• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas

[08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#7
17.05.2025, 09:22  ✶  
Nie miał za grosz pojęcia co go boli, całe jego ciało było jednym, wielki ośrodkiem bólu, nie potrafił nawet opisać czy czuje coś szczególnie mocno. Miał co prawda problem z otwarciem oczu, a raczej wydawało mu się, że nie jest w stanie podnieść powiek, choć jednocześnie wydawało mu się, że może nimi intensywnie mrugać. Palący ból roznosił się po całym ciele, a on był po prostu niezdolny do zobaczenia szkód jakie wywołał ten wybuch.

Cisza przeszła w dzwonienie mu w uszach. Nieznośne. Nie do pozbycie się niczym komar bzyczący nad uchem w ciemnym pokoju. Ileż by dał, żeby ciągle słyszeć ten pisk, a nie to co usłyszał za chwilę. Mówią, że nic tak nie boli jak pękająca dusza, a on sam pewnie mógłby coś o tym powiedzieć. Jednak krzyk ukochanej osoby, przeraźliwy krzyk pełen bólu i strachu bolał jeszcze bardziej. Musiał coś zrobić, ale nie mógł... Zamarł...

Czy nadal widział ciemność? Czy to umysł plątał mu figle, że nagle przed oczami stanął mu obraz, który przecież nie mógł być stąd - z mroku wyłoniło się wątłe kobiece ciało w poszarpanym ubraniu, leżące bezładnie na ziemi w rosnącej czerwonej plamie. Spóźnił się? Nie był dość szybki? Próbował ją sięgnąć, złapać w objęcia i teleportować się do munga, byle tylko znaleźć dla niej pomoc. Wyciągnięta dłoń uderzyła o twardy bruk, kiedy stojąc dźwigając się na kolanach próbował ją złapać.

- Millie - tym razem już nie krzyczał, wypluł z siebie bardziej, każdy ruch, każda sylaba sprawiała mu ból jak ciało jęczy zmuszane do ruchu. Ale jej imię było niczym mantra, nie mógł zawieść... Nie miał pojęcia już czy to echo uderzenia nadal kołacze mu klatką piersiową czy to jego gołębie serce łomotało w lękliwym rytmie oczekując sam nie wiedział czego. Chciał ją zobaczy, usłyszeć że wszystko jest w porządku. Po omacku przesuwał dłońmi po bruku, spychając daleko wgłąb umysłu fakt, że nadal widzi jedynie ciemność, nie zważając na to, że rani dłonie na resztkach budynku, który wybuchnął mu w twarz. Niewiedza była straszna.

Zamarł, rozpoznawszy ten głos, co z tego, że wolała nie jego żyła i to było najważniejsze - mogła sobie wołać całą magiczną społeczność po kolei z pominięciem jego, Dopóki byłą cała i zdrowa miał to gdzieś - priorytety były proste. Zresztą to on tu był przy niej, aby ją chronić.  Wywiązał się z zadania, prawda? Cholerą, nawet gdyby jej tego nie obiecywał zrobiłby to jeszcze raz. Ale teraz fala zmęczenia uderzyła go tak nagle jak wcześniej szyba wybuchającego budynku.

Tej drobnej dłoni nie dało się pomylić. Na tyle ile był w stanie odwzajemnił uścisk, który był dla niego niczym jasny promyk światła po nieprzerwanych tygodniach burzy. Przysunął się jeszcze bliżej zwalając na bruk przy jej dłoni, niczym pies kładący się po dobrze wykonanej pracy w nogach swojego pana, oczekujący pogłaskania i potwierdzenia "you did good", ale na nic takiego nie czekał. Przysunął się po omacku muskając swoimi zakrwawionymi ustami wierzch jej dłoni, w tej chwili był szczęśliwy, że ona żyła.

- Chyba... A jak nie, to powiedz im, że to pierdole i... ugh wracam bo zaświaty strasznie ssą - powiedział siląc się na żartobliwy ton, co absolutnie mu nie wyszło, zdecydowanie nie udało mu się ukryć, że każde słowo sprawia mu ból. - Jesteś cała? - zapytał niezdolny do samodzielnego ocenienia sytuacji w jakiej się znajdowali. - Dla-dlaczego tu jest tak ciemno? - ostatnie pytanie zawisło w powietrzu niczym gilotyna trzymająca się na ostatniej nici.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (1612), Thomas Figg (1763)




Wiadomości w tym wątku
[08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas - przez Thomas Figg - 11.05.2025, 16:03
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out - przez Millie Moody - 13.05.2025, 14:18
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out - przez Thomas Figg - 14.05.2025, 15:26
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out - przez Millie Moody - 14.05.2025, 23:16
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out - przez Thomas Figg - 15.05.2025, 19:09
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas - przez Millie Moody - 16.05.2025, 12:26
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas - przez Thomas Figg - 17.05.2025, 09:22
RE: [08-09.09.1972] Until the flames burn us out | Millie & Thomas - przez Millie Moody - 20.05.2025, 20:00

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa