22.10.2022, 22:23 ✶
Ciepło rzeczywiście stanowiło miłą odmianę od zimowych dni, Thomas zresztą mógłby powiedzieć, że miał za chwilę nadejść czasem jego idealnej temperatury do życia. Nie lubił ani mrozów, ani upałów, wiosenna umiarkowana pogoda była za to dla niego w sam raz. Mógł wtedy spokojnie zarzucać na siebie swoją ukochaną skórę, nie gotując się w niej niczym eliksir w kociołku. Zresztą, mundury brygadzistów również nie należały do zbyt przewiewnych, na co często zdarzało mu się narzekać gdzieś w środku lata, ku znudzeniu jego współpracowników.
Szczerze mówiąc, dziś również żałował, że ma na sobie ten cały mundur, tym razem jednak nie z powodu pogody.
Geraldine była taka, jaką ją zapamiętał. Ten sam sposób mówienia, znajome gesty, uśmiech, a jednocześnie jej twarz stała się trochę dojrzalsza i było w niej mniej niewinności niż przed latami, gdy to kończyli naukę w Szkole Magii. Praktycznie dekadę temu.
Nie dowierzał, że minęło tyle czasu. Znaczy, spotkali się jeszcze kilka razy, zaraz po ukończeniu Hogwartu, potem jednak musieli zająć się swoimi sprawami i kontakt się urwał. Thomas w głębi duszy zawsze żałował. Tak, mieli z Ger wiele utarczek, zawsze jednak lubił jej towarzystwo i cóż, czasami mu się wydawało, że tęsknił za blondynką.
Czasami, gdy czuł się naprawdę samotny i postanawiał roztrząsać wszystkie błędy swojego życia, aż nie skończy mu się zapas piwa w mieszkaniu.
Teraz więc, gdy po tym całym czasie stała przed nim i mógł usłyszeć jej głos, jakoś nie chciał za szybko jej puszczać.
- Będzie gdzieś prawie dziesięć lat, choć mam wrażenie, jakbym wczoraj dostał od ciebie tłuczkiem na jednym z naszych ostatnich treningów. - Zaśmiał się, nagle trochę pewniej. Bał się, że Geraldine będzie wściekła, okazało się jednak, że może jednak ta rozmowa nie skończy się tak źle, jak myślał na początku.
- Powiedziałbym, że koszmarnie - odparł, patrząc znów na nieszczęsną miotłę. - Proszę, nie mów tak do mnie, bo czuję się jak stary, nieprzyjemny dziad. - Podrapał się po głowie, ręką, w której trzymał pióro. - Mam nadzieję, że moim przełożeni tego nie usłyszą - dodał po chwili, znów się krzywiąc. - Niestety, ale wiesz, bez mandatu cię niestety nie puszczę, wiesz, praca i w ogóle, ale uwierz, nie sprawia mi to przyjemności. W przeciwieństwie, że w końcu udało nam się spotkać. Wolałbym tylko jakieś przyjemniejsze okoliczności, wiesz, pub i piwo, kawiarnia i ciastko, nawet stanie w tej samej kolejce przed sklepem od sprzętu do quidditcha - stwierdził, dalej się uśmiechając lekko niezręcznie. - A tu jestem dziś twoim nieszczęściem. - Westchnął. Miał nadzieję, że tylko dzisiaj, bo w Hogwarcie naprawdę mieli parę razy, w których ostro się pożarli. Merlinie, miał nadzieję, że Ger nie zapamiętała go tylko jako kłócącego się z nią dupka.
Szczerze mówiąc, dziś również żałował, że ma na sobie ten cały mundur, tym razem jednak nie z powodu pogody.
Geraldine była taka, jaką ją zapamiętał. Ten sam sposób mówienia, znajome gesty, uśmiech, a jednocześnie jej twarz stała się trochę dojrzalsza i było w niej mniej niewinności niż przed latami, gdy to kończyli naukę w Szkole Magii. Praktycznie dekadę temu.
Nie dowierzał, że minęło tyle czasu. Znaczy, spotkali się jeszcze kilka razy, zaraz po ukończeniu Hogwartu, potem jednak musieli zająć się swoimi sprawami i kontakt się urwał. Thomas w głębi duszy zawsze żałował. Tak, mieli z Ger wiele utarczek, zawsze jednak lubił jej towarzystwo i cóż, czasami mu się wydawało, że tęsknił za blondynką.
Czasami, gdy czuł się naprawdę samotny i postanawiał roztrząsać wszystkie błędy swojego życia, aż nie skończy mu się zapas piwa w mieszkaniu.
Teraz więc, gdy po tym całym czasie stała przed nim i mógł usłyszeć jej głos, jakoś nie chciał za szybko jej puszczać.
- Będzie gdzieś prawie dziesięć lat, choć mam wrażenie, jakbym wczoraj dostał od ciebie tłuczkiem na jednym z naszych ostatnich treningów. - Zaśmiał się, nagle trochę pewniej. Bał się, że Geraldine będzie wściekła, okazało się jednak, że może jednak ta rozmowa nie skończy się tak źle, jak myślał na początku.
- Powiedziałbym, że koszmarnie - odparł, patrząc znów na nieszczęsną miotłę. - Proszę, nie mów tak do mnie, bo czuję się jak stary, nieprzyjemny dziad. - Podrapał się po głowie, ręką, w której trzymał pióro. - Mam nadzieję, że moim przełożeni tego nie usłyszą - dodał po chwili, znów się krzywiąc. - Niestety, ale wiesz, bez mandatu cię niestety nie puszczę, wiesz, praca i w ogóle, ale uwierz, nie sprawia mi to przyjemności. W przeciwieństwie, że w końcu udało nam się spotkać. Wolałbym tylko jakieś przyjemniejsze okoliczności, wiesz, pub i piwo, kawiarnia i ciastko, nawet stanie w tej samej kolejce przed sklepem od sprzętu do quidditcha - stwierdził, dalej się uśmiechając lekko niezręcznie. - A tu jestem dziś twoim nieszczęściem. - Westchnął. Miał nadzieję, że tylko dzisiaj, bo w Hogwarcie naprawdę mieli parę razy, w których ostro się pożarli. Merlinie, miał nadzieję, że Ger nie zapamiętała go tylko jako kłócącego się z nią dupka.