Z całą pewnością byłoby Benjiemu łatwiej pić, gdyby miał miskę. A Jessie miał przy sobie różdżkę i nie było problemu, żeby tę miskę wyczarował. Wciąż jednak tego nie zrobił i przelewał sobie wodę na dłoń, podstawioną psiakowi. Bez słowa wziął od brata jego szklankę i dał psu resztę wody.
Wizyta w Mungu raczej nie była potrzebna. Jego oparzenia nie były aż tak poważne, by nie dały sobie z nimi rady domowe sposoby, a uzdrowiciele od tej nocy z całą pewnością mieli ogrom pracy. Chciał powiedzieć, że "Wszystko jest w porządku", chociaż nie było, ale język mu jakby zdrętwiał w ustach i nie powiedział nic. Wzruszył jedynie lekko ramionami, co miało oznaczać "Bywało lepiej" i tyle.
Na widok Charlotte trochę koloru wróciło mu na policzki. Była bezpieczna. Theo był bezpieczny. Rita była bezpieczna, chociaż Jessiego martwiło to, że niemal natychmiast się od nich oddzieliła, ale musiała wciąż być w Ministerstwie. Teraz wystarczyło, by wujowie wrócili bezpieczni. Wszyscy trzej - Jonathan, Anthony i Morpheus, którego nie widział nikt, o miejscu pobytu którego nie wiedział nikt i martwił się każdy z nich. Jonathan musiał zostać na Horyzontalnej i pomóc ludziom. Jego gryfińskie bohaterstwo mogło być błogosławieństwem dla świata w każdy inny dzień, ale teraz było katorgą dla nerwów Jessiego.
Palec mu drgnął na komentarz Charlotte, ale na twarzy nie zmieniło się nic. Może nie był to najlepszy moment na tego typu żarty - gdy Jonathan biegał tam gdzieś wśród płomieni i zgliszcz - ale we własnej głowie przekrzykiwał sam siebie, że Jonathan nie dałby się tak łatwo pokonać i zabić, że obiecał, że do nich wróci (właściwie to powiedział, że spróbuje do nich dołączyć), co pozwoliło mu nie brać słów matki niepotrzebnie na poważnie.
-Myślisz, że jestem na tyle wysoko na liście jego spadkobierców, by odziedziczyć po nim dom? - na ułamek sekundy kącik jego ust uniósł się.
Zestawienie słów "wkurwiony" i "Anthony" nie brzmiało dobrze, ale Jessie pozwolił sobie na iskierkę nadziei, że może to połączenie pozwoli Jonathanowi wrócić w jednym, żywym kawałku, bez jakichkolwiek uszczerbków.
-Jak to "zakrwawiłeś mu dywan"? - pytanie zadane było cicho, ale nie na tyle, by nie można było go zrozumieć.
Co takiego robił Theo, że zakrwawił Anthony'emu dywan? Dlaczego Anthony nic nie mówił? Czy Charlotte o tym wiedziała?
Obejmował matkę równie mocno, co ona ich, nie komentując w żaden sposób niecodzienności tego gestu, zamiast tego ciesząc się po prostu wewnętrznie, że nic im się nie stało.
-Rita nie będzie zadowolona - dla niego możliwość zatrzymania się w niedawno odwiedzonym domu nieznanej ciotki nie była wcale taka zła, ale jego bliźniaczka nie podzielała jego odczuć. -Jonathan kazał przekazać, że na razie możemy zatrzymać się u niego w Brighton - chociaż może dom ciotki Amelii mógł być lepszym pomysłem, jeśli nie chcieli narażać wujków.
Zmarszczył brwi, słysząc, jak matka zaczyna seplenić. Coś podobnego przytrafiło się jemu - wtedy, na Horyzontalnej, nie mógł nawet w myślach wypowiedzieć imienia Vo-... Sami-wiecie-kogo.
Czy chciał spróbować znaleźć kogoś w tłumie? Czy zdołałby kogoś tu znaleźć? Dora... Może Dora była z Brenną albo ukryła się w jakimś bezpiecznym miejscu... Electra... Może ją to ominęło... Może udało jej się tego wszystkiego uniknąć?