Stanley pokiwał głową na słowa Nicholasa odnośnie wzmacniania budowli. Brzmiało to całkiem logicznie - zwłaszcza, że najpewniej większość wiedziała o tej akcji i mogła się na to przygotować. Reputacja robiła swoje, a na Nokturnie wszyscy trzymali się razem. Co prawda w swoich grupach, ale trzymali się razem - niczym jedna, wielka rodzina.
- To prawda. Nie brałem tego pod uwagę - przyznał rację Traversowi - Nie mniej jednak, trzeba było coś tam zrobić, aby to nie było na tyle oczywiste - napomknął - Szybko się z tych strat odbudują - dodał, a może raczej zapewnił. W sumie - kogo to obchodziło? Ci, co mieli zostać ocaleni przed zniszczeniem - zostali ocaleni, a cała reszta? Nie miała żadnego znaczenia.
- Ja póki co podobnie - dodał. Vulturis nie miał pojęcią co będzie robił dalej. Z jednej strony ciągnęło go do jakiegoś pojedynku. Z drugiej zaś chciał wyjść bez szwanku. Bez dwóch zdań dało się powiedzieć, że drzemały w nim dwa wilki.
Słysząc nawoływania z budynku, Borgin podniósł głowę, aby przyjrzeć się mężczyźnie. Stanley nie lubił krzywdzić dzieci - nie robił tego. Zawsze czekał, aż ofiara stanie się pełnoletnia zanim przystępował do nieuniknionego. Zgodnie ze swoim sumieniem chciał pozostawić sprawę tego gmachu w rękach Nicolasa.
- Czyń honory - wskazał otwartą dłonią w kierunku fundamentów. Papillio miał całkowitą niezależność do działania.
Budynek runął, a wszelkie głosy zostały zagłuszone przez wszechobecny dźwięk zniszczeń, rozpadu i zawaleń. To musiał być całkiem solidny budynek, wszak cała okolica wypełniła się dymem, skutecznie zasłaniając im ogląd na sytuację. Borgin myślał, że minie krótka chwila zanim uda im się dojrzeć coś więcej. Nic bardziej mylnego - im dłużej czekali, tym więcej kłębów wiło się przed ich oczami.
- Spróbuję trochę utorować nam widok - zakomunikował - Później możemy zobaczyć co zrobimy dalej. Pasuje? - zapytał, dając krewniakowi chwilę czasu na zastanowienie, a sam przystąpił do działania.
Próba ukształtowania podmuchu, aby rozwiać dym powstały po zburzeniu budynku
Akcja nieudana
Edycja na prośbę MG:
Mały powiew wiatru wyleciał z rożdzki Borgina. Niestety było to zbyt małe, a na pewno zbyt słabe, aby oczyścić okolicę z tej mieszanki pyłu i zniszczenia. Dym, który się unosił, dalej dominował nad całą okolicą, a czar Stanleya nie przyniósł żadnego efektu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972