22.10.2022, 22:20 ✶
- Tak. A potem też zionął ogniem i jeszcze chciał zniszczyć Dal, o ile pamiętam - przypomniała kuzynce. Gadał? Gadał. Spał na skarbach? No spał. Ale i też spopielał, niczym smoki z czarodziejskiego świata - I jestem pewna, że wyszłoby ci to znakomicie - dodała z uśmiechem. Nie naciskała, rzecz jasna, kwestie czasowe były wręcz doskonałym argumentem, co sama zresztą rozumiała. Choć może, gdyby tak się zastanowić, bardzo duże może - mogłaby sama wyszarpać jakiś kawałek czasu i przeznaczyć na pisanie? Hm, tę myśl musiała obejrzeć jeszcze tak z kilka razy i dogłębnie rozważyć. Z drugiej strony - czy w ogóle byłaby w stanie stworzyć coś, co ludzie chcieliby czytać? Miała wrażenie, że niekoniecznie - była dobra w swojej pracy, a książki może należało pozostawić pisarzom...?
- Chyba wiesz, jakie teraz muszę zadać ci pytanie - oświadczyła, nadając głosowi udawany - śmiertelnie poważny - ton. - Pożyczysz mi tę książkę? Jeszcze nie czytałam takich, co się dzieją w przyszłości, a co dopiero na innych planetach.. hej, ciekawe, czy faktycznie istnieją jakieś, na których można zamieszkać!
Pytanie dręczące ludzkość od dawna. Czy w kosmosie, prócz Ziemi, istniało miejsce, gdzie pojawiło się życie? Czy można sięgnąć aż tak daleko? Czy człowiek mógłby opuścić macierzysty glob i zamieszkać między gwiazdami...?
- Nawet bardziej niż trochę... - przyznała, lustrując uważnie witrynę - Wszystko jest takie... nieruchome - dodała ściszonym tonem. Wątpliwe, by przypadkowy przechodzień zrozumiał właściwy sens tych słów i uciekł z krzykiem "tu są wiedźmy, ratunku!" czy też "na stos z nimi, łapcie widły i pochodnie!", niemniej wolała nie ryzykować, iż ktoś usłyszy coś, czego jednak nie powinien. Mimo wszystko istniał całkiem spory dysonans między tym, co znała, a tym, co miała właśnie przed nosem. Magiczna księgarnia wydawała się mieć w sobie więcej życia - i bynajmniej nie chodziło tu o liczbę kręcących się wewnątrz klientów; ot, po prostu same pozycje, dzięki ruchomym okładkom miały w sobie tę iskrę magii. Nie mówiąc już o wszystkich tych książkach, co najlepiej było trzymać na łańcuchu... w przeciwnym przypadku plaster na palec był bardziej niż wskazany, eufemistycznie mówiąc.
Sama również zerknęła na okolicę, zanim podążyła śladami Brenny. Choć akurat trudno powiedzieć, czy wynikało to z nawyków czy ostatniej, mocno napiętej sytuacji. A może to i to...?
- Dzień dobry - przywitała się z księgarzem i niemalże parsknęła śmiechem widząc, jak kuzynka pognała na łowy. Miast tego tylko pokręciła krótko głową i podreptała za nią, nie mogąc oczywiście przepuścić okazji, by przyjrzeć się zgromadzonym tu lekturom. A nuż któraś wpadnie w oko...?
- W każdym razie zapach jest ten sam - wymruczała cicho, gdy dotarła do Longbottomówny. Woń papieru i drukarskiego tuszu, którą obowiązkowo należało się zaciągnąć, gdy zasiadało się do czytania. Przekrzywiła na moment głowę, wpatrując się intensywnie w półkę, zanim w końcu zdecydowała się sięgnąć po potencjalną zdobycz. I nie omieszkała zerknąć do środka.
- Chyba wiesz, jakie teraz muszę zadać ci pytanie - oświadczyła, nadając głosowi udawany - śmiertelnie poważny - ton. - Pożyczysz mi tę książkę? Jeszcze nie czytałam takich, co się dzieją w przyszłości, a co dopiero na innych planetach.. hej, ciekawe, czy faktycznie istnieją jakieś, na których można zamieszkać!
Pytanie dręczące ludzkość od dawna. Czy w kosmosie, prócz Ziemi, istniało miejsce, gdzie pojawiło się życie? Czy można sięgnąć aż tak daleko? Czy człowiek mógłby opuścić macierzysty glob i zamieszkać między gwiazdami...?
- Nawet bardziej niż trochę... - przyznała, lustrując uważnie witrynę - Wszystko jest takie... nieruchome - dodała ściszonym tonem. Wątpliwe, by przypadkowy przechodzień zrozumiał właściwy sens tych słów i uciekł z krzykiem "tu są wiedźmy, ratunku!" czy też "na stos z nimi, łapcie widły i pochodnie!", niemniej wolała nie ryzykować, iż ktoś usłyszy coś, czego jednak nie powinien. Mimo wszystko istniał całkiem spory dysonans między tym, co znała, a tym, co miała właśnie przed nosem. Magiczna księgarnia wydawała się mieć w sobie więcej życia - i bynajmniej nie chodziło tu o liczbę kręcących się wewnątrz klientów; ot, po prostu same pozycje, dzięki ruchomym okładkom miały w sobie tę iskrę magii. Nie mówiąc już o wszystkich tych książkach, co najlepiej było trzymać na łańcuchu... w przeciwnym przypadku plaster na palec był bardziej niż wskazany, eufemistycznie mówiąc.
Sama również zerknęła na okolicę, zanim podążyła śladami Brenny. Choć akurat trudno powiedzieć, czy wynikało to z nawyków czy ostatniej, mocno napiętej sytuacji. A może to i to...?
- Dzień dobry - przywitała się z księgarzem i niemalże parsknęła śmiechem widząc, jak kuzynka pognała na łowy. Miast tego tylko pokręciła krótko głową i podreptała za nią, nie mogąc oczywiście przepuścić okazji, by przyjrzeć się zgromadzonym tu lekturom. A nuż któraś wpadnie w oko...?
- W każdym razie zapach jest ten sam - wymruczała cicho, gdy dotarła do Longbottomówny. Woń papieru i drukarskiego tuszu, którą obowiązkowo należało się zaciągnąć, gdy zasiadało się do czytania. Przekrzywiła na moment głowę, wpatrując się intensywnie w półkę, zanim w końcu zdecydowała się sięgnąć po potencjalną zdobycz. I nie omieszkała zerknąć do środka.