Stanley zmrużył oczy, ponieważ to, co mówił Rodolphus było niewiarygodne. Próbował odchrząknąć... ale nie poszło zgodnie z planem i jedyne co dało się usłyszeć to krótki świst powietrza, który wydobył się z jego ust.
Jak można być takim zwierzęciem Zastanawiał się. To podobno Śmierciożercy byli źli, ale leżący przed nimi "gagatek" był gorszy. Pierwsza miłość i to własna siostra. Tóż to wołało o pomstę do samego Merlina. Może więc Alexander miał rację z tym proroctwem? Może rzeczywiście Vulturis miał być tym, który przybędzie i oczyści świat z zarazy, zła i nieczystości? Coś w stylu świętej wojny, która została im wypowiedziana przez innowierców z Ministerstwa i ich popleczników? Bo jeżeli tak... cóż... Deus vult.
- Odwróć wzrok - polecił Mulciberowi, klepiąc go po ramieniu - Chwila, moment i będzie po wszystkim - tłumaczył spokojnie - Niecodziennie trafia się na taką okazję - dodał, usprawiedliwiając działania Vipery niczym jakiś przełożony. Nie zamierzał zabierać mu tego, co powodowało szczęście u jednego z nich. Jeżeli Alexandra przydziły takie rzeczy, cóż - powinien był udać się na jakiś przyśpieszony kurs obojętności czy wytrwałości.
Borgin, rozumiejąc co chce zrobić Lestrange, postanowił mu pomóc. Chciał postąpić niczym Piłat, zostawiając mu narzędzie do wykonania zbrodni. Sam nie zamierzał brudzić swoich dłoni kimś takim. O nie, nie - on oszczędzał siły na swoją ulubienicę z Ministerstwa.
Próba ukształtowania noża dla Vipery.
Akcja nieudana
Vulturis spróbował ukształtować nóż, który chciał następnie położyć obok Vipery. Nie zważał na sukces czy pech. Miał co robić, więc odwrócił się ponownie w kierunku Alexandra, aby przypilnować go jeszcze przez chwilę. Przez minutę.
- I co nam po tym aurorze? - zapytał retorycznie - Jeżeli znowu Cię odetnie... To skończysz na dołku lub w Azkabanie - przypomniał Mulciberowi, który chyba zapomniał jak to się kończyło w przypadku przegranej z psami Harper - Ocknij się, bo nie wrócisz do domu w jednym kawałku - przybliżył się do krewniaka, aby móc mu szepnąć do ucha - A jeżeli się brzydzisz... To pomyśl, że to sen... - dodał z pewnym przekąsem w głosie, a następnie oddalił się na kilka kroków, aby założyć ręce w oczekiwaniu na ich trzeciego kompana.
- Kończ waść - skierował swoje słowa do Vipery - Nie mamy czasu, aby cały wieczór operować tego pacjenta.
Edycja na prośbę MG:
Wiatr zawiał i z próby pozostało tyle, że nic - czar się nie powiódł. Nie udało się ukształtować noża, więc Vulturis tylko pokiwał przecząco głową. Wierzył, że Rodolphus poradzi sobie i bez tego. To też nie było tak, że Lestrange miał jakiś wybór. Skoro chciał go jeszcze męczyć - musiał zrobić to w pojedynkę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972