21.05.2025, 10:16 ✶
- Oh przepraszam, zapamiętam, żeby następnym razem użyć ciebie jako tarczy - sarknął sycząc z bólu, bo tak gwałtowne ruchy twarzą sprawiały mu ostry ból. Zawsze reagował żartami i uśmiechem, kpiąc sobie z powagi sytuacji chciał oszukać nie tylko siebie ale i innych, że przecież wszystko jest w porządku. Tak samo było teraz, przecież oboje przeżyli, tylko w jakim stanie on z tego wyszedł to jeszcze nie wiadomo.
- Musiałem, chciałem... - powiedział twardo, bo ani przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że by nie zareagował, samo sugerowanie, że nie powinien tego robić było dla niego okropne. I nawet gdyby ktoś cofał go w czasie i musiał podjąć te decyzję milion czterysta dwa tysiące sto trzydzieści siedem razy to nadal by zrobił to samo.
- No I mówiłem, że mam jeszcze osiem żyć, widzisz że nic się nie stało? - zdecydowanie testował granice swojej bezczelności w tym momencie, ale jednocześnie chciał jej w ten sposób przekazać, żeby nie przejmowała się tym, jeszcze nie daj Merlinie będzie siebie winiła za to co mu się stało, a to była jedna z ostatnich rzeczy, które chciał, żeby robiła.
Chciał już powiedzieć, że nie trzeba, że wystarczy to przemyć i musi rozchodzić te obrażenia, samo przejdzie i zaleczy się na nim szybko, ale w porę ugryź się w język.
- Nie no, jak tylko zamkną się za tobą drzwi to ja wybywam na drinki i granie w karty - rzucił żartobliwie, prawda, że udało brzmiało to bardziej jak żart, a nie jak pobożne życzenie bo każde słowo sprawiało mu ból.
- Zostanę tu, nie martw się... - dodał jeszcze choć już zupełnie zbytecznie, gdzie miały pójść? Nie byłby w stanie bezpiecznie dojść do drzwi żeby wyjść z Nory, a co dopiero ruszyć gdzieś dalej. - Ej, a kto mi da buzi, zęby nie bolało?! - zawołał jeszcze nim zaniósł się kaszlem, ale nie zdążył, kobiety zniknęły po drugiej stronie, a on został sam. Zdając sobie sprawę z tego, że został sam rozluźnił się zapadając na łóżku, na którym leżał. Teraz dopiero, gdy adrenalina opadła poczuł jak bardzo jest zmęczony i powieki mu ciąż... W sumie to nie wiedział co z nimi... A co jeśli wzrok mu nie wróci, zacisnął ręce w pięści to nie było fair akurat jak znajdował coraz więcej powodów do cieszenia się życiem los zachodził go od tyłu z kijem do baseballa. Wiązanka, która opuściła jego usta wprawiłaby w zawstydzenie niejednego doświadczonego szewca.
Nie miał pojęcia jak długo znajduje się tu sam. Kiedy nic nie widzisz i nie masz co robić czas zdaje się być dziwnym konceptem. Co miał robić? Miał się nie ruszać? Liczyć oddechy? A może uderzenia serca? Słyszał jakieś odgłosy z zewnątrz, ale wszystko było przytłumione. Z tego co pamiętał powoli zbliżał się poranek, sytuacja byłą powoli pod kontrolą, a przynajmniej tak się wydawało.
Miał niejasne przeczucie, że cały czas ktoś go obserwuje, to nieznośne poczucie, że czyjeś oczy śledzą cię natrętnie bez ustanku.
- Ktoś tu jest? - zapytał nie czując obecności nikogo, a może to któryś z kotów? - Pazur? Lady? Karl? - zapytał po kolei odczekując kilka sekund po każdym imieniu. Odpowiedziała mu cisza. Nie miał sił podnosić się i po omacku szukać kogoś w pomieszczeniu dlatego opadł z sykiem na łóżko i dalej czekał.
Leżąc i nie mając co robić, myśli krążyły mu powoli wokół najświeższych wspomnień z tej nocy. Uśmiechnął się do nich, czego pożałował, bo od razu poczuł rwący ból w policzkach.
Nie wiedział nawet kiedy zaczął zapadać w sen, sen który został mu brutalnie przerwany. Zachłysnął się powietrzem i rozpaczliwie rzucił się do uwolnienia od rąk, które zaczęły go dusić, ale nie poczuł nic, żadnej obecności, żadnych kończyn.
- Co do kurwy... Skurwysynu kim jesteś - sapnął podnosząc się z łóżka i posyłając kilka zaklęć wokół siebie, nie miał pojęcia do kogo celuje, ani tym bardziej gdzie ten ktoś jest. Nie słyszał, żeby kogoś trafił i nie widział, e faktycznie nie ma nikogo w pomieszczeniu poza nim, ale cóż... Duszenie skutecznie pozbawia chce na spanie. A może to mu się tylko wydawało? Może to był tylko sen? Nie miał pojęcia, nie wiedział, że na jego szyi pojawiły się czarne jak smoła odciski palców.
Drgnął słysząc, że ktoś wchodzi do pomieszczenia, ale rozluźnił się rozpoznając od razu głos Millie, jednocześnie wypuszczając z dłoni różdżkę. Czuł się nieco bezpieczniej mając przy sobie kogoś kogo znał, a już zwłaszcza ją.
Niczym kot łasy na głaski uniósł głowę czując chłodny, przyjemny dotyk na czole - ten dotyk był przyjemny, kojący, a nie zabierający oddech jak te sprzed chwili. Przez moment chciał powiedzieć o tym duszeniu, ale uznał, że nie wiedząc, czy to nie był tylko sen uznał, że nie ma co ich niepotrzebnie niepokoić, skoro to się nie powtórzyło - tylko odciski palców na szyi Figga zdradzały co się stało.
Wodził twarzą za głosem, to Millie to Basiliusa, wkurzało go, że nie jest w stanie niczego zobaczyć, bycie ślepy zdecydowanie nie było przyjemne. A co jeżeli coś mu uszkodziło oczy i nigdy nie będzie mógł już niczego zobaczyć? Napiął się czując strach, jeżeli faktycznie już nigdy niczego nie zobaczy... Nie chciał myśleć takiej możliwości!
- Bazyliszka? - zapytał sceptycznie, bo pierwsze co mu przyszło do głowy to ta potężna wężowata bestia. Chociaż w sumie to był odporny na jej główną broń, bo nie mógł spojrzeć jej w oczy, ale jak go chciała leczyć bazyliszkiem, on nie miał żadnych właściwości leczniczych przecież. Ale zaraz zrozumiał, że chodzi o jakiegoś magomedyka, szczególnie, że usłyszał drugi głos, którego nie mógł jednak przypisać do konkretnej osoby.
- Nie wiedziałem, będę musiał przeczytać najnowszą broszurę kadrową, bo chyba ją przegapiłem. Dziękuję - odpowiedział jej i jak cała wypowiedź byłą w żartobliwym tonie, tak ostatnie słowo dodał już miękko.
Odwrócił głowę w stronę głosu Basiliusa słuchając jego słów.
- Tak to ja - odpowiedział machinalnie po pierwszym pytaniu. - Powiedziałbym, że solidne cztery, bywało gorzej. Ale poza tym, że nie widzę wszystko wydaje się być w porządku.
Powoli odwrócił się w stronę Millie i zachichotał. Mógł sobie wyobrazić jak wygląda osoba, którą opisała, jakby wyszła z rzeźni po bardzo intensywnym dniu i przypadkowo rzuconej bombardzie.
- Ludzie się chyba nawdychali jakichś oparów, przecież wygląda na całkiem porządnego gościa - odpowiedział kiwając głową z miną eksperta, jakby faktycznie widział Basiliusa.
- Czyli jesteś w stanie coś na to zaradzić i będę widział? - zapytał z dobrze słyszalną nadzieją w głosie, pierwszy raz wskazując, że faktycznie obawiał się trwałej utraty wzroku. Do tej pory nie miał pojęcia jak wiele trudności powoduje brak jakiegokolwiek zmysłu.[/b]
- Musiałem, chciałem... - powiedział twardo, bo ani przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że by nie zareagował, samo sugerowanie, że nie powinien tego robić było dla niego okropne. I nawet gdyby ktoś cofał go w czasie i musiał podjąć te decyzję milion czterysta dwa tysiące sto trzydzieści siedem razy to nadal by zrobił to samo.
- No I mówiłem, że mam jeszcze osiem żyć, widzisz że nic się nie stało? - zdecydowanie testował granice swojej bezczelności w tym momencie, ale jednocześnie chciał jej w ten sposób przekazać, żeby nie przejmowała się tym, jeszcze nie daj Merlinie będzie siebie winiła za to co mu się stało, a to była jedna z ostatnich rzeczy, które chciał, żeby robiła.
Chciał już powiedzieć, że nie trzeba, że wystarczy to przemyć i musi rozchodzić te obrażenia, samo przejdzie i zaleczy się na nim szybko, ale w porę ugryź się w język.
- Nie no, jak tylko zamkną się za tobą drzwi to ja wybywam na drinki i granie w karty - rzucił żartobliwie, prawda, że udało brzmiało to bardziej jak żart, a nie jak pobożne życzenie bo każde słowo sprawiało mu ból.
- Zostanę tu, nie martw się... - dodał jeszcze choć już zupełnie zbytecznie, gdzie miały pójść? Nie byłby w stanie bezpiecznie dojść do drzwi żeby wyjść z Nory, a co dopiero ruszyć gdzieś dalej. - Ej, a kto mi da buzi, zęby nie bolało?! - zawołał jeszcze nim zaniósł się kaszlem, ale nie zdążył, kobiety zniknęły po drugiej stronie, a on został sam. Zdając sobie sprawę z tego, że został sam rozluźnił się zapadając na łóżku, na którym leżał. Teraz dopiero, gdy adrenalina opadła poczuł jak bardzo jest zmęczony i powieki mu ciąż... W sumie to nie wiedział co z nimi... A co jeśli wzrok mu nie wróci, zacisnął ręce w pięści to nie było fair akurat jak znajdował coraz więcej powodów do cieszenia się życiem los zachodził go od tyłu z kijem do baseballa. Wiązanka, która opuściła jego usta wprawiłaby w zawstydzenie niejednego doświadczonego szewca.
***
Nie miał pojęcia jak długo znajduje się tu sam. Kiedy nic nie widzisz i nie masz co robić czas zdaje się być dziwnym konceptem. Co miał robić? Miał się nie ruszać? Liczyć oddechy? A może uderzenia serca? Słyszał jakieś odgłosy z zewnątrz, ale wszystko było przytłumione. Z tego co pamiętał powoli zbliżał się poranek, sytuacja byłą powoli pod kontrolą, a przynajmniej tak się wydawało.
Miał niejasne przeczucie, że cały czas ktoś go obserwuje, to nieznośne poczucie, że czyjeś oczy śledzą cię natrętnie bez ustanku.
- Ktoś tu jest? - zapytał nie czując obecności nikogo, a może to któryś z kotów? - Pazur? Lady? Karl? - zapytał po kolei odczekując kilka sekund po każdym imieniu. Odpowiedziała mu cisza. Nie miał sił podnosić się i po omacku szukać kogoś w pomieszczeniu dlatego opadł z sykiem na łóżko i dalej czekał.
Leżąc i nie mając co robić, myśli krążyły mu powoli wokół najświeższych wspomnień z tej nocy. Uśmiechnął się do nich, czego pożałował, bo od razu poczuł rwący ból w policzkach.
Nie wiedział nawet kiedy zaczął zapadać w sen, sen który został mu brutalnie przerwany. Zachłysnął się powietrzem i rozpaczliwie rzucił się do uwolnienia od rąk, które zaczęły go dusić, ale nie poczuł nic, żadnej obecności, żadnych kończyn.
- Co do kurwy... Skurwysynu kim jesteś - sapnął podnosząc się z łóżka i posyłając kilka zaklęć wokół siebie, nie miał pojęcia do kogo celuje, ani tym bardziej gdzie ten ktoś jest. Nie słyszał, żeby kogoś trafił i nie widział, e faktycznie nie ma nikogo w pomieszczeniu poza nim, ale cóż... Duszenie skutecznie pozbawia chce na spanie. A może to mu się tylko wydawało? Może to był tylko sen? Nie miał pojęcia, nie wiedział, że na jego szyi pojawiły się czarne jak smoła odciski palców.
***
Drgnął słysząc, że ktoś wchodzi do pomieszczenia, ale rozluźnił się rozpoznając od razu głos Millie, jednocześnie wypuszczając z dłoni różdżkę. Czuł się nieco bezpieczniej mając przy sobie kogoś kogo znał, a już zwłaszcza ją.
Niczym kot łasy na głaski uniósł głowę czując chłodny, przyjemny dotyk na czole - ten dotyk był przyjemny, kojący, a nie zabierający oddech jak te sprzed chwili. Przez moment chciał powiedzieć o tym duszeniu, ale uznał, że nie wiedząc, czy to nie był tylko sen uznał, że nie ma co ich niepotrzebnie niepokoić, skoro to się nie powtórzyło - tylko odciski palców na szyi Figga zdradzały co się stało.
Wodził twarzą za głosem, to Millie to Basiliusa, wkurzało go, że nie jest w stanie niczego zobaczyć, bycie ślepy zdecydowanie nie było przyjemne. A co jeżeli coś mu uszkodziło oczy i nigdy nie będzie mógł już niczego zobaczyć? Napiął się czując strach, jeżeli faktycznie już nigdy niczego nie zobaczy... Nie chciał myśleć takiej możliwości!
- Bazyliszka? - zapytał sceptycznie, bo pierwsze co mu przyszło do głowy to ta potężna wężowata bestia. Chociaż w sumie to był odporny na jej główną broń, bo nie mógł spojrzeć jej w oczy, ale jak go chciała leczyć bazyliszkiem, on nie miał żadnych właściwości leczniczych przecież. Ale zaraz zrozumiał, że chodzi o jakiegoś magomedyka, szczególnie, że usłyszał drugi głos, którego nie mógł jednak przypisać do konkretnej osoby.
- Nie wiedziałem, będę musiał przeczytać najnowszą broszurę kadrową, bo chyba ją przegapiłem. Dziękuję - odpowiedział jej i jak cała wypowiedź byłą w żartobliwym tonie, tak ostatnie słowo dodał już miękko.
Odwrócił głowę w stronę głosu Basiliusa słuchając jego słów.
- Tak to ja - odpowiedział machinalnie po pierwszym pytaniu. - Powiedziałbym, że solidne cztery, bywało gorzej. Ale poza tym, że nie widzę wszystko wydaje się być w porządku.
Powoli odwrócił się w stronę Millie i zachichotał. Mógł sobie wyobrazić jak wygląda osoba, którą opisała, jakby wyszła z rzeźni po bardzo intensywnym dniu i przypadkowo rzuconej bombardzie.
- Ludzie się chyba nawdychali jakichś oparów, przecież wygląda na całkiem porządnego gościa - odpowiedział kiwając głową z miną eksperta, jakby faktycznie widział Basiliusa.
- Czyli jesteś w stanie coś na to zaradzić i będę widział? - zapytał z dobrze słyszalną nadzieją w głosie, pierwszy raz wskazując, że faktycznie obawiał się trwałej utraty wzroku. Do tej pory nie miał pojęcia jak wiele trudności powoduje brak jakiegokolwiek zmysłu.[/b]