22.10.2022, 22:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2023, 15:20 przez Brenna Longbottom.)
Może Brenna nie dostrzegłaby znikającego z podłogi popiołu, gdyby była mugolką: osobą, która nie spodziewała się magii i mogłaby łatwo wmówić sobie, że ot, to tylko złudzenie, mężczyzna dopiero zaczął palić, pewnie popiół jeszcze się nie pojawił.... Ba kobieta, może nie dostrzegłaby go nawet jako czarownica, gdyby nie to, że pracowała w BUM od ładnych paru lat i percepcja była jej mocną stroną. Dosłownie płacono jej za dostrzeganie pewnych rzeczy i marna byłaby z niej pracownika (a w tych niespokojnych czasach pewnie nawet: byłaby martwą pracownicą), gdyby nie zwracała uwagi na swoje otoczenie. I że Brenna akurat patrzyła dokładnie na Martina, który palił w księgarni - co dla takiej miłośniczki książek, jak Brenna, było niemalże zbrodnią, z gatunku tych niewybaczalnych - więc ciężko było jej uwierzyć, że akurat jakimś cudem ten papieros nie generował żadnego popiołu.
Ze względu na to wszystko Brenna zauważyła, że popiół opada ku podłodze, a potem nagle go nie ma. I przyjrzała się Crouchowi uważniej, jakby chcąc powiązać jego twarz i sylwetkę z jakimś ulotnym wspomnieniem, ale nie, nie potrafiła go rozpoznać. Czy mężczyzna rozpoznał ją, gdzieś z Hogwartu, Ministerstwa, zdjęcia w gazecie? Kiedyś się razem uczyli w szkole albo może oboje pracowali w Ministerstwie? A może wziął ją za mugolkę, tylko postanowił zaryzykować, zakładając, że mugole są zbyt głupi, aby się domyśleć? Dzwonki alarmowe rozbrzmiewały w jej głowie: bo Brenna była raczej praworządną obywatelką w pewnych sprawach - takich jak kodeks tajności - przynajmniej jak długo prawo nie kolidowało bardzo mocno z poczuciem tego, co słuszne. (Nawet jeżeli w innych, w rodzaju włamań, modyfikacji pamięci i tym podobnych, potrafiła być bardzo elastyczna i hasło "w imię większego dobra" dość dobrze oddawało jej podejście.) Tekst ustawy tajności przewijał się przed oczyma pracownicy BUM, jakby właśnie ktoś wymachiwał nim przed jej nosem.
Przekrzywiła lekko głową, w zamyśleniu.
Był jednym z tych czarodziejów, którzy wierzyli święcie, że mugole to absolutni idioci i nie dostrzegą magii nawet, jeżeli ktoś zacznie machać im różdżkami przed nosem? Po prawdzie większość spraw z naruszeniem kodeksu tajności, Brenna miała wrażenie, wynikała właśnie z tego. Nie z błędu, przypadku czy chęci popisania się. Raczej z naiwnej wiary, że mugole, skoro nie władają magią, są w jakiś sposób upośledzeni i nie potrafią dostrzec oczywistego. (Jakby Ministerstwo od lat nie musiało regularnie rzucać obliviate na prawo i lewo!)
I postanowiła sprawdzić, czy wzięto ją za mugolkę i na oczach takiej czarowano. Nie, nie miała zamiaru robić z tego żadnej wielkiej sprawy, ale po prostu nie mogła się powstrzymać, by nie przetestować jego reakcji.
- Och jej! - oznajmiła kobieta, otwierając szeroko oczy, teatralnym gestem przyciskając wolną rękę do ust. W drugiej dłoni wciąż trzymała książkę i machnęła nią w stronę podłogi, gdzie jeszcze niedawno spoczywał popiół. Nie patrzyła jednak już tam, a na niego. Magia bezróżdżkowa magią bezróżdżkową, jeżeli jednak postanowiłby nagle ciskać obliviate, musiał przecież wskazać cel dla zaklęcia i wykonać gest, więc wolała być na to przygotowana. - Czy pan to widział? Popiół był na deskach i nagle znikł, tak sam z siebie... - zapytała z udawanym zdumieniem. Nie była zdecydowanie najlepszą aktorką świata, więc ktoś uważny pewnie dostrzegłby w tym pewną sztuczność, ale też w tym celu pewnie należałoby się przyjrzeć dokładnie jej minie, gestom, wsłuchać w ton... a Martin zdawał się raczej chcieć ją zignorować (przynajmniej w jej własnych oczach), więc wątpiła, czy będzie uważnie analizował jej zachowania.
Ze względu na to wszystko Brenna zauważyła, że popiół opada ku podłodze, a potem nagle go nie ma. I przyjrzała się Crouchowi uważniej, jakby chcąc powiązać jego twarz i sylwetkę z jakimś ulotnym wspomnieniem, ale nie, nie potrafiła go rozpoznać. Czy mężczyzna rozpoznał ją, gdzieś z Hogwartu, Ministerstwa, zdjęcia w gazecie? Kiedyś się razem uczyli w szkole albo może oboje pracowali w Ministerstwie? A może wziął ją za mugolkę, tylko postanowił zaryzykować, zakładając, że mugole są zbyt głupi, aby się domyśleć? Dzwonki alarmowe rozbrzmiewały w jej głowie: bo Brenna była raczej praworządną obywatelką w pewnych sprawach - takich jak kodeks tajności - przynajmniej jak długo prawo nie kolidowało bardzo mocno z poczuciem tego, co słuszne. (Nawet jeżeli w innych, w rodzaju włamań, modyfikacji pamięci i tym podobnych, potrafiła być bardzo elastyczna i hasło "w imię większego dobra" dość dobrze oddawało jej podejście.) Tekst ustawy tajności przewijał się przed oczyma pracownicy BUM, jakby właśnie ktoś wymachiwał nim przed jej nosem.
Przekrzywiła lekko głową, w zamyśleniu.
Był jednym z tych czarodziejów, którzy wierzyli święcie, że mugole to absolutni idioci i nie dostrzegą magii nawet, jeżeli ktoś zacznie machać im różdżkami przed nosem? Po prawdzie większość spraw z naruszeniem kodeksu tajności, Brenna miała wrażenie, wynikała właśnie z tego. Nie z błędu, przypadku czy chęci popisania się. Raczej z naiwnej wiary, że mugole, skoro nie władają magią, są w jakiś sposób upośledzeni i nie potrafią dostrzec oczywistego. (Jakby Ministerstwo od lat nie musiało regularnie rzucać obliviate na prawo i lewo!)
I postanowiła sprawdzić, czy wzięto ją za mugolkę i na oczach takiej czarowano. Nie, nie miała zamiaru robić z tego żadnej wielkiej sprawy, ale po prostu nie mogła się powstrzymać, by nie przetestować jego reakcji.
- Och jej! - oznajmiła kobieta, otwierając szeroko oczy, teatralnym gestem przyciskając wolną rękę do ust. W drugiej dłoni wciąż trzymała książkę i machnęła nią w stronę podłogi, gdzie jeszcze niedawno spoczywał popiół. Nie patrzyła jednak już tam, a na niego. Magia bezróżdżkowa magią bezróżdżkową, jeżeli jednak postanowiłby nagle ciskać obliviate, musiał przecież wskazać cel dla zaklęcia i wykonać gest, więc wolała być na to przygotowana. - Czy pan to widział? Popiół był na deskach i nagle znikł, tak sam z siebie... - zapytała z udawanym zdumieniem. Nie była zdecydowanie najlepszą aktorką świata, więc ktoś uważny pewnie dostrzegłby w tym pewną sztuczność, ale też w tym celu pewnie należałoby się przyjrzeć dokładnie jej minie, gestom, wsłuchać w ton... a Martin zdawał się raczej chcieć ją zignorować (przynajmniej w jej własnych oczach), więc wątpiła, czy będzie uważnie analizował jej zachowania.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.