Nie było w nim żadnego wzruszenia – na próżno było doszukiwać się w Michaelu choćby wzniesienia brwi lub ramion, intuicja podpowiadała ci jednak, że przerażający spokój był u kogoś takiego bardzo dobrym sygnałem. Na wypowiadane przez ciebie słowa reagował o wiele lepiej niż mogłeś się tego spodziewać: chociaż w jego oczach ewidentnie skusiłeś, a on nie darował sobie uszczypnięcia cię za to, rozmowa przebiegała płynnie.
– Dlaczego ta sprawa w ogóle cię zajmuję, chociaż… – tu właśnie ton jego głosu sugerował, że jest to z jego strony uszczypliwe – pojmuję, że panienka Parkinson o której mówiłem – tu skinął głową w kierunku zeszytów – to krewna panienki Parkinson, o której mówisz ty. – A skoro to narzeczona jego przyjaciela, powiązanie było oczywiste. – Myślę, że się nie zawiedziesz.
I w istocie – pierwsze zapiski o babci Victorii były dosyć skromne. Poszukiwała zaklinacza, czasem obdarowywała Borginów przeklętymi przedmiotami, innym razem próbowała poskąpić przy ściąganiu runy nałożonej na szklarnię w rodzinnych ogrodach, ale rachunek został wyrównany później i coś mówiło ci, że osoba odnotowująca dodatkową wpłatę poczyniła to z dużą satysfakcją. Ta skromność ustąpiła fali. To nie była jedna transakcja. To była mnogość przysług i usług, momentami gęściejszych, szczególnie w okresie Samhain, ale generalnie wyszło na to jakież to z niej ziółko, bo o ile wpierw korzystała z tego, co mogli zrobić za nią Borginowie, później musiała maczać w tym palce sama. Skupowała krew, skupowała „mięso” wątpliwego pochodzenia, aż wreszcie pojawił się ostatni zapis. Potem – już nic. Zapis dotyczył „żywej świni” i dotarło do ciebie, że nie musisz zadawać pytania. Dzień, który pamiętała Victoria był dniem transakcji wysoce niegodziwej.
W tym miejscu nie sprzedawano świń. Ale wiedziałeś przecież, kogo nazywano tu świniami – ludzi krwi brudnej, ludzi niegodnych istnienia…
– Jestem zwyczajnie ciekawy, dlaczego rozgrzebujesz to po tylu latach. Jeśli to twoja koleżanka, ileż lat miała wtedy? Zapewne była jeszcze w kołysce, o ile w ogóle żyła, nie zaprowadziła jej tam własna pamięć.
Pogrążyliście się w rozmowie.
– Dlaczego ta sprawa w ogóle cię zajmuję, chociaż… – tu właśnie ton jego głosu sugerował, że jest to z jego strony uszczypliwe – pojmuję, że panienka Parkinson o której mówiłem – tu skinął głową w kierunku zeszytów – to krewna panienki Parkinson, o której mówisz ty. – A skoro to narzeczona jego przyjaciela, powiązanie było oczywiste. – Myślę, że się nie zawiedziesz.
I w istocie – pierwsze zapiski o babci Victorii były dosyć skromne. Poszukiwała zaklinacza, czasem obdarowywała Borginów przeklętymi przedmiotami, innym razem próbowała poskąpić przy ściąganiu runy nałożonej na szklarnię w rodzinnych ogrodach, ale rachunek został wyrównany później i coś mówiło ci, że osoba odnotowująca dodatkową wpłatę poczyniła to z dużą satysfakcją. Ta skromność ustąpiła fali. To nie była jedna transakcja. To była mnogość przysług i usług, momentami gęściejszych, szczególnie w okresie Samhain, ale generalnie wyszło na to jakież to z niej ziółko, bo o ile wpierw korzystała z tego, co mogli zrobić za nią Borginowie, później musiała maczać w tym palce sama. Skupowała krew, skupowała „mięso” wątpliwego pochodzenia, aż wreszcie pojawił się ostatni zapis. Potem – już nic. Zapis dotyczył „żywej świni” i dotarło do ciebie, że nie musisz zadawać pytania. Dzień, który pamiętała Victoria był dniem transakcji wysoce niegodziwej.
W tym miejscu nie sprzedawano świń. Ale wiedziałeś przecież, kogo nazywano tu świniami – ludzi krwi brudnej, ludzi niegodnych istnienia…
– Jestem zwyczajnie ciekawy, dlaczego rozgrzebujesz to po tylu latach. Jeśli to twoja koleżanka, ileż lat miała wtedy? Zapewne była jeszcze w kołysce, o ile w ogóle żyła, nie zaprowadziła jej tam własna pamięć.
Pogrążyliście się w rozmowie.
Sesja zakończona ze względu na brak reakcji. Może zostać wznowiona po powrocie gracza. @Stanley Andrew Borgin
Koniec sesji