20.05.2025, 20:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2025, 20:04 przez Millie Moody.)
Jest. Był. Trwał. Łypał na nią swoimi pustymi widmowymi oczami.
ZZZZZZZZZZZZZZZZZZZDRAAAAAAJCYYYYYYY
Przeraźliwy skrzek wciąż mroził krew w jej żyłach, a imię Voldemorta zacierało się strachem. Pizdoczłap. Kutasiarz. Dzban. Było wiele określeń, którymi mogła go nazwać, ale gniew przekuwał się w strach, toczył się kołem po jej głowie. Zagrożenie, stwór, przed którym nie zdołała się obronić, który wszedł jej do głowy i zatruł duszę, zaszył w niej strach, wielki, dojmujący strach przed imieniem.
Czy był to ledwie wymysł jej umysłu? Kolejna halucynacja do kolekcji? Nie wiedziała tego. Nie była pewna, wszystko było zbyt realne i nierealne jednocześnie. Od wczesnego dzieciństwa widziała więcej niż przeciętnie przewidywała ustawa. Przebłyski innego świata, świadczące o tym, że silniejsza była w niej krew matki, choć to Alastor najwidoczniej odziedziczył po niej trzecie oko. Ale było coś więcej, coś dziwnego niedookreślonego. Zmory. Niekończące się schody. Twarze pozbawione oczu, wykrzywiające się niekiedy jak rozmazana spirala barw i cieni, kolorów przenikających się, stapiających barwę skóry w jedno. Były też pragnienia, marzenia, pobudzone ekstatyczne uniesienia. Nie jej. Obce. Dziwne. Głuche. Na granicy widzenia. Na cienkiej linii oddzielającej rzeczywistość od snu. Nie kojarzyła tego jednak ze światem z ludzkich głów, raczej z własnym pojebaństwem i szaleństwem do którego nie chciała się przyznać. Alkohol i inne używki, używeczki pomagały to stłumić, przytępić, rozmazać. Pomagały funkcjonować i udawać całkiem sprawnie, że się jest normalną osobą.
A potem wyjebało Beltane.
A potem utonęła w tym świecie na wieczność.
A potem on ją wyciągnął i trzeba było nauczyć się żyć od nowa.
Prawda czy kłamstwo? Rzeczywistość czy ułuda? Ogłuszenie po wybuchu zaczęło schodzić, a ona - mimo pisku, który wciąż trwał w jej uszach - zaczęła powoli bardzo mgliście ogarniać co się wokół niej dzieje. Chociaż nie... nie wokół a ledwie tuż przy niej. Postanowiła zignorować widmo, uznać, że go nie było bo co miałoby robić tu w mieście, a nie siedzieć ze swoim eterycznym dupskiem w Kniei? To nie mogła być prawda. Rzeczywisty zaś był leżący obok i wykrwawiajacy się mężczyzna.
Trzymała go za rękę, ale zdała sobie sprawę po chwili, że to nie jest Alastor.
– Thomas...– wyszeptała jego imię z trwogą, podobnie jak tamtej nocy, gdy przyszedł i wyglądał oraz śmierdział tak, jakby uciekł prosto z piekła. Cóż.. tym razem go przypilnowała i mimo wszechogarniającego swądu palenia wszystkiego, przynajmniej jego dusza nie śmierdziała tym.
– Thomas kurwa nie próbuj otwierać oczu ok? Thomas słuchaj mnie aktualnie też masz permanentny zakaz zasypiania bo Ci w dupsko wsadzę tą szczotę, którą Cię myłam ostatnio rozumiesz? – sprawa była poważna, a ona czuła jak jej się trząsł głos. Musieli stąd spierdalać.
Paranoja wzmogła w niej, gdy znów to usłyszała za swoimi plecami. Gdy poczuła jego pierdolone ślepia na swoich kurwa plecach.
– Chuj Tommy, teleportujemy się stąd bo to jebane gówno pójdzie za nami... – stłumiła w ustach pytanie o to, czy też je słyszy, stłumiła w piersi pytanie, czy przeżyje teleportację. – Masz to kurwa przeżyć, bo nigdy się więcej nie będziemy całować, że o ruchaniu nie wspomnę. Nie jestem za nekrofilią ok? – dodała motywacyjnie, po czym resztką sił wykrzesała jakiekolwiek iskry pozytywnego myślenia, które miały zebrać jej do kupy to gdzie się miała teleportować i że nie robi tego sama. Nora. Klubokawiarnia Nory. Dadzą radę. W końcu wiedziała jak wygląda jego pokój. A potem trzeba będzie poszukać pomocy...
ZZZZZZZZZZZZZZZZZZZDRAAAAAAJCYYYYYYY
Przeraźliwy skrzek wciąż mroził krew w jej żyłach, a imię Voldemorta zacierało się strachem. Pizdoczłap. Kutasiarz. Dzban. Było wiele określeń, którymi mogła go nazwać, ale gniew przekuwał się w strach, toczył się kołem po jej głowie. Zagrożenie, stwór, przed którym nie zdołała się obronić, który wszedł jej do głowy i zatruł duszę, zaszył w niej strach, wielki, dojmujący strach przed imieniem.
Czy był to ledwie wymysł jej umysłu? Kolejna halucynacja do kolekcji? Nie wiedziała tego. Nie była pewna, wszystko było zbyt realne i nierealne jednocześnie. Od wczesnego dzieciństwa widziała więcej niż przeciętnie przewidywała ustawa. Przebłyski innego świata, świadczące o tym, że silniejsza była w niej krew matki, choć to Alastor najwidoczniej odziedziczył po niej trzecie oko. Ale było coś więcej, coś dziwnego niedookreślonego. Zmory. Niekończące się schody. Twarze pozbawione oczu, wykrzywiające się niekiedy jak rozmazana spirala barw i cieni, kolorów przenikających się, stapiających barwę skóry w jedno. Były też pragnienia, marzenia, pobudzone ekstatyczne uniesienia. Nie jej. Obce. Dziwne. Głuche. Na granicy widzenia. Na cienkiej linii oddzielającej rzeczywistość od snu. Nie kojarzyła tego jednak ze światem z ludzkich głów, raczej z własnym pojebaństwem i szaleństwem do którego nie chciała się przyznać. Alkohol i inne używki, używeczki pomagały to stłumić, przytępić, rozmazać. Pomagały funkcjonować i udawać całkiem sprawnie, że się jest normalną osobą.
A potem wyjebało Beltane.
A potem utonęła w tym świecie na wieczność.
A potem on ją wyciągnął i trzeba było nauczyć się żyć od nowa.
Prawda czy kłamstwo? Rzeczywistość czy ułuda? Ogłuszenie po wybuchu zaczęło schodzić, a ona - mimo pisku, który wciąż trwał w jej uszach - zaczęła powoli bardzo mgliście ogarniać co się wokół niej dzieje. Chociaż nie... nie wokół a ledwie tuż przy niej. Postanowiła zignorować widmo, uznać, że go nie było bo co miałoby robić tu w mieście, a nie siedzieć ze swoim eterycznym dupskiem w Kniei? To nie mogła być prawda. Rzeczywisty zaś był leżący obok i wykrwawiajacy się mężczyzna.
Trzymała go za rękę, ale zdała sobie sprawę po chwili, że to nie jest Alastor.
– Thomas...– wyszeptała jego imię z trwogą, podobnie jak tamtej nocy, gdy przyszedł i wyglądał oraz śmierdział tak, jakby uciekł prosto z piekła. Cóż.. tym razem go przypilnowała i mimo wszechogarniającego swądu palenia wszystkiego, przynajmniej jego dusza nie śmierdziała tym.
– Thomas kurwa nie próbuj otwierać oczu ok? Thomas słuchaj mnie aktualnie też masz permanentny zakaz zasypiania bo Ci w dupsko wsadzę tą szczotę, którą Cię myłam ostatnio rozumiesz? – sprawa była poważna, a ona czuła jak jej się trząsł głos. Musieli stąd spierdalać.
ZDRAAAAAJCCCCYYYYYYYYYYY BÓJCIE SIĘ!!!!!!
Paranoja wzmogła w niej, gdy znów to usłyszała za swoimi plecami. Gdy poczuła jego pierdolone ślepia na swoich kurwa plecach.
– Chuj Tommy, teleportujemy się stąd bo to jebane gówno pójdzie za nami... – stłumiła w ustach pytanie o to, czy też je słyszy, stłumiła w piersi pytanie, czy przeżyje teleportację. – Masz to kurwa przeżyć, bo nigdy się więcej nie będziemy całować, że o ruchaniu nie wspomnę. Nie jestem za nekrofilią ok? – dodała motywacyjnie, po czym resztką sił wykrzesała jakiekolwiek iskry pozytywnego myślenia, które miały zebrać jej do kupy to gdzie się miała teleportować i że nie robi tego sama. Nora. Klubokawiarnia Nory. Dadzą radę. W końcu wiedziała jak wygląda jego pokój. A potem trzeba będzie poszukać pomocy...
Translokacja IV - Miles podejmuje próbę teleportacji z Thomasem do klubokawiarni.
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Koniec sesji