Mimo tego, że pierwszy raz znajdowała się w takiej sytuacji, to dość dobrze się w niej odnajdywała, jakby faktycznie wiedziała co ma robić. Przychodziło jej to całkiem naturalnie, Nora była skłonna pomóc każdemu, kto tego potrzebował, tak po prostu, bez żadnych transakcji, oczekiwania czegoś w zamian. Miała dobre serce, była wrażliwa na krzywdę innych, co powodowało, że sama musiała być wyjątkowo silna. Spory hart ducha mieścił się w tym drobnym ciele. Sama nie wiedziała skąd bierze w sobie tę siłę, ale nie mogła negować jej istnienia. Jeśli chodziło o pomoc niewinnym miała jej ogromne pokłady, nigdy nie była obojętna na to, co działo się wokół niej. Nie potrafiła ignorować osób, którym mogłaby w jakiś sposób pomóc.
Sama nie do końca wiedziała, co przyniesie noc, jak to wszystko się zakończy, nie mogła jednak przestać wierzyć w to, że jeszcze będzie dobrze. Może i nadzieja była matką głupich, jednak nie bała się być w tej chwili głupcem, nic innego im nie pozostawało, musieli wierzyć w to, że będzie dobrze, jakoś sobie poradzą. Nie mogła przecież zakładać, że ktoś z jej najbliższych nie wróci do domu, zresztą pomagała wszystkim wokół licząc na to, że jeśli komuś z jej otoczenia przydarzy się coś podobnego, to znajdzie się ktoś kto wyciągnie do nich pomocną dłoń. Tak działała karma, czyż nie?
Nie wiedziała, czy jej wsparcie pomoże. Nie mogła mieć pewności, że uda jej się sprowadzić funkcjonariusza znowu na ziemię, do tej okrutnej rzeczywistości, jednak zamierzała spróbować to zrobić. Wybrała najprostszą metodę, tę która przychodziła jej najłatwiej. Sięgnęła po czekoladę i dobre słowo, czyli to, w czym faktycznie była dobra. Może nie była wprawioną czarownicą jeśli chodzi o jakieś specjalne sztuczki wymagające praktycznego rzucania zaklęć ofensywnych i defensywnych, ale znała inne sztuczki, które też mogły pomagać ludziom. To z nich korzystała w tej chwili, nie była zupełnie bezbronna, chociaż mogło wydawać się inaczej.
Mężczyzna zamrugał, zdecydowanie znalazł się znowu tutaj, przestał uciekać od tego co się działo. Panna Figg odetchnęła z ulgą - udało jej się osiągnąć sukces. Niby nie było to nic wielkiego, ale naprawdę cieszyła się, że jej wsparcie mu pomogło, że mogła na coś się przydać.
Proter dosyć szybko musiał wrócić do swoich obowiązków. Okropne było to, że brygadziści nie mieli nawet krótkiej chwili, aby odpocząć, zająć się sobą, bo przecież i oni byli ludźmi i oni przeżywali to, co działo się wokół. Zostali wrzuceni w samo serce pożarów i musieli działać, nie wydawało jej się, że spodziewali się tego, że kiedyś podczas służby może ich spotkać coś podobnego, nikt nie przygotował ich na takie katastrofy. To było sporo, nie każdy mógł to dźwignąć, czego wcale nie uważała za coś złego, w końcu nie byli tylko ludźmi, których również dotyczyła ta tragedia.
Kiwnęła jedynie twierdząco głową. Nie dała mu niczego wyjątkowego, była to tylko czekolada, ale jak widać i ona wystarczyła, aby wesprzeć go na duchu. Wyciągnęła z kieszeni fartucha dwie tabliczki i wręczyła je funkcjonariuszowi. - Uważaj na siebie. - Powiedziała do niego, naprawdę życzyła mu tego, aby przeżył noc.
- Idź do niej, chyba Cię potrzebuje. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, nie chciała go popędzać, ale obawiała się tego, że jego partnerka może sama nie poradzić sobie z tym, co przyszło jej walczyć, potrzebowała wsparcia, które on w końcu mógł jej dać.
Odprowadziła mężczyznę wzrokiem, upewniając się jeszcze, że faktycznie był w stanie dalej działać. Chyba naprawdę jej wsparcie mu pomogło, bo nie wydawał się już być roztrzęsiony, jak jeszcze chwilę temu. To był dla niej znak do tego, że mogła wrócić do cukierni, do swoich obowiązków, mogła pomagać tym, którzy znajdowali się w Norze. Szybkim krokiem więc udała się w stronę drzwi, za którymi zniknęła nie odwracając się już.