14.05.2025, 15:26 ✶
Uśmiechnął się delikatnie patrząc w bok na Millie idącą obok niego. Kwestię tego jak zakończyło się gaszenie przez nich pobliskich kamienic zostawił za nimi, nie to, że o tym nie myślał, ale roztrząsanie tego nie przyniosłoby niczego dobrego nikomu. Nie w obecnej sytuacji. Jeżeli będzie konieczność to usiądą po wszystkim i o tym porozmawiają o ile wcześniej ogień nie strawi i jego. Śmiał się, że zostało mu jeszcze kilka żyć, jak to kotu, ale ile w tym prawdy. Czy świat nie będzie ironiczny co do niego i skoro nie pozwalał mu umrzeć, kiedy chciał się poświęcać dla innych to czy teraz skoro chciał dla kogoś żyć to splot wydarzeń nie sprawi, że umrze tej nocy? Potrząsnął głową, znów dryfował w złym kierunku sowimi myślami.
Przeskoczył wzrokiem po kolejnych budynkach wraz z tym jak dalej zapuszczał i się wzdłuż ulicy. Pokątna wyglądała zupełnie inaczej niż zazwyczaj, nie chodziło nawet o to, że było bardzo późno, albo wcześnie, zależnie jak kto na to patrzył. Ale wszechobecny swąd spalenizny i wszechobecny popiół, który opadał niczym śnieg. Gdyby tak dorwał tego kto był za to odpowiedzialny...
Z zamyślenia nad tym co zrobiłby odpowiedzialnym za te podpalenia wyrwał go krzyk Moody, jak mógł sam ominąć wzrokiem ten płonący sklep? Zaklął pod nosem.
-Idę! - krzyknął i ruszył za nią niczym cień, aby pomóc jej w razie potrzeby lub po prostu ubezpieczać. Być może to dlatego zauważył jej zawahanie po podniesieniu różdżki. Zareagował machinalnie, nie było istotne czy zatrzymałą się z wycieńczenia czy innego powodu, stała cała i zdrowa z tego co widział od tyłu. Uderzyło go wspomnienie, które pamiętał jak przez mgłę i jej słowa. Nie ogień, proszę, błagam Stawie, nie ogień. Ogień pali Ziemię - to zamierzał zatem robić, stanął za nią, jedną rękę kładąc jej na ramieniu, a drugą wycelował w płonącą witrynę sklepową.
Tak jak wszystkie wcześniejsze pożary tak samo i ten chciał ugasić pozbawiając go powietrza. Skupił się na tym co zamierzał zrobić i rzucił zaklęcie, aby jak najszybciej zdusić płomienie, pozbawić je pożywienia i patrzeć jak nikną od braku powietrza.
Translokacja III - zabranie powietrza z miejsca gdzie jest ogień
Przeskoczył wzrokiem po kolejnych budynkach wraz z tym jak dalej zapuszczał i się wzdłuż ulicy. Pokątna wyglądała zupełnie inaczej niż zazwyczaj, nie chodziło nawet o to, że było bardzo późno, albo wcześnie, zależnie jak kto na to patrzył. Ale wszechobecny swąd spalenizny i wszechobecny popiół, który opadał niczym śnieg. Gdyby tak dorwał tego kto był za to odpowiedzialny...
Z zamyślenia nad tym co zrobiłby odpowiedzialnym za te podpalenia wyrwał go krzyk Moody, jak mógł sam ominąć wzrokiem ten płonący sklep? Zaklął pod nosem.
-Idę! - krzyknął i ruszył za nią niczym cień, aby pomóc jej w razie potrzeby lub po prostu ubezpieczać. Być może to dlatego zauważył jej zawahanie po podniesieniu różdżki. Zareagował machinalnie, nie było istotne czy zatrzymałą się z wycieńczenia czy innego powodu, stała cała i zdrowa z tego co widział od tyłu. Uderzyło go wspomnienie, które pamiętał jak przez mgłę i jej słowa. Nie ogień, proszę, błagam Stawie, nie ogień. Ogień pali Ziemię - to zamierzał zatem robić, stanął za nią, jedną rękę kładąc jej na ramieniu, a drugą wycelował w płonącą witrynę sklepową.
Tak jak wszystkie wcześniejsze pożary tak samo i ten chciał ugasić pozbawiając go powietrza. Skupił się na tym co zamierzał zrobić i rzucił zaklęcie, aby jak najszybciej zdusić płomienie, pozbawić je pożywienia i patrzeć jak nikną od braku powietrza.
Translokacja III - zabranie powietrza z miejsca gdzie jest ogień
Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana