14.05.2025, 13:38 ✶
Nawet nie tyle co nie była pewna: po prostu nie chciała w to uwierzyć. Nie chciała uwierzyć w to, że to właśnie on leży pod gruzami od nie wiadomo jak długiego czasu. Nie chciała uwierzyć w to, że był ranny, że wyglądał jeszcze gorzej niż ona - że ktoś mógł go zaatakować. Olivia momentalnie pobladła, gdy rozpoznała w leżącym pod gruzami mężczyźnie swojego ukochanego. Działała już odruchowo: nie patrzyła czy kamienie są ostre, czy ranią jej własne ciało. Nie patrzyła na to, czy ktokolwiek jeszcze jest w uliczce, nie patrzyła na nic - oczy miała utkwione w tym przerażającym widoku, jakim był ranny Tristan.
- Tak bardzo cię przepraszam - szepnęła, gdy spróbował się podnieść. Nie była w stanie powstrzymać łez nawet wtedy, gdy dotknął jej policzka i posłał jej delikatny uśmiech. - To moja wina. Powinniśmy byli trzymać się razem.
Szybko poszło - od powinności i pomagania innym zaczęła obwiniać swoich nowych przyjaciół i siebie o to, co się stało. Ile czasu jej to zajęło: pół nocy? Jakoś tak. Wtuliła się w Tristana, z początku nie dostrzegając, że jego noga wciąż była uwięziona pod kamieniem. Nie przeszkadzało jej to, że śmierdział. Nie przeszkadzało jej nic - ważne było to, że żył. Żył i chyba nic poważniejszego mu się nie stało. Gdy tylko poczuła na sobie ciepło jego ciała, rozkleiła się do reszty.
- Miałam cię szukać, ale w Londynie... Na Pokątnej... Widziałam Millie i musiałam mu pomóc... - tłumaczyła się, chociaż jej słowa były zagłuszone przez głośne łkanie. Chciała się wytłumaczyć, czemu nie przyszła wcześniej, ale słowa nie chciały płynąć. - Przepraszam cię. Już nigdy cię nie zostawię.
Powiedziała, starając się otrzeć łzy. Widziała, że pokazywał gdzieś, więc spojrzała w tamtym kierunku. Różdżka, tak... Dopiero teraz spostrzegła również, że jego noga wciąż była uwięziona. Sięgnęła po różdżkę Warda i wręczyła mu ją: na szczęście nie była połamana.
- Ja... Mogę spróbować to zdjąć, ale nie wiem... - była roztrzęsiona, już kilka zaklęć tej nocy jej nie wyszło. I wszystkie jak na złość nie wychodziły gdy miała wyciągać ludzi spod gruzów. Nie chciała, by Ward skończył jak tamten mężczyzna, którego próbowały uratować z Millie - gdyby nie pojawienie się Basiliusa, zginąłby od ich wysiłków.
- Tak bardzo cię przepraszam - szepnęła, gdy spróbował się podnieść. Nie była w stanie powstrzymać łez nawet wtedy, gdy dotknął jej policzka i posłał jej delikatny uśmiech. - To moja wina. Powinniśmy byli trzymać się razem.
Szybko poszło - od powinności i pomagania innym zaczęła obwiniać swoich nowych przyjaciół i siebie o to, co się stało. Ile czasu jej to zajęło: pół nocy? Jakoś tak. Wtuliła się w Tristana, z początku nie dostrzegając, że jego noga wciąż była uwięziona pod kamieniem. Nie przeszkadzało jej to, że śmierdział. Nie przeszkadzało jej nic - ważne było to, że żył. Żył i chyba nic poważniejszego mu się nie stało. Gdy tylko poczuła na sobie ciepło jego ciała, rozkleiła się do reszty.
- Miałam cię szukać, ale w Londynie... Na Pokątnej... Widziałam Millie i musiałam mu pomóc... - tłumaczyła się, chociaż jej słowa były zagłuszone przez głośne łkanie. Chciała się wytłumaczyć, czemu nie przyszła wcześniej, ale słowa nie chciały płynąć. - Przepraszam cię. Już nigdy cię nie zostawię.
Powiedziała, starając się otrzeć łzy. Widziała, że pokazywał gdzieś, więc spojrzała w tamtym kierunku. Różdżka, tak... Dopiero teraz spostrzegła również, że jego noga wciąż była uwięziona. Sięgnęła po różdżkę Warda i wręczyła mu ją: na szczęście nie była połamana.
- Ja... Mogę spróbować to zdjąć, ale nie wiem... - była roztrzęsiona, już kilka zaklęć tej nocy jej nie wyszło. I wszystkie jak na złość nie wychodziły gdy miała wyciągać ludzi spod gruzów. Nie chciała, by Ward skończył jak tamten mężczyzna, którego próbowały uratować z Millie - gdyby nie pojawienie się Basiliusa, zginąłby od ich wysiłków.