Nikt nie miał prawa przeżyć tego wybuchu. Jeżeli ktokolwiek nie zginął od samej eksplozji, musiał zginąć od skutków tego wypadku. Vulturis nie miał zamiaru sprawdzać ruin, ponieważ nie było to jego obowiązkiem od pewnego czasu. Tym mieli zająć się funkcjonariusze, chociaż mieli tyle roboty, że najpewniej nie mieli prawa dotrzeć do tego budynku na czas. Całe szczęście.
- Nie ma sensu marnować sił - odparł na słowa Nicholasa - Niech dogorywają w gruzach. Niech się męczą - stwierdził, oglądając skalę zniszczeń, które dokonał Travers. Powiedzieć, że poszło mu dobrze to jak nie powiedzieć nic. Poszło mu perfekcyjnie. Lepiej, niż można by było sobie to wymarzyć. Po prostu stanął na wysokości zadania.
Borgin przez chwilę przyglądał się swojej różdżce, jakby próbował zrozumieć dlaczego mu nie poszło. Nie było sensu, aby się nad tym rozwodzić, ponieważ wyszli zwycięsko z tego problemu i to dzięki Nicholasowi.
- Być może. Nie byłoby to aż takie głupie - przyznał, zgadzając się ze swoim krewniakiem. W międzyczasie poklepał go po ramieniu, a pod maską zagościł szeroki uśmiech, którego jednak nie dało się dostrzec. Wielka szkoda.
- Jeszcze się spotkamy tego wieczora - zapewnił - Wtedy będziemy mogli porozmawiać na spokojnie. Jak starczy czasu... - wyprostował się, chowając swoją różdżkę - To nawet i więcej słów się uda zamienić - pokiwał głową na zgodę co do rozmowy w niedalekiej przyszłości - Nie mniej jednak, znikam na razie. Bądź zdrów - pozdrowił Traversa w geście chwilowego pożegnania.
Nie trzeba było jednak długo czekać na dalszy obrót spraw, ponieważ nie minęła chwila, a Vulturis aportował się w inną część Londynu - tam, gdzie akurat był potrzebny.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972