20.05.2025, 15:07 ✶
Ostatnio większość spraw Lucy oscylowało wokół prymitywnych historii miłosnych, chociaż zapewne miłości było w nich naprawdę mało. Bo przecież ile zdrad było tak naprawdę spowodowanych prawdziwym uczuciem, a ile jedynie nudą, chwilowym pożądaniem, kryzysem wieku średniego, czy dysfunkcją pewnych części ciała u małżonka?
I było to zdecydowanie nudne. Ile można było słuchać o wielkiej miłości, która jednak skończyła się szybko wraz z pojawieniem się nowej sekretarki, lub jeszcze lepiej, szokiem że ktoś z kojarzonego małżeństwa okazał się niewierny. W tych ostatnich sytuacjach Lucy aż kusiło spytać, czy naprawdę warto było marnować czas w jej agencji, kiedy w Londynie istniały pewne inne agencje, które mogłyby łatwiej pomoc w rozładowaniu małżeńskiej frustracji.
Łatwo było się więc domyślić, że sprawa pewnego cienia chodzącego za Odysseusem Fawleyem wydała jej się nadwyraz intrygująca.
Zresztą tak samo jak sam jej klient. Magipsychiatra. Ciekawe, czy gdyby spytała się o to, to, miałby naukowe potwierdzenie na to, że istnienie ludzkości ze zdroworozsądkowego nie miało już dawno , jeśli kiedykolwiek, żadnego logicznego wytłumaczenia, a wszyscy upierali przy egzystowaniu tego świata jedynie z jakiegoś głupiego sentymentu do istnienia.
Nie że sama na ten sentyment była odporna.
I nie że był to moment na takie rozważania.
– Z listu wynika, że pański problem był na tym samym wydarzeniu w Mungu w zeszły weekend co pan – powiedziała, odrywając wzrok od idealnie pomalowanych perłowych paznokci na budynek Proroka Codziennego – Tak się szczęśliwie składa, że nasza deoga gazeta uznała, że jest to na tyle... fascynujące wydarzenie, aby wysłać tam jakiegoś fotografa, ale jednocześnie miała je za na tyle mało istotne, że jest to jakiś początkujący pracownik – Spojrzała na Odysseusa. – Myślę więc, że nie będzie zbyt dużego problemu z przekonaniem go do poświęcenia nam chwili i pokazania nam zdjęć. Liczę, że Henry Lockhart uwiecznił na nich kogoś, kogo może pan rozpoznać, a kogo nie powinno tam być. To co? Ruszamy?
I było to zdecydowanie nudne. Ile można było słuchać o wielkiej miłości, która jednak skończyła się szybko wraz z pojawieniem się nowej sekretarki, lub jeszcze lepiej, szokiem że ktoś z kojarzonego małżeństwa okazał się niewierny. W tych ostatnich sytuacjach Lucy aż kusiło spytać, czy naprawdę warto było marnować czas w jej agencji, kiedy w Londynie istniały pewne inne agencje, które mogłyby łatwiej pomoc w rozładowaniu małżeńskiej frustracji.
Łatwo było się więc domyślić, że sprawa pewnego cienia chodzącego za Odysseusem Fawleyem wydała jej się nadwyraz intrygująca.
Zresztą tak samo jak sam jej klient. Magipsychiatra. Ciekawe, czy gdyby spytała się o to, to, miałby naukowe potwierdzenie na to, że istnienie ludzkości ze zdroworozsądkowego nie miało już dawno , jeśli kiedykolwiek, żadnego logicznego wytłumaczenia, a wszyscy upierali przy egzystowaniu tego świata jedynie z jakiegoś głupiego sentymentu do istnienia.
Nie że sama na ten sentyment była odporna.
I nie że był to moment na takie rozważania.
– Z listu wynika, że pański problem był na tym samym wydarzeniu w Mungu w zeszły weekend co pan – powiedziała, odrywając wzrok od idealnie pomalowanych perłowych paznokci na budynek Proroka Codziennego – Tak się szczęśliwie składa, że nasza deoga gazeta uznała, że jest to na tyle... fascynujące wydarzenie, aby wysłać tam jakiegoś fotografa, ale jednocześnie miała je za na tyle mało istotne, że jest to jakiś początkujący pracownik – Spojrzała na Odysseusa. – Myślę więc, że nie będzie zbyt dużego problemu z przekonaniem go do poświęcenia nam chwili i pokazania nam zdjęć. Liczę, że Henry Lockhart uwiecznił na nich kogoś, kogo może pan rozpoznać, a kogo nie powinno tam być. To co? Ruszamy?