Powinna się spodziewać, że jej sugestia może zostać odebrana w nieodpowiedni sposób. Yaxleyówna była szorstka w słowach, nigdy jakoś specjalnie jej to nie przeszkadzało, a jej najbliżsi wiedzieli, że została wychowana w ten sposób. W jej rodzinnym domu nigdy nie było czasu na sentymenty, podchodzono do wszystkiego bardzo pragmatycznie, rzeczowo. Sama też miała podobne podejście. Myślała trzeźwo, sięgała po konkretne pytania, liczyła na konkretne odpowiedzi. Plan się sam nie ułoży, a Fenwick przed chwilą uświadomił ja o tym, że pojawiło się kilka problemów. Wypadało zacząć ustalać priorytety, ułożyć jakąś listę punktów do odhaczenia, dzięki którym będą mogli sobie ze wszystkim pojawić.
Pozwolił na to, aby czterolatek został sam z osobą, która mogła wpaść w kolejny trans, co jej zdaniem było skrajnie odpowiedzialne, bo przecież wizja mogła wrócić, a dzieciak nie musiał tego oglądać. Obiecała Amandzie, że będzie się nim zajmowała, jak najlepiej potrafiła, powinni unikać sytuacji, w których będzie świadkiem podobnych wydarzeń, szczególnie, że ta wizja łączyła się najprawdopodobniej ze zniknięciem dwójki osób, które powinni się znajdować w rezydencji ciotki Corneliusa. Fabian nie powinien wiedzieć o tym, że coś takiego się wydarzyło, że ktoś przepadł bez słowa. Nie powinien niepokoić się problemami dorosłych, chcąc nie chcąc tak mogło się zdarzyć, bo pozwolili, żeby został na zewnątrz.
Przewróciła oczami słysząc słowa mężczyzny. Nie zareagowała na zaczepkę, zdecydowanie nie potrafił jej zrozumieć, nie umiał się postawić w podobnej sytuacji, nie spodziewała się tego, że będzie inaczej. Łatwo było mu ocenić jej zachowanie, jasne, zdawała sobie sprawę z tego, że nie zabrzmiała zbyt optymistycznie, brakowało jej podejścia typowe, troskliwej dziewczyny, która okazywałaby swoje emocje jakoś szczególnie wylewnie. Taka już była, przynajmniej w złożonych sytuacjach, które wymagały nieco dystansu. Potrafiła oddzielać swoje emocje od tego, czego od niej oczekiwano. Stawiała granice, ale to wcale nie oznaczało, że jej nie zależało. Nie musiał tego wiedzieć, nie znał jej nie miał pojęcia o tym, jakim była człowiekiem, jak reagowała. Bardzo łatwo przyszła mu ocena jej zachowania. Ludzie mieli to do siebie, że lubili wyciągać wnioski na podstawie pojedynczych interakcji.
- Ktoś musi trzeźwo myśleć. - Dodała cicho, tak, że ledwie można ją było usłyszeć. Uczucia, uczuciami, w tym wypadku chodziło o coś więcej. Ktoś zniknął, a mieli być tutaj bezpieczni, to wystarczyło, żeby Yaxleyówna sięgnęła po tą mniej delikatną wersję siebie.
- Dużo czasu minęło. - Powiedziała bardziej do siebie, niż do niego. Na pewno zdawał sobie sprawę z tego, co to oznaczało. Nie tak łatwo będzie ich znaleźć. Każda mijająca godzina, miała utrudnić ich działania. Nie dowiedzieli się o tym zniknięciu zbyt szybko, właściwie przecież widzieli ich nieobecność przy obiedzie, dlaczego nikt na nią nie zareagował? Nie miała pojęcia, jasne, znała Romulusa, wiedziała, że coś innego mogło go zająć, nie podejrzewała, że to może być jakaś siła wyższa, na którą nie mieli wpływu. Byli dorośli, nie kontrolowali tego, co robią w ciągu dnia, ale może wypadałoby aby chociaż częściowo znali swoje grafiki, wiedzieli, kiedy ktoś opuszcza dom i kiedy ma wrócić. To pozwoliłoby im uniknąć podobnych sytuacji, byli tu ledwie kilka dni i już pojawiały się komplikacje, a wiadomo, że świat aktualnie nie był zbyt bezpiecznym miejscem.
Gdy znaleźli się na zewnątrz wpatrywała się dłuższą chwilę w Roisa, po tym przeniosła spojrzenie na Fabiana. Była ciekawa, czy jego ojciec już wie, że dzieciak również należał do tych wybrańców, którzy mogli pochwalić się tymi wyjątkowymi umiejętnościami. Miała wrażenie, że co najmniej połowa czarodziejów w jej otoczeniu była w pewien sposób naznaczona, spotykała na swojej drodze wile, jasnowidzów, widmowidzów, wilkołaki, wampiry, jednak nigdy nie zdradzała ich tajemnic, nie kiedy to nie było konieczne i nie mogło wnieść niczego do sprawy. Właściwie przez to nie rozmawiała o tym jeszcze z Corneliusem, chciała, żeby sam się tego dowiedział. Nachyliła się do Fabiana i mruknęła mu coś do ucha. Zrobiła to na tyle dyskretnie, aby nikt poza nią nie wiedział, co powiedziała. Dzieciak zadowolony kiwnął głową i pospiesznie ruszył w stronę drzwi, za którymi zniknął. Dopiero wtedy - nadal bez słowa po prostu przytuliła Ambroisa, właściwie nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować, bo nie zdarzało mu się to przy niej. Cóż, nie ma co się oszukiwać, ostatnie dwa lata spędzili osobno, nie byli swoim oparciem, a wcześniej nie wspominał jej o swojej przypadłości. Miała nadzieję, że wszystko jest z nim w porządku, właściwie to nie wyglądał jakby coś było nie tak, więc zakładała, że nie wpłynęło to na niego jakoś mocno.
Odsunęła się o krok, to powinno im wystarczyć na ten moment, zwłaszcza, że mieli dość naglącą sprawę, którą powinni się teraz zająć. - Skąd wiadomo, że to było nie z własnej woli? - Liczyła na to, że wprowadzą ją w to, co się wydarzyło, aby mogła zająć się tym, co aktualnie wydawało się priorytetem.