14.05.2025, 23:36 ✶
– Ale ja kurwa widzę złamasie pierdolony masochisto na chuj tam się wpierdalałeś kurwa! – To nie było tak, że była zła na Thomasa. W końcu uratował jej życie najprawdopodobniej. Była wkurwiona, że się tak uśmiechał, jakby panią Matkę za cycki złapał bo właśnie odprowadzała go do Nory, której będzie musiała wytłumaczyć jak pozostający pod jej opieką brat wrócił do cukierni w formie pierdolonego szklanego jeża.
– Nie musiałeś tego robić kurwa... – dodała naburmuszona, bo nie byłby to pierwszy raz, kiedy karaluch obrywa i potem podnosi się ochoczo czekając na więcej wpierdolu. Ale Thomas nie był karaluchem. Był kurwa miękki, wrażliwym chłopakiem, który chciał się wykazać i teraz nie wiadomo będzie czy nie będzie miał uszkodzonych ślepi. Nie widzę problemu. Zajebisty kurwa żart.
– I w ogóle... nie mam pojęcia jak teraz znajdę Ci lekarza, który będzie chciał Cię w ogóle obejrzeć, może w końcu Florence dotarła do Nory nie wiem kurwa Thomas na chuj żeśmy tam poszli, przecież te budynki były już ewakuowane... – biadoliła, żeby czymkolwiek zająć myśli i... a może przede wszystkim swoje własne poczucie winy.
Na miejscu znalazło się kilku ludzi, którzy zajęli się rannym, zaprowadzili go do części mieszkalnej, gdzie spokojnie można było powydłubywać z niego szkło. Pierdolone szkło. Oczywiście, lepiej oberwać pękniętą szybą niż pęknąć sobie duszę ale i tak...
– Bądź grzecznym chłopcem i nigdzie się stąd nie ruszaj – rzuciła mu na odchodne, nie mogąc Norze spojrzeć w oczy. Właściwie od razu chwyciła Olivkę pod rękę, miotłę, jakieś suplajsy i czerwony kurwa kapturek ruszył do skitranej babci mugolaczki. Czy coś. Byle działać. Byle nie myśleć o Tomku, który może i lubił cierpieć, ale nie zasłużył sobie na to co się zadziało...
...i to zadziało się przez nią.
Pierdolone widma.
Minęło trochę czasu, które Thomasowi pewnie zdawało się całą wiecznością. I tak miał dużo szczęścia. Mieli go oboje. Miles wpadła jak burza do kawiarni i od razu pociągnęła Basiliusa na zaplecze do rannego przyjaciela, na wypadek gdyby ktoś chciał zawłaszczyć sobie JEJ lekarza do własnych celów. Ludzie mogą poczekać. Thomas nie.
– No i dym uformował się w widmo, czy widmo wyszło z dymu nie wiem i zaczęło do mnie mówić i zbaraniałam jak ostatnia skończona kretynka, a on wyobraź sobie mnie osłonił i kurwa oberwał z tej pierdolonej szyby– opowiadała mu jeszcze chwilę temu, gdy byli na miotle i galopowali przez ulicę. Moody martwiła się że za dużo czasu spędzili u tamtych ludzi, że dla Thomasa będzie za późno i za moment nie będzie nie tylko widział problemu ale nie wiem dajmy na to.. jej obrazów. I co wtedy? Że niby miałaby się przerzucić na rzeźbę? Pierdolony atencyjny kutasiarz! Musiał wyzdrowieć i to NA TYCH MIAST
Gdy dotarła do łóżka gdzie leżał Thomas z przejęciem przejechała mu chłodną od pędu powietrza dłonią po czole w miejscu które nie było naznaczone szybowym szlakiem.
– Wróciłam i wiesz znalazłam... znalazłam Bazyliszka. Też jest w klubie wiesz? Dobrze się Tobą zajmie. – Głos jej lekko drżał poczuciem winy. – Jakbyś czegoś potrzebował Liszek? Kawy? Wody? Nora ma zajebiste ćpuńskie pączki, po których człowiek czuje się jakby był dziesięć lat młodszy. – zapytała nie chcąc wychodzić ale teraz w świetle widząc biel wybijającą spod czerwonej farby zdobiącej ciało Prewetta. Nie wytrzymała i ... parsknęła. – Kurwa Thomas dobrze w sumie, że go nie widzisz, bo wygląda tak jakby wyszedł z krwawej łaźni. Wiesz takiego fancy prysznica dla wampirów, z którego nie leci woda tylko krew. A to tylko farba. Jakiś debil myślał, że Liszek jest śmierciuchem, dasz wiarę? – Najwidoczniej odzyskiwała rezon. Najwidoczniej czuła się kapkę lepiej, teraz kiedy schronili się w bezpiecznym miejscu. Razem.
!Strach przed imieniem
– Nie musiałeś tego robić kurwa... – dodała naburmuszona, bo nie byłby to pierwszy raz, kiedy karaluch obrywa i potem podnosi się ochoczo czekając na więcej wpierdolu. Ale Thomas nie był karaluchem. Był kurwa miękki, wrażliwym chłopakiem, który chciał się wykazać i teraz nie wiadomo będzie czy nie będzie miał uszkodzonych ślepi. Nie widzę problemu. Zajebisty kurwa żart.
– I w ogóle... nie mam pojęcia jak teraz znajdę Ci lekarza, który będzie chciał Cię w ogóle obejrzeć, może w końcu Florence dotarła do Nory nie wiem kurwa Thomas na chuj żeśmy tam poszli, przecież te budynki były już ewakuowane... – biadoliła, żeby czymkolwiek zająć myśli i... a może przede wszystkim swoje własne poczucie winy.
Na miejscu znalazło się kilku ludzi, którzy zajęli się rannym, zaprowadzili go do części mieszkalnej, gdzie spokojnie można było powydłubywać z niego szkło. Pierdolone szkło. Oczywiście, lepiej oberwać pękniętą szybą niż pęknąć sobie duszę ale i tak...
– Bądź grzecznym chłopcem i nigdzie się stąd nie ruszaj – rzuciła mu na odchodne, nie mogąc Norze spojrzeć w oczy. Właściwie od razu chwyciła Olivkę pod rękę, miotłę, jakieś suplajsy i czerwony kurwa kapturek ruszył do skitranej babci mugolaczki. Czy coś. Byle działać. Byle nie myśleć o Tomku, który może i lubił cierpieć, ale nie zasłużył sobie na to co się zadziało...
...i to zadziało się przez nią.
Pierdolone widma.
***
Minęło trochę czasu, które Thomasowi pewnie zdawało się całą wiecznością. I tak miał dużo szczęścia. Mieli go oboje. Miles wpadła jak burza do kawiarni i od razu pociągnęła Basiliusa na zaplecze do rannego przyjaciela, na wypadek gdyby ktoś chciał zawłaszczyć sobie JEJ lekarza do własnych celów. Ludzie mogą poczekać. Thomas nie.
– No i dym uformował się w widmo, czy widmo wyszło z dymu nie wiem i zaczęło do mnie mówić i zbaraniałam jak ostatnia skończona kretynka, a on wyobraź sobie mnie osłonił i kurwa oberwał z tej pierdolonej szyby– opowiadała mu jeszcze chwilę temu, gdy byli na miotle i galopowali przez ulicę. Moody martwiła się że za dużo czasu spędzili u tamtych ludzi, że dla Thomasa będzie za późno i za moment nie będzie nie tylko widział problemu ale nie wiem dajmy na to.. jej obrazów. I co wtedy? Że niby miałaby się przerzucić na rzeźbę? Pierdolony atencyjny kutasiarz! Musiał wyzdrowieć i to NA TYCH MIAST
Gdy dotarła do łóżka gdzie leżał Thomas z przejęciem przejechała mu chłodną od pędu powietrza dłonią po czole w miejscu które nie było naznaczone szybowym szlakiem.
– Wróciłam i wiesz znalazłam... znalazłam Bazyliszka. Też jest w klubie wiesz? Dobrze się Tobą zajmie. – Głos jej lekko drżał poczuciem winy. – Jakbyś czegoś potrzebował Liszek? Kawy? Wody? Nora ma zajebiste ćpuńskie pączki, po których człowiek czuje się jakby był dziesięć lat młodszy. – zapytała nie chcąc wychodzić ale teraz w świetle widząc biel wybijającą spod czerwonej farby zdobiącej ciało Prewetta. Nie wytrzymała i ... parsknęła. – Kurwa Thomas dobrze w sumie, że go nie widzisz, bo wygląda tak jakby wyszedł z krwawej łaźni. Wiesz takiego fancy prysznica dla wampirów, z którego nie leci woda tylko krew. A to tylko farba. Jakiś debil myślał, że Liszek jest śmierciuchem, dasz wiarę? – Najwidoczniej odzyskiwała rezon. Najwidoczniej czuła się kapkę lepiej, teraz kiedy schronili się w bezpiecznym miejscu. Razem.
!Strach przed imieniem