Pozwoliła sobie po prostu na to, żeby trwać, podejmować decyzje bez zbędnego rozważania tego, czy mają jakikolwiek sens. Robiła to na co miała ochotę, nie zastanawiała się, czy słusznie. Nie miała żadnych oczekiwań, po prostu chciała, aby to wszystko działo się dalej. Bez zbędnych deklaracji, oczekiwań, założeń, bez rozczarowania, bo skoro tak naprawdę nie mówili o niczym konkretnym, to żadne z nich nie powinno się zawieść, nikt nie mógł wyjść z tej sytuacji niezadowolony. Liczył się moment, ta krótka chwila, może kilka dni, z których mogli skorzystać, zobaczyć, co z tego wyjdzie. Krótki okres czasu, do którego kiedyś będą mogli wrócić, pomyśleć o tym, że chociaż przez chwilę było miło i nieskomplikowanie. To też dosyć sporo, zważając na to, że ostatnio raczej niezbyt wiele miała wspomnień, które wzbudzałyby w niej jakiekolwiek ciepło. Wiedziała, że tym razem będzie inaczej, że wyniesie z tego tylko pozytywy, już to czuła, już miała świadomość, że wszystko było zupełnie inne, niż to, co znała. Ciekawe, że musiała chodzić tyle lat po świecie, otaczać się murem, aby w końcu pozwolić komuś tak po prostu go przekroczyć, bez zbędnych pytań. Nadarzył się po prostu odpowiedni moment w czasie i przestrzeni, trafił się odpowiedni człowiek i wszystko zaczęło dziać się samo. Pozwoliła sobie odpuścić, przestała usilnie próbować kontrolować to, co działo się wokół niej i czuła, że dzięki temu jakoś łatwiej jej się oddycha, bo nie musiała myśleć o każdym wypowiedzianym słowie, czy każdym geście po który sięgała. To było nowe, nieznane, ale póki co wzbudzało w niej same pozytywne emocje.
Wyjątkowo, nie przejmowała się tym, że może być jego ciężarem, raczej jednak wydawała się być coraz pewniejsza tego, że nim nie była. Nie traktował jej jako kolejną komplikację, która stanęła mu na drodze, nic na to nie wskazywało, więc po prostu pozwalała sobie korzystać ze wszystkich udogodnień, które to ze sobą niosło. Mogłaby podejść do tego inaczej, znowu próbować okazywać to, jak bardzo była zawzięta, czy samodzielna, tylko po co? Nie widziała żadnego sensu w tym, aby to robić, nie tym razem, nie kiedy lepsze wydawało się po prostu dać ponieść chwili i korzystać z nadarzających się okazji. Łapać dzień, czy coś, chociaż nigdy wcześniej nie było to takie oczywiste.
Nie była to wina wypitego alkoholu, właściwie już zupełnie nie czuła tego szumu w głowie, który towarzyszył jej wcześniej. Wszystko, co robiła było zupełnie świadome, naprawdę tego chciała, tak po prostu. Zmieniła nieco swoje myślenie i nie widziała w tym niczego złego. Nie sądziła, że będzie tego żałować, nie wydawało jej się, aby miała ku temu powód. Szczególnie, że Benjy pokazał jej nieco swoje podejście, też się przed nią otworzył i wydawał się być w tym szczery, nie sądziła, że ją oszukiwał w tym, co mówił, w tym czym się z nią dzielił, co było i wyłącznie argumentem za tym, że czasem może faktycznie warto było odpuścić, dać się ponieść chwili, nie przejmować się za bardzo niczym.
Przyjemnie było znaleźć się znowu tak blisko niego, czuć pod opuszkami palców ciepło jego ciała, czuć dłonie oplecione o jej nogi, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, że właśnie tutaj jest jej miejsce, że pasuje idealnie do tego obrazka. Niby powinno być to poniekąd niewłaściwe, bo bez chwili zastanowienia przekraczała swoje typowe strefy komfortu, ale w tym wypadku zupełnie tego nie odczuwała. Chciała trwać w tym co się między nimi działo, bez względu na to, że raczej nie miało to jakiegoś głębszego sensu, bo było tylko chwilowe, ale może potrzebowali właśnie tej chwili, żeby złapać oddech, nieco oderwać się od codzienności, od swoich typowych zachowań, od tego kim się stali przez te mijające lata. Każde z nich przeżyło swoje, nie wątpiła w to, że nie były to szczególnie przyjemne rzeczy, więc gdy nadarzyła się okazja, aby w końcu los przyniósł im coś przeciwnego to pozwolili sobie z tego skorzystać. Cóż, każdy czasem potrzebował odmiany, byli tylko ludźmi, nie mogli ciągle odgradzać się od innych, a że poniekąd byli w tym do siebie podobni, to chyba doskonale rozumieli swoje aktualne potrzeby. Pewnie dlatego o nich nie rozmawiali i pozwalali sobie być, tak po prostu.
Zatrzymał się, aby dać jej szansę, by zapamiętała ten widok. Nie wątpiła, że zrobił to celowo, wcześniej bowiem po prostu szedł przez siebie, a teraz stanął w miejscu, dzięki czemu mogła dłuższą chwilę wpatrywać się w to, co znajdowało się przed nimi. Na pewno na długo zapamięta tę perspektywę, to miejsce, zupełnie inne od wszystkiego co znała. Naprawdę było tu malowniczo, ale nie chodziło tylko o to, a o całą sytuację, o to, że znajdowali się tutaj razem, że ciągle tkwiła na jego plecach, oplatała go swoimi nogami, a jej głowa była przytulona do jego ramienia. To wszystko było takie proste, zupełnie nieskomplikowane, a niosło ze sobą dużo więcej, niż się spodziewała, tyle, że póki co wolała tego w żaden sposób nie nazywać, tak bowiem było lepiej.
- Mówisz o tym tak, jakbyś często to robił. - Jakby faktycznie to była dla niego codzienność. Noszenie na plecach zagubionych kobiet, które same nie potrafiły sobie poradzić z przemieszczaniem się. Nie wydawało jej się jednak, aby tym się zajmował w wolnym czasie. Dobrze jednak było wiedzieć, że nie kłamał w takich prozaicznych rzeczach, tak właściwie to miała wrażenie, że raczej sięgał po prawdę, jaka by ona nie była, co też było w pewien sposób wyjątkowe. Nie mydlił oczu, nie opowiadał bajek, po prostu był sobą, bez względu na to, jak mogłaby to odebrać.
- Będziesz mi wypominał te buty przy każdej okazji, prawda? - Poruszyła delikatnie głową, przy okazji przewracając oczami, bo nadal nie odpuścił tego tematu. Nie była przygotowana do tej wyprawy, tak, nie była z tego powodu szczególnie dumna, bo oczywiście, że wolałaby sama truchtać na własnych nóżkach z tej góry (chociaż, w tej chwili nie była tego taka pewna, bo całkiem przyjemnie było znajdować się tak blisko niego, bez tłumaczenia się dlaczego to robi). - Wbrew pozorom mam w sobie odrobinę rozsądku, nawet jeśli moja duma musiała na tym nieco ucierpieć. - Zdawała sobie sprawę z tego, że nieprzyjęcie jego propozycji byłoby głupotą, największą z możliwych. - i obiecuję Ci, że następnym razem będę lepiej przygotowana. - Tak, zamierzała faktycznie nieco uzupełnić swoją garderobę, skoro już wspominali o tym, że spędzą ze sobą więcej czasu. Nie mogła pozwolić na to, aby za każdym razem kończyć na jego rękach, czy plecach, chociaż było to całkiem miłe. Skoro już rozmawiali o tym, że była to ich pierwsza randka, to musiała być gotowa na kolejne, a nie sądziła, że z Benjym będą się nudzić. Nie wyglądał na kogoś, kto potrafił usiedzieć w miejscu i zamierzała chociaż nieco za nim nadążyć, pokazać mu, że jest w stanie to zrobić, bo dlaczego by nie. Nie był to może jej typowy sposób na spędzanie czasu, ale widziała, że sporo ją omija i nie chciała dłużej tego robić.
Nie zareagował na jej kolejne słowa, ale chyba cisza w tym wypadku była odpowiedzią. Nie umknęło jej kiwnięcie głową, co potwierdziło to, że rozumiał. Na pewno doskonale zdawał sobie sprawę, co miała na myśli. Wydawało jej się, że są w stanie się w tym bardzo dobrze zrozumieć, że każde z nich od dawna nieco odsuwało od siebie ludzi, nie pozwalało sobie na chwile jak ta, kiedy nie musieli udawać, czy grać. Mogli po prostu przy sobie trwać i cieszyć się tym wspólnym czasem, który mógł ze sobą nieść wiele, jak i nic, bo nie mieli co do tego żadnych oczekiwań. Po prostu byli tutaj razem i było to właściwe, nie potrzebowali niczego więcej, niosło to ze sobą dziwną lekkość.
Przysunęła się znowu do niego nieco bardziej, właściwie to ponownie oparła głowę na jego ramieniu i przymknęła oczy. Pozwalała, aby wiatr muskał jej twarz w ten przyjemny sposób, chciała zapamiętać ten moment, dorzucić go do kolekcji wspomnień, którą właśnie zaczynała tworzyć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control