20.05.2025, 10:04 ✶
Pobyt z Basiliusem w tym miejscu wydawał się być… jakiś taki na miejscu. Wcześniej gdy teleportowała się tutaj z nim w kryzysie wizji zesłanej im przez tą pierdoloną selkie, była w stresie. To miał być dom, pojawił się staw. Ale teraz… teraz byli tu całkiem celowo i tak jak niemal zawsze w jego towarzystwie, jak zawsze gdy była tu, nad wodami zamulonego pełnego trupów stawu, jakoś jej się to kumulowało i przyszedł upragniony spokój.
Millie bardzo by chciała, żeby to nie musiała być tajemnica, że jej przyjaciel tu jest.
– O wow, idiotów? Tak nazywasz swoich czyściuszkowych koleżków? – zakpiła zaczepnie siadając obok, samej nie chcąc odpowiadać na to pytanie. Nie chcąc szukać odpowiedzi. Ale może powinna? – Jestem o wiele bardziej samolubna od Ciebie. Ja bym chciała, nie mieć nasrane w głowie. Chociaż nie wiesz… – podniosła głowę w stronę połówki księżyca i westchnęła smętnie. – Najbardziej to bym chciała, żeby Alastor był szczęśliwy. Gdyby teraz spadała gwiazdka to pewnie pomyślałabym o nim. Szczególnie teraz jak wiesz… – odchrząknęła – No wydaje mi się, nie wiem na pewno, ale no wydaje mi się, że wiem z kim no… – odchrząknęła znów i zapatrzyła się na toń wody, myśląc uczciwie o tym, że przecież mimo tych wszystkich gorzkich żali chciałaby, żeby Eden też była szczęśliwa. Ostatecznie, mogli przecież być szczęśliwi razem. Prawda? Tylko żeby nie musiała zbyt często na to szczęście patrzeć.
Oblizała wargi.
– Ale tak, jakby te pojeby przestały robić manianę, to ja bym też nie dostawała padaczki, na myśl o tym, że kilku typów z mojego otoczenia mogłoby być… No wiesz. Śmierdzielami. – Zamyśliła się i ze ściągniętymi brwiami spojrzała na Basiliusa – Bo dobrze, zakładam, że Ty nie jesteś, prawda? – To było mocno nieporadne, ale też Miles nie była mistrzynią szpiegostwa czy intelektu. Miała inne głęboko ukryte zalety.
Millie bardzo by chciała, żeby to nie musiała być tajemnica, że jej przyjaciel tu jest.
– O wow, idiotów? Tak nazywasz swoich czyściuszkowych koleżków? – zakpiła zaczepnie siadając obok, samej nie chcąc odpowiadać na to pytanie. Nie chcąc szukać odpowiedzi. Ale może powinna? – Jestem o wiele bardziej samolubna od Ciebie. Ja bym chciała, nie mieć nasrane w głowie. Chociaż nie wiesz… – podniosła głowę w stronę połówki księżyca i westchnęła smętnie. – Najbardziej to bym chciała, żeby Alastor był szczęśliwy. Gdyby teraz spadała gwiazdka to pewnie pomyślałabym o nim. Szczególnie teraz jak wiesz… – odchrząknęła – No wydaje mi się, nie wiem na pewno, ale no wydaje mi się, że wiem z kim no… – odchrząknęła znów i zapatrzyła się na toń wody, myśląc uczciwie o tym, że przecież mimo tych wszystkich gorzkich żali chciałaby, żeby Eden też była szczęśliwa. Ostatecznie, mogli przecież być szczęśliwi razem. Prawda? Tylko żeby nie musiała zbyt często na to szczęście patrzeć.
Oblizała wargi.
– Ale tak, jakby te pojeby przestały robić manianę, to ja bym też nie dostawała padaczki, na myśl o tym, że kilku typów z mojego otoczenia mogłoby być… No wiesz. Śmierdzielami. – Zamyśliła się i ze ściągniętymi brwiami spojrzała na Basiliusa – Bo dobrze, zakładam, że Ty nie jesteś, prawda? – To było mocno nieporadne, ale też Miles nie była mistrzynią szpiegostwa czy intelektu. Miała inne głęboko ukryte zalety.