20.05.2025, 16:39 ✶
– Taki z pana aktor jak ze mnie baletnica – odpowiedział ci, cudem powstrzymując parsknięcie drwiny. Los zadrwił z twoich umiejętności, ale było w wyrazie twarzy Oliviera coś co mówiło ci, że jeszcze nie wszystko stracone. Istniała wyraźna szansa na to, że wydusi z siebie coś leżącego na sercu, ale… Olivier nie był człowiekiem, którego dało się opisać w sposób prosty – był spokojny i niespokojny jednocześnie. Z lewej uderzało cię w twarz to jak łatwo przychodziło mu unoszenie się i napinanie ramion w geście głębokiego oburzenia, z prawej – jakże on łagodnie spoglądał na tę kobiecinę z dzieckiem… I chyba myślał o tobie podobnie. – Ale tak dobrze panu z oczu patrzy… Pana to przynajmniej faktycznie kojarzę… – I to był ten moment, w którym wiedziałeś, że wygrałeś. – I… – spojrzał w kierunku tego Morpheusa, co się przed chwilą godził z poczuciem głębokiej porażki.
Machnął ręką. Potarł twarz haftowaną chusteczką, którą wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki i oparł się plecami o bar, na dłuższy moment zastygając w geście zadumy.
– Nie zrozumcie mnie źle, ja nie… – pokręcił głową. – Mój kot upolował ptaka. Tak mi się wydawało. Koty polują, oczywista rzecz jest to, ale Mruczek przyniósł do domu sowę. I gwarantuję panom – zachęcił was do podejścia bliżej, do konspiracyjnego pochylenia się nad na wpół dopitym kuflem odstawionym tu przez jakiegoś chłystka, który szybkim krokiem opuścił lokal – że Mruczek na pewno nie przebił piersi tej sowy zaklęciem. To był list do nieznanego mi czarodzieja, nie mam pojęcia, któż to mógł być… Spojrzą panowie, chodźcie. – Pociągnął was (no, nie dosłownie – zachęcił was do przejścia się wzdłuż baru, chociaż nie wpuścił was za blat) tam, gdzie w zdobionej szkatule schował pergamin w poszarpanej, zakrwawionej kopercie. Następnie wręczył go wam.
– Poszedłem po nią. Jak mógłbym po nią nie pójść. Ale ona nic nie mówi. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek słyszała. Dom płonął, a ona czekała w nim… nie wiem na co. Tu ją trzymam, bo wszędzie taki chaos, że nie wiedziałem gdzie ją zaprowadzić.
Olivier, w głębokim przekonaniu, że w Fontannie nic jej nie grozi, wcale nie zamierzał pozwolić wam zabrać kobiety gdzieś, gdzie ktoś mógłby ją skrzywdzić. Zaznaczył jednak jej obecność. A ona – kompletnie tym niewzruszona – spoglądała w kierunku okna. Możliwe, że oszukiwała was intuicja, ale coś mówiło wam o wielkiej powadze tej sytuacji.
Machnął ręką. Potarł twarz haftowaną chusteczką, którą wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki i oparł się plecami o bar, na dłuższy moment zastygając w geście zadumy.
– Nie zrozumcie mnie źle, ja nie… – pokręcił głową. – Mój kot upolował ptaka. Tak mi się wydawało. Koty polują, oczywista rzecz jest to, ale Mruczek przyniósł do domu sowę. I gwarantuję panom – zachęcił was do podejścia bliżej, do konspiracyjnego pochylenia się nad na wpół dopitym kuflem odstawionym tu przez jakiegoś chłystka, który szybkim krokiem opuścił lokal – że Mruczek na pewno nie przebił piersi tej sowy zaklęciem. To był list do nieznanego mi czarodzieja, nie mam pojęcia, któż to mógł być… Spojrzą panowie, chodźcie. – Pociągnął was (no, nie dosłownie – zachęcił was do przejścia się wzdłuż baru, chociaż nie wpuścił was za blat) tam, gdzie w zdobionej szkatule schował pergamin w poszarpanej, zakrwawionej kopercie. Następnie wręczył go wam.
Gladys, jestem pewny, że tej nocy przyjdą po nas, chmury zbierające się nad Londynem nie są przypadkiem. Zostawiam Ephiram w domu i idę szukać reszty tych cholernych zapisków zanim skończy się czas. Przyjdź do niej, ona nie może przecież siedzieć tu sama.
Bernie
– Poszedłem po nią. Jak mógłbym po nią nie pójść. Ale ona nic nie mówi. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek słyszała. Dom płonął, a ona czekała w nim… nie wiem na co. Tu ją trzymam, bo wszędzie taki chaos, że nie wiedziałem gdzie ją zaprowadzić.
Olivier, w głębokim przekonaniu, że w Fontannie nic jej nie grozi, wcale nie zamierzał pozwolić wam zabrać kobiety gdzieś, gdzie ktoś mógłby ją skrzywdzić. Zaznaczył jednak jej obecność. A ona – kompletnie tym niewzruszona – spoglądała w kierunku okna. Możliwe, że oszukiwała was intuicja, ale coś mówiło wam o wielkiej powadze tej sytuacji.
Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Kobieta nie jest responsywna – zajmuje się dzieckiem, ale nie utrzymuje z wami kontaktu wzrokowego. Być może pomoże jej jakiś uzdrowiciel albo hipnoterapeuta? Ale takich teraz w Londynie w brakuje – w końcu potrzebują ich wszyscy – Olivier zapewni was jednak, że nigdzie jej stąd nie wyrzuci i da jej obiad. Nie wie tylko skąd miałby wytrzasnąć kogoś, kto jej pomoże. Ani dziś, ani jutro. Co niby ma zrobić? Koczować pod jej domem, zostawić tam plakat…? A podobno ktoś zły jej szuka…