15.05.2025, 11:16 ✶
Brenna zmarszczyła tylko lekko czoło i stłumiła kaszlnięcie. Jeśli miał siłę uciekać, to przeżyje? Tu walczyły w niej w tej chwili dwie skłonności – z jednej strony ta wrodzona do prezentowania optymizmu i nie podkopywania morale, która wzbraniała się przed powiedzeniem czegoś w stylu „o ile nie oberwie avadą zaraz za rogiem”, z drugiej nabyta, do dopatrywania się wszystkiego, co może pójść nie tak, żeby móc na to reagować. Albo przynajmniej oszukiwać samą siebie, że będzie mogła zareagować.
Rozejrzała się, ale nie widziała w pobliżu żadnego pożaru, który mogliby ugasić. Tylko gdzieś w oddali niebo zdawało się jaśnieć – może od łuny pożaru albo jakiegoś zaklęcia.
– To może być też jakaś czarnomagiczna klątwa? Jeśli tak, to nie zdejmiemy tego bez klątwołamacza – zasugerowała, spoglądając w tył, na chmurę, którą minęli. Zaczęła rozglądać się posłusznie, by się upewnić, ale prawda była taka, że gdy chodziło o coś, na co zaklęcia rozpraszające nie działały, niewiele mogła zrobić. Nie znała się na runach, pieczęciach ani nie umiała łamać klątw, więc to był moment, w którym pozostawało jej wyłącznie zgłoszenie w punkcie, z którego się tu pojawili, dziwnej, duszącej chmury. – Uszkodzony mur – powiedziała, przesuwając się powoli wzdłuż budynku i rozglądając, nie tylko za tym, czego kazał szukać auror, ale też czy któryś z domów nie płonął, czy nie zostawiono tutaj jeszcze jakichś innych pułapek albo ktoś w pobliżu nie potrzebował pomocy. I wkurzała się wewnętrznie: kazano im sprawdzać ulicę, więc właśnie to robiła, ale nie mogła powstrzymać tego paskudnego uczucia, że powinna być… nie, nie była pewna gdzie. Gdzieś, gdzie coś się działo? Gdzie mogłaby pomóc bardziej?
– Ale chyba ktoś po prostu go wysadził, może nie trafił, kiedy kogoś atakował albo chciał utrudnić przejście, gdyby ktoś wydostał się z tego dymu – oceniła, nie dostrzegając niczego, co przypominałoby jakieś runy, krwawe ślady albo cokolwiek innego.
Być może sprawcy już się stąd ulotnili. Siać zniszczenie gdzieś indziej, świadomi, że to w te miejsca tutaj na początku wylądują siły szybkiego reagowania – w pobliżu przejść łączących magiczny Londyn z mugolskim…
Rozejrzała się, ale nie widziała w pobliżu żadnego pożaru, który mogliby ugasić. Tylko gdzieś w oddali niebo zdawało się jaśnieć – może od łuny pożaru albo jakiegoś zaklęcia.
– To może być też jakaś czarnomagiczna klątwa? Jeśli tak, to nie zdejmiemy tego bez klątwołamacza – zasugerowała, spoglądając w tył, na chmurę, którą minęli. Zaczęła rozglądać się posłusznie, by się upewnić, ale prawda była taka, że gdy chodziło o coś, na co zaklęcia rozpraszające nie działały, niewiele mogła zrobić. Nie znała się na runach, pieczęciach ani nie umiała łamać klątw, więc to był moment, w którym pozostawało jej wyłącznie zgłoszenie w punkcie, z którego się tu pojawili, dziwnej, duszącej chmury. – Uszkodzony mur – powiedziała, przesuwając się powoli wzdłuż budynku i rozglądając, nie tylko za tym, czego kazał szukać auror, ale też czy któryś z domów nie płonął, czy nie zostawiono tutaj jeszcze jakichś innych pułapek albo ktoś w pobliżu nie potrzebował pomocy. I wkurzała się wewnętrznie: kazano im sprawdzać ulicę, więc właśnie to robiła, ale nie mogła powstrzymać tego paskudnego uczucia, że powinna być… nie, nie była pewna gdzie. Gdzieś, gdzie coś się działo? Gdzie mogłaby pomóc bardziej?
– Ale chyba ktoś po prostu go wysadził, może nie trafił, kiedy kogoś atakował albo chciał utrudnić przejście, gdyby ktoś wydostał się z tego dymu – oceniła, nie dostrzegając niczego, co przypominałoby jakieś runy, krwawe ślady albo cokolwiek innego.
Być może sprawcy już się stąd ulotnili. Siać zniszczenie gdzieś indziej, świadomi, że to w te miejsca tutaj na początku wylądują siły szybkiego reagowania – w pobliżu przejść łączących magiczny Londyn z mugolskim…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.