszczególnych par, niż ryzykować, że Wood i Rookwood rzucą się sobie do gardeł lub w ogóle nie będą w stanie współpracować podczas Beltane. Ich siły i tak były w dużej mierze okrojone, toteż nie mogli sobie pozwolić na kolejne ubytki, o ile można było tego uniknąć. Zerknął na Patricka, który zwrócił uwagę na znajomość Thomasa z Geraldine.
— Przekażę wiadomość. — Skinął z powagą głową. — Thomas jest zaradny, raczej znajdzie dobrą wymówkę. W najgorszym razie Geraldine uzna, że nagle zajął się kaletnictwem i robi torby na boku, żeby dorobić. — Uśmiechnął się krzywo. — A jeśli to nie podziała, to się w to bardziej zaangażuję. Znam Ger jeszcze z czasów szkolnych.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞