15.05.2025, 08:36 ✶
Lestrange to chyba była jakimś prorokiem, skoro mu tutaj prawiła o szkiele-wzro. Może powinien jej oddać to swoje trzecie oko, bo ewidentnie coś było na rzeczy, nawet jeśli żadne z nich nie mogło tego wiedzieć. Dlatego więc, zamiast uśmiechnąć się kwaśno, uśmiechnął się bardzo kwaśno.
- Wiesz co? Może powinnaś znowu zmienić karierę, hm? - zapytał, unosząc delikatnie brwi, jakby faktycznie się nad tym poważnie zastanawiał. - Babcia by cię chętnie przyjęła i znalazła jakaś ciepłą posadkę w Mungu. Zbiłabyś sobie wtedy z moją siostrą piątkę. Chociaż... nie no, czekaj. Nie jesteś lekarzem - pstryknął wreszcie palcami, jakby znalazł rozwiązanie całego problemu.
A on nie musiał być wielkim myślicielem by wiedzieć, że to lekarz przepisywał dawki eliksirów i wydawał diagnozy. Bez jego autoryzacji i odpowiedniej recepty, podpisanej jego nazwiskiem, aptekarz tych bardziej specjalistycznych zwyczajnie nie wydawał. Nie potrzebował też od niej teraz wykładów, na temat tego co mu było, a co nie i czy Basilius dał mu odpowiednią dawkę wywaru. Bo w idealnych warunkach powinien odpoczywać, a nie szlajać się dalej w mundurze po tym jak zgubił kawałek nogi podczas teleportacji. To jednak, że go podzieliło konkretnie, zachował już dla siebie, obstając przy tym że nie potrzebuje tych jej syropków - teraz to nawet jeszcze bardziej.
W końcu też, zwyczajnie zagłębili się w tym. On uzbrojony tylko w chustę, a ona w zaklęcie. Bulstrode nie tyle obawiał się, że mu się ten bąblogłowy nie uda, co dopuszczał możliwość, że w tym dymie gdzieś czai się ogień. Widoczność była okropna, ale gdyby coś płonącego na nich spadło, albo ktoś miotną zaklęcie, powietrze działałoby jak paliwo.
Trzymał różdżkę w gotowości i szedł obok Lestrange - na tyle daleko, na ile pozwalała widoczność, tak by byli siebie świadomi i nie zgubili się w chmurze. Wreszcie jednak coś zamajaczyło przed nimi, kaszląc i pociągając nosem - przynajmniej tyle mogli wywnioskować ze słuchu.
- Kolejny - mruknął pod nosem Bulstrode, ale nie opuścił różdżki. - Wszystko dobrze? Jesteśmy z biura aurorów, jeśli potrzeba pomoc, to jesteśmy do dyspozycji - równie dobrze mógł to być jakiś popapraniec, ale dało się rozpoznać te ruchy; niepewny krok, który gubił rytm i sylwetka niemrawo poruszająca się w jedną i drugą stronę, jakby szukała drogi.
- Wiesz co? Może powinnaś znowu zmienić karierę, hm? - zapytał, unosząc delikatnie brwi, jakby faktycznie się nad tym poważnie zastanawiał. - Babcia by cię chętnie przyjęła i znalazła jakaś ciepłą posadkę w Mungu. Zbiłabyś sobie wtedy z moją siostrą piątkę. Chociaż... nie no, czekaj. Nie jesteś lekarzem - pstryknął wreszcie palcami, jakby znalazł rozwiązanie całego problemu.
A on nie musiał być wielkim myślicielem by wiedzieć, że to lekarz przepisywał dawki eliksirów i wydawał diagnozy. Bez jego autoryzacji i odpowiedniej recepty, podpisanej jego nazwiskiem, aptekarz tych bardziej specjalistycznych zwyczajnie nie wydawał. Nie potrzebował też od niej teraz wykładów, na temat tego co mu było, a co nie i czy Basilius dał mu odpowiednią dawkę wywaru. Bo w idealnych warunkach powinien odpoczywać, a nie szlajać się dalej w mundurze po tym jak zgubił kawałek nogi podczas teleportacji. To jednak, że go podzieliło konkretnie, zachował już dla siebie, obstając przy tym że nie potrzebuje tych jej syropków - teraz to nawet jeszcze bardziej.
W końcu też, zwyczajnie zagłębili się w tym. On uzbrojony tylko w chustę, a ona w zaklęcie. Bulstrode nie tyle obawiał się, że mu się ten bąblogłowy nie uda, co dopuszczał możliwość, że w tym dymie gdzieś czai się ogień. Widoczność była okropna, ale gdyby coś płonącego na nich spadło, albo ktoś miotną zaklęcie, powietrze działałoby jak paliwo.
Trzymał różdżkę w gotowości i szedł obok Lestrange - na tyle daleko, na ile pozwalała widoczność, tak by byli siebie świadomi i nie zgubili się w chmurze. Wreszcie jednak coś zamajaczyło przed nimi, kaszląc i pociągając nosem - przynajmniej tyle mogli wywnioskować ze słuchu.
- Kolejny - mruknął pod nosem Bulstrode, ale nie opuścił różdżki. - Wszystko dobrze? Jesteśmy z biura aurorów, jeśli potrzeba pomoc, to jesteśmy do dyspozycji - równie dobrze mógł to być jakiś popapraniec, ale dało się rozpoznać te ruchy; niepewny krok, który gubił rytm i sylwetka niemrawo poruszająca się w jedną i drugą stronę, jakby szukała drogi.