15.05.2025, 16:02 ✶
Najpierw przyszła Olivka.
Zapaliły razem, tak jak paliły kilka dni temu w jej sklepie, gdy nie świat wybuchł, a tylko głowa Moody. Zazdrosnej Moody. Jakie to było teraz głupiutkie z perspektywy czasu.
– Tak o niego chodzi. Ten debil zasłonił mnie i przyjął na siebie uderzenie wybuchającej szyby, jak gasiliśmy ...coś... gdzieś... Wiesz, zobaczyłam widmo z Kniei i mnie zmroziło... ja... – umilkła. Bo może to nie był czas na to by to roztrząsać. Tej nocy podziało się wiele pojebanych rzeczy, ale czuła się w chuj odpowiedzialna za to co się przydarzyło Tomkowi. – Przyjdź potem do klubokawiarni ok? Pewnie ludzie będą chcieli pogadać, a jak robisz w zaopatrzeniu, to Twój ogląd na sytuacje może być w chuj ważny. – Miles się na tym nie znała absolutnie, była niebieskim ptakiem, który latał na miotle, malował i okazjonalnie nie umierał. Była pierdolonym karaluchem, nie to żeby dzisiaj nic nie zrobiła, ale pytanie czy mogłaby zrobić więcej iskrzyło w jej głowie. – Powodzenia w szukaniu Tristana. Jeśli... jeśli go nie znajdziesz, pomogę Ci potem szukać. Mam wrażenie, że dzisiaj nie zasnę. Mam wrażenie że nigdy już nie zasnę. – Uśmiechnęła się smutno, a potem nieoczekiwanie podeszła do Olivii i objęła ją ciasno ramionami.
– Jesteś super wiesz? Dobrze, że jesteś z nami. – Wymamrotała – Chujowo że tak późno się skumałam, że równa z Ciebie laska, ale hej: przyszłość przed nami – próbowała podnieść ją i siebie w sumie na duchu, i z myślą o tym co mogłaby zrobić by jakoś ułatwić zakonowemu świeżakowi życie, gdy wszystko jebło, odprowadziła wzrokiem znikającą pośród uliczek zrujnowanego Londynu dziewczynę.
Niedługo potem wyszedł z kryjówki Basilius i zastał Miles samą, na drugiej fajce.
– Spierdalaj – podsumowała jego poważne życzenia i porady prozdrowotne po czym i tak zgasiła peta i od razu sięgnęła po miotłę. – W ciul jest źle, zaraz sam zobaczysz. Wskakuj księżniczko, podwiozę Cię. – I choć Miles była mniejsza od Basiliusa, to jej ramiona pełniły w tej przejażdżce funkcję pasów bezpieczeństwa. Byłoby bardzo niefajnie, żeby dostarczony lekarz zemdlał i zleciał z jej miotły, a ona wciąż miała siły by docisnąć go mocno do siebie, jak najcenniejszy skarb.
– Dzisiaj to Ty jesteś moim zniczem wiesz Liszek? Wypatrzyłam Cię, złapałam i już Cię nie wypuszczę – obiecała nim oderwali się od ziemi i pognali do klubokawiarni Nory, gdzie poraniony Thomas czekał na profesjonalną pomoc.
Zapaliły razem, tak jak paliły kilka dni temu w jej sklepie, gdy nie świat wybuchł, a tylko głowa Moody. Zazdrosnej Moody. Jakie to było teraz głupiutkie z perspektywy czasu.
– Tak o niego chodzi. Ten debil zasłonił mnie i przyjął na siebie uderzenie wybuchającej szyby, jak gasiliśmy ...coś... gdzieś... Wiesz, zobaczyłam widmo z Kniei i mnie zmroziło... ja... – umilkła. Bo może to nie był czas na to by to roztrząsać. Tej nocy podziało się wiele pojebanych rzeczy, ale czuła się w chuj odpowiedzialna za to co się przydarzyło Tomkowi. – Przyjdź potem do klubokawiarni ok? Pewnie ludzie będą chcieli pogadać, a jak robisz w zaopatrzeniu, to Twój ogląd na sytuacje może być w chuj ważny. – Miles się na tym nie znała absolutnie, była niebieskim ptakiem, który latał na miotle, malował i okazjonalnie nie umierał. Była pierdolonym karaluchem, nie to żeby dzisiaj nic nie zrobiła, ale pytanie czy mogłaby zrobić więcej iskrzyło w jej głowie. – Powodzenia w szukaniu Tristana. Jeśli... jeśli go nie znajdziesz, pomogę Ci potem szukać. Mam wrażenie, że dzisiaj nie zasnę. Mam wrażenie że nigdy już nie zasnę. – Uśmiechnęła się smutno, a potem nieoczekiwanie podeszła do Olivii i objęła ją ciasno ramionami.
– Jesteś super wiesz? Dobrze, że jesteś z nami. – Wymamrotała – Chujowo że tak późno się skumałam, że równa z Ciebie laska, ale hej: przyszłość przed nami – próbowała podnieść ją i siebie w sumie na duchu, i z myślą o tym co mogłaby zrobić by jakoś ułatwić zakonowemu świeżakowi życie, gdy wszystko jebło, odprowadziła wzrokiem znikającą pośród uliczek zrujnowanego Londynu dziewczynę.
***
Niedługo potem wyszedł z kryjówki Basilius i zastał Miles samą, na drugiej fajce.
– Spierdalaj – podsumowała jego poważne życzenia i porady prozdrowotne po czym i tak zgasiła peta i od razu sięgnęła po miotłę. – W ciul jest źle, zaraz sam zobaczysz. Wskakuj księżniczko, podwiozę Cię. – I choć Miles była mniejsza od Basiliusa, to jej ramiona pełniły w tej przejażdżce funkcję pasów bezpieczeństwa. Byłoby bardzo niefajnie, żeby dostarczony lekarz zemdlał i zleciał z jej miotły, a ona wciąż miała siły by docisnąć go mocno do siebie, jak najcenniejszy skarb.
– Dzisiaj to Ty jesteś moim zniczem wiesz Liszek? Wypatrzyłam Cię, złapałam i już Cię nie wypuszczę – obiecała nim oderwali się od ziemi i pognali do klubokawiarni Nory, gdzie poraniony Thomas czekał na profesjonalną pomoc.
Koniec sesji
latanie na miotle