15.05.2025, 16:14 ✶
Jonathan usłyszał dzisiejszej nocy dużo okropnych rzeczy.
Słyszał Tahirę, pracownicę OMSHMu wpadającą do pomieszczenia wraz z duszącym dymem i krzykiem, że płonie Londyn.
Słyszał Anthony'ego, upewniającego się, że Jonathan bezpiecznie wróci do Ministerstwa, kiedy Jonathan doskonale wiedzial, że tak nie będzie.
Słyszał słaby głos Jessiego, zdecydowanie zbyt młodego na takie traumy,i rozdzierający wrzask Morpheusa, gdy przyjaciel wczepił się w jego płaszcz, przeżywając rzeczy, które nigdy nie powinny go dotknąć.
A jednak słowa, które wypowiedziała zanosząca się szlochem kobieta w akompaniamencie echa pękanych kości, w tym momencie były dla niego brutalniejsze, niż wszystko co usłyszał tej nocy.
Selwyn był politykiem. Codziennie wyposażał się w oręż ze słów i odpowiednich formułek na każdą okazję, a jednak... Teraz po prostu zamilk. Bo jak przepraszało się za nieudane zaklęcie? Za złamane kości? Za dobre chęci, które spełzły na niczym? Za brak bohaterstwa w czynie, który bohaterski miał właśnie być.
Chyba się nie przepraszało. Chyba po prostu wykonywało polecenie i ze skruszoną miną ruszało dalej.
– Oczywiście – powiedział w końcu, próbując nie dać po sobie poznać jak dogłębnie ruszyła go ta nieudana akcja ratunkowa i bez dalszego słowa po prostu pomógł Brennie podnieść kobietę, tak aby nie zrobić jej już więcej żadnej krzywdy. Nic nie mówił. Żadnych słów pocieszenia. Tylko on I jego dramatyzm zadający raz po raz kolejne rany prosto w jego gryfońskie serce.
Słyszał Tahirę, pracownicę OMSHMu wpadającą do pomieszczenia wraz z duszącym dymem i krzykiem, że płonie Londyn.
Słyszał Anthony'ego, upewniającego się, że Jonathan bezpiecznie wróci do Ministerstwa, kiedy Jonathan doskonale wiedzial, że tak nie będzie.
Słyszał słaby głos Jessiego, zdecydowanie zbyt młodego na takie traumy,i rozdzierający wrzask Morpheusa, gdy przyjaciel wczepił się w jego płaszcz, przeżywając rzeczy, które nigdy nie powinny go dotknąć.
A jednak słowa, które wypowiedziała zanosząca się szlochem kobieta w akompaniamencie echa pękanych kości, w tym momencie były dla niego brutalniejsze, niż wszystko co usłyszał tej nocy.
Selwyn był politykiem. Codziennie wyposażał się w oręż ze słów i odpowiednich formułek na każdą okazję, a jednak... Teraz po prostu zamilk. Bo jak przepraszało się za nieudane zaklęcie? Za złamane kości? Za dobre chęci, które spełzły na niczym? Za brak bohaterstwa w czynie, który bohaterski miał właśnie być.
Chyba się nie przepraszało. Chyba po prostu wykonywało polecenie i ze skruszoną miną ruszało dalej.
– Oczywiście – powiedział w końcu, próbując nie dać po sobie poznać jak dogłębnie ruszyła go ta nieudana akcja ratunkowa i bez dalszego słowa po prostu pomógł Brennie podnieść kobietę, tak aby nie zrobić jej już więcej żadnej krzywdy. Nic nie mówił. Żadnych słów pocieszenia. Tylko on I jego dramatyzm zadający raz po raz kolejne rany prosto w jego gryfońskie serce.