— To prawda, ich zachowania nie są zbytnio racjonalna. Tak samo, jak kolejność ich działań — skomentował, pozwalając sobie na odkrycie przed Norą swoich spostrzeżeń. — W tej chwili wygląda to tak, że dosłownie wskazali na siebie placem i powiedzieli „to my jesteśmy ekstremistami, to nam zależy na czystości krwi, to my chcemy wybić pół populacji”, po czym zaczęli to robić. Nie kryją się z tym, a zamiast tego przeszli od razu do agresywnego ataku. Nie kryją się z tym, ale niekoniecznie atakują rząd, atakują tych, których nienawidzą.
Może o to właśnie chodziło? Postawienie obecnego rządu w nieciekawej sytuacji, tak samo, jak wtedy gdy wybuchały zamieszki na Marszach Praw Charłaków. Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów starał się zapobiec rozlewowi krwi, ale i tak do niego doszło. Pozwolono na eskalację ze strony społeczeństwa; zarówno ze strony Charłaków, jak i ich przeciwników. Rząd natomiast nie kwapił się jakoś zbytnio do tego, aby zmienić status quo i na swój sposób pozostał bierny wobec zdarzeń rozgrywających się na ulicach. Dwie kompletnie różne od siebie strony, ale gdy przyłączy się do jednej z nich, druga automatycznie cię znienawidzi.
Czy w kwestii Lorda Voldemorta ludzie u władzy borykali się z podobnym dylematem? Strach przed utratą rodowego dziedzictwa, niechęć przed oddaniem statusu i ciepłej posadki, chęć zabezpieczenia przyszłości najbliższych. Sprawa Charłaków została w dużej mierze zepchnięta na dalszy plan, czy kwestię Śmierciożerców czekało to samo? Napady staną się codziennością, aż przeciwnicy Czarnego Pana zostaną uciszeni, porwani, usunięci lub po prostu uciekną jak najdalej w obawie o własne życie? Tutaj już pojawiało się okno możliwości na przejęcie władzy, przy kompletnym zastraszeniu społeczeństwa.
— Na to liczę. Ewentualnie zaakceptuję budowę szałasu, w którym będziesz mnie doprowadzała do porządku przez najbliższe kilka dni bądź tygodni, dopóki nie będę w stanie się sam wydostać z tego lasu — Wyszczerzył się do Nory, klepiąc ją lekko po ramieniu. — Żartuję. Będzie dobrze. Przecież to tylko mała skarpa. Dzieciaki w Dolinie Godryka sobie z takimi radzą podczas wycieczek do lasu, więc co to dla mnie.
Otóż dla Erika okazała się to być spora przeszkoda, co udowodnił, wydając z siebie wiązankę złożoną z jednego, powtarzanego raz za razem przekleństwa. Gdyby nie to, że aktualnie walczył o życie, starając się wylądować w bezpiecznym miejscu, to może sam by się nawet zdziwił. Zamiast tego, kiedy doprowadził się już do porządku i dane mu było usłyszeć uwagę Nory, wzniósł tylko oczy ku górze, wlepiając w nią spojrzenie zielonych tęczówek.
— To wszystko przez te książki Brenny, wiesz? Te mugolskie, co ciągle znosi do domu — zaczął, ewidentnie próbując się wybronić, chociaż linia obrony zdecydowanie nie była najlepsza. — Poza tym, ja tak rzadko... Zazwyczaj jestem bardzo grzeczny. Możesz to uznać za swego rodzaju przywilej, wiesz? — Uśmiechnął się krzywo. — Nasza znajomość weszła na jeszcze wyższy poziom.
W pierwszym odruchu Longbottom chciał się usunąć w ostatnim momencie z drogi, co zapewne poskutkowałoby tym, że Nora wylądowałaby prosto w błocie lub wpakowała się w pobliskie zarośla pełne pokrzyw i innych, zapewne równie morderczych, roślin i chwastów. Zaparł się więc w miejscu i chwycił mocno Norę. Nie do końca udało mu się ją zatrzymać, gdyż pęd dziewczyny pociągnął ich jeszcze z dobry metr, ale udało mu się powstrzymać ją przed upadkiem. Zabolało go za to nieco ramię, co sprawiło, że syknął cicho.
— Mam nadzieję, że Gio i Cecylia też mają takie ekscesy — skomentował z kapką sarkazmu, puszczając blondynkę i klepiąc ją lekko po czubku głowy. — To nie byłoby sprawiedliwe, gdyby nam przypadły największe atrakcje. — Przeszedł parę kroków do przodu. — To mówiłaś, że gdzie widziałaś ten strumyk?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞