15.05.2025, 19:09 ✶
Poczuł jak magia niemrawo spływa po jego ręce wprost do różdżki, ale nic się nie stało. Zaklęcie nie opuściło jego różdżki, ledwo kilka niemrawych kolorowych iskier wyrwało się z jej końca, zupełnie jak ze strażackiego wężą, kiedy zabraknie ciśnienia wylatuje jedynie kilka kropel. Tak teraz Thomas był bezradny wobec płomieni, potrząsnął nieco ręką. Czyżby był bardziej zmęczony niż m się wydawało? Nie, przecież jeszcze jest w stanie być pomocny prawda. Dobrze znał swoje ograniczenia, jeszcze nie dotarł do ich krańca. Jeszcze mógł by pomocny.
Zapewne spróbowałby jeszcze raz rzucić zaklęcie, zdusić ogień, zanim ten znowu rozprzestrzeni się na kolejne witryny sklepowe czy budynki mieszkalne. Ale nie miał czasu, nie zdążyłby, widział jak w pewnym momencie ogień wzrasta gwałtownie. Czyżby jednak jego zaklęcie nie zadziałało, tylko odwrotnie? Podsyciło płomienie? Dobrze wiedział co to zwiastuje, nie było czasu na próbowanie wyczarowywania tarczy, zadziałał instynktownie. Doświadczeni podpowiadało mu co się zaraz stanie, widział to już kilka razy podczas rozbrajania pułapek.
- Uważaj! - wyrzucił jeszcze z siebie ciągnąć za ramię Millie do tyłu. Nie mógł pozwolić, żeby coś się jej stało, po prostu nie mógł. Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby mógł ją uratować ale tego nie zrobił. Dlatego wraz z tym jak pociągnął ją do tyłu wykonał krok zasłaniając ją sobą i rozpościerając szeroko ramiona. Była na tyle drobna, ze mogłaby dwukrotnie schować się za jego sylwetką. Chyba jednak faktycznie pospieszył się i zapeszył, ze ma więcej żyć jeszcze dostępnych - mimo wszystko nie był prawdziwym kotem. Taki będzie jego koniec Nie chciał jeszcze umierać, chciał by jeszcze trochę pożyć, zrobi więcej głupich rzeczy. Los bywał przewrotny, ale przynajmniej odejdzie niczego nie żałując. Ledwo zdążył zamknąć oczy, gdy poczuł jak gorący podmuch powietrza rzuca go do tyłu.
Po jasnym rozbłysku nastąpił nieprzenikniona ciemność.
- Ugh - jęknął zanosząc się krwawym kaszlem. W uszach mu dzwoniło, wszystko go bolało. Jeżeli tak wyglądały zaświaty to zdecydowanie ssały tak samo jak życie. Bolało go wszystko, plecy, głowa, klatka piersiowa i twarz. Czuł jak coś spływa mu po całej twarzy, coś ciepłego i lepkiego. Spróbował otworzyć oczy, podnieść powieki, co udało się z trudem, jednak nie zmieniło to nic. - Kurwa, nie widzę - wydusił plując krwią i próbując się podnieść.
- Millie? MILLIE?! - odezwał się szukając jej po omacku dłońmi wokół siebie. Dlaczego nie widział. Co z nią ,czy jest wszystko w porządku, czy nie oberwała? Nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda, a wyglądał jakby ktoś mu z mordy zrobił tatar i powtykał w to szklane odłamki. Mimo bólu najpierw musiał ustalić co jest z wiedźmą.
// Odwaga i Kompleks bohatera
Zapewne spróbowałby jeszcze raz rzucić zaklęcie, zdusić ogień, zanim ten znowu rozprzestrzeni się na kolejne witryny sklepowe czy budynki mieszkalne. Ale nie miał czasu, nie zdążyłby, widział jak w pewnym momencie ogień wzrasta gwałtownie. Czyżby jednak jego zaklęcie nie zadziałało, tylko odwrotnie? Podsyciło płomienie? Dobrze wiedział co to zwiastuje, nie było czasu na próbowanie wyczarowywania tarczy, zadziałał instynktownie. Doświadczeni podpowiadało mu co się zaraz stanie, widział to już kilka razy podczas rozbrajania pułapek.
- Uważaj! - wyrzucił jeszcze z siebie ciągnąć za ramię Millie do tyłu. Nie mógł pozwolić, żeby coś się jej stało, po prostu nie mógł. Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby mógł ją uratować ale tego nie zrobił. Dlatego wraz z tym jak pociągnął ją do tyłu wykonał krok zasłaniając ją sobą i rozpościerając szeroko ramiona. Była na tyle drobna, ze mogłaby dwukrotnie schować się za jego sylwetką. Chyba jednak faktycznie pospieszył się i zapeszył, ze ma więcej żyć jeszcze dostępnych - mimo wszystko nie był prawdziwym kotem. Taki będzie jego koniec Nie chciał jeszcze umierać, chciał by jeszcze trochę pożyć, zrobi więcej głupich rzeczy. Los bywał przewrotny, ale przynajmniej odejdzie niczego nie żałując. Ledwo zdążył zamknąć oczy, gdy poczuł jak gorący podmuch powietrza rzuca go do tyłu.
Po jasnym rozbłysku nastąpił nieprzenikniona ciemność.
- Ugh - jęknął zanosząc się krwawym kaszlem. W uszach mu dzwoniło, wszystko go bolało. Jeżeli tak wyglądały zaświaty to zdecydowanie ssały tak samo jak życie. Bolało go wszystko, plecy, głowa, klatka piersiowa i twarz. Czuł jak coś spływa mu po całej twarzy, coś ciepłego i lepkiego. Spróbował otworzyć oczy, podnieść powieki, co udało się z trudem, jednak nie zmieniło to nic. - Kurwa, nie widzę - wydusił plując krwią i próbując się podnieść.
- Millie? MILLIE?! - odezwał się szukając jej po omacku dłońmi wokół siebie. Dlaczego nie widział. Co z nią ,czy jest wszystko w porządku, czy nie oberwała? Nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda, a wyglądał jakby ktoś mu z mordy zrobił tatar i powtykał w to szklane odłamki. Mimo bólu najpierw musiał ustalić co jest z wiedźmą.
// Odwaga i Kompleks bohatera