17.05.2025, 16:41 ✶
Jonathan od dziecka wychowywał się pośród historii o wielkich bohaterach, herosach, gotowych stanąć na przeciwko całej armii wrogów, bo było to słuszne i chwalebne. Potem już nakarmiony tymi wszystkimi eposami, wylądował nigdzie indziej, jak w domu Gryfa, idealnym środowisku dla tego typu jedenastolatków.
A jednak, gdyby miał wskazać co od zawsze najbardziej pchało go do bycia stereotypowym Gryfonem, wskazałby samych ludzi, a zwłaszcza tych których poznał i za wszelką cenę pragnął chronić.
I właśnie jedna z tych osób, dokładnie ta która w czasach szkoły, była niemalże personifikacją jonathanowej motywaji do chronienia innych, stała przed nim, a on wtkrzykując te wszystkie słowa próbował przekazać jak bardzo o Anthony'ego dba.
Chciał go chronić. Nie dlatego bo uważał, że sobie nie poradzi, a dlatego, że łudził się jakoś głupio, że skoro Anthony ofcijalnienie nie był w Zakonie to dalo się go jsszcze uchronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami.
Poza tym to był jego Tony. Chudy chłopak z nosem w Illiadzie, którego należało chronić za wszelką cenę, bo przecież skoro Jonathan uśmiechał się po każdej ich rozmowie, to znaczyło, że świat też by coś stracił, gdyby Anthony nagle zgasnął.
Nawet jesli czasem bywał niesamowicie irytujący.
Strasznie, ale to strasznie irytujący.
Wybitnie, niebotycznie wręcz irytujący.
– Oh czyli teraz krytykujesz mnie nawet za to co ty też zrobiłeś? – wyrzucił mu, ignorując fakt, że sam krytykował go właśnie z dokładnie tego samego powodu. – I przepraszam bardzo! Nie oskrażaj mnie o jakieś zawłaszczanie ratowania Londynu! Przed chwilą widziałem się z Woodym i nie mam absolutnie żadnego problemu z tym, że nie siedzi on teraz w Mi isterstwie! – A najgorsze w tym wszystkim było to, że Anthony co do Morpheusa miał rację i Jonathan doskonale o tym wiedział. Niestety jednak ten Longbottom był już w Zakonie i tego faktu nie dało się zmienić, nie ważne jak Selwyn był na niego i Brennę za to zły.
– Świetnie! – rzuciła wyrzucając ręce do góry. – W takim razie wy oboje udacie się do Ministerstwa a ja sam załatwię sprawę. Co mam zrobić? Gdzie on jest? Masz rację mój drogi, to za duże ryzyko. Powinieneś z nim zostać i pilnować go, zamiast latać z nim po Londynie co sam przed chwilą chciałeś zrobić!
A jednak, gdyby miał wskazać co od zawsze najbardziej pchało go do bycia stereotypowym Gryfonem, wskazałby samych ludzi, a zwłaszcza tych których poznał i za wszelką cenę pragnął chronić.
I właśnie jedna z tych osób, dokładnie ta która w czasach szkoły, była niemalże personifikacją jonathanowej motywaji do chronienia innych, stała przed nim, a on wtkrzykując te wszystkie słowa próbował przekazać jak bardzo o Anthony'ego dba.
Chciał go chronić. Nie dlatego bo uważał, że sobie nie poradzi, a dlatego, że łudził się jakoś głupio, że skoro Anthony ofcijalnienie nie był w Zakonie to dalo się go jsszcze uchronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami.
Poza tym to był jego Tony. Chudy chłopak z nosem w Illiadzie, którego należało chronić za wszelką cenę, bo przecież skoro Jonathan uśmiechał się po każdej ich rozmowie, to znaczyło, że świat też by coś stracił, gdyby Anthony nagle zgasnął.
Nawet jesli czasem bywał niesamowicie irytujący.
Strasznie, ale to strasznie irytujący.
Wybitnie, niebotycznie wręcz irytujący.
– Oh czyli teraz krytykujesz mnie nawet za to co ty też zrobiłeś? – wyrzucił mu, ignorując fakt, że sam krytykował go właśnie z dokładnie tego samego powodu. – I przepraszam bardzo! Nie oskrażaj mnie o jakieś zawłaszczanie ratowania Londynu! Przed chwilą widziałem się z Woodym i nie mam absolutnie żadnego problemu z tym, że nie siedzi on teraz w Mi isterstwie! – A najgorsze w tym wszystkim było to, że Anthony co do Morpheusa miał rację i Jonathan doskonale o tym wiedział. Niestety jednak ten Longbottom był już w Zakonie i tego faktu nie dało się zmienić, nie ważne jak Selwyn był na niego i Brennę za to zły.
– Świetnie! – rzuciła wyrzucając ręce do góry. – W takim razie wy oboje udacie się do Ministerstwa a ja sam załatwię sprawę. Co mam zrobić? Gdzie on jest? Masz rację mój drogi, to za duże ryzyko. Powinieneś z nim zostać i pilnować go, zamiast latać z nim po Londynie co sam przed chwilą chciałeś zrobić!