16.05.2025, 13:30 ✶
Odetchnęła głęboko, czując irracjonalne przywiązanie do tego miejsca. Od pierwszych chwil, gdyby miała powiedzieć, kogo kocha naprawdę, w ten dziwny sposób, gdzie niczego się nie oczekuje, ale też niczego nie zazdrości… To powiedziałaby, że jest to Staw. Teren. Posiadłość poraniona jak ona. Przestrzeń śpiewająca przebrzmiałe historie o cierpieniu i osamotnieniu. Toń wody, która odbijała księżyc w trzeciej kadrze. Odsłonięty, ale wciąż tajemniczy.
Nie powinna tego robić, ale Basilius być może całkiem niedługo miał zostać wtajemniczony. Był ich przyjacielem od lat, był osobą, do której drzwi zapukałaby, gdyby potrzebowała pomocy, z pełnym zaufaniem co do jego dyskrecji. Miał swoje wady oczywiście, ale któż ich nie miał?
Skinęła głową, a potem zwilżonymi dłońmi odgarnęła włosy i odetchnęła z ulgą, że w końcu nie łaskoczą jej twarzy, doprowadzając do szału.
Spokój. Tak rzadki stan w jej wykonaniu.
– Tak. To nie jest Windermere. To miejsce, które nie miesza, a koi. Moje ulubione miejsce. – uśmiechnęła się dziwnie łagodnie, bardziej to do niej nie pasowało niż ten makijaż. A może zawsze gdzieś tam był ten uśmiech? Jeziornej nimfy, syreny, o której opowiadała mu kilka dni temu, a która tym razem wyjątkowo nie dybała na życie żadnego człowieka. Zresztą krótki rzut okiem mógł podpowiedzieć, ze to nie było jezioro. Było mniejsze.
– Powiedz mi Bazyliszku. Jakbyś mógł zmienić jedną rzecz, taką jedną, ale że możesz zmienić wszystko… to co by to było? – zapytała nagle, siadając przy przyjacielu, ale patrząc na spokojną toń i myśląc o tym, że jakoś będzie musiała sprowadzić tu ryby. Nie dla niej. Dla brata.
Nie powinna tego robić, ale Basilius być może całkiem niedługo miał zostać wtajemniczony. Był ich przyjacielem od lat, był osobą, do której drzwi zapukałaby, gdyby potrzebowała pomocy, z pełnym zaufaniem co do jego dyskrecji. Miał swoje wady oczywiście, ale któż ich nie miał?
Skinęła głową, a potem zwilżonymi dłońmi odgarnęła włosy i odetchnęła z ulgą, że w końcu nie łaskoczą jej twarzy, doprowadzając do szału.
Spokój. Tak rzadki stan w jej wykonaniu.
– Tak. To nie jest Windermere. To miejsce, które nie miesza, a koi. Moje ulubione miejsce. – uśmiechnęła się dziwnie łagodnie, bardziej to do niej nie pasowało niż ten makijaż. A może zawsze gdzieś tam był ten uśmiech? Jeziornej nimfy, syreny, o której opowiadała mu kilka dni temu, a która tym razem wyjątkowo nie dybała na życie żadnego człowieka. Zresztą krótki rzut okiem mógł podpowiedzieć, ze to nie było jezioro. Było mniejsze.
– Powiedz mi Bazyliszku. Jakbyś mógł zmienić jedną rzecz, taką jedną, ale że możesz zmienić wszystko… to co by to było? – zapytała nagle, siadając przy przyjacielu, ale patrząc na spokojną toń i myśląc o tym, że jakoś będzie musiała sprowadzić tu ryby. Nie dla niej. Dla brata.