- Niby się nie kryją, ale się kryją Erik. Po co im maski? Chowają się po kątach, nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, to zwykli tchórze. - Nie uważała, że mogłaby ich inaczej nazwać. Dlaczego nie robili tego oficjalnie? Bali się linczu ze strony społeczeństwa. - Niby tacy zapatrzeni w te swoje ideały, jednak nie do końca oficjalnie to demonstrują, są niczym szczury, które chowają się po kanałach. - Miała nadzieję, że uda się im ich wszystkich wyłapać i doprowadzić do odpowiedzialności za to, co robili innym czarodziejom. Wiedziała, że to nie będzie łatwe, jednak dobro musiało zwyciężyć, jak zawsze. Tej myśli się trzymała przede wszystkim.
Figg nie była specjalnie lotna jeśli chodzi o politykę. Starała się jednak jakoś przetworzyć to wszystko na prostsze elementy, żeby to zrozumieć, jednak nie szło jej to wcale tak łatwo. Zdawała sobie sprawę, że chcą wprowadzić zamieszanie, zamęt, szczuć ludzi, aby działali przeciwko sobie. W końcu wszyscy zaczęli być nieufni, nie podchodzili jak kiedyś z otwartością do innych, każdy starał się być ostrożny, żeby nikt z jego bliskich nie został kolejną ofiarą. W powietrzu czuć było napięcie, zresztą zauważyła to nawet w klubokawiarni.
Czasem zastanawiała się dlaczego rząd oficjalnie nic nie robił. Dlaczego ludzie sami zaczęli się jednoczyć i szukać rozwiązania, czy ministerstwo nie powinno jako pierwsze zareagować? Wydawało się, że udają, że nic się nie dzieje, jakby mieli zamknięte oczy i nie chcieli widzieć tego całego zamieszania.
- Wybrałeś bardzo nieodpowiedni moment na szałasowanie w lesie, wiesz Beltane, dużo pracy i w ogóle, aleee gdzieś w czerwcu, czy coś, mogę Ci zaoferować swoje usługi. - Uśmiechnęła się do przyjaciela pogodnie. - Zaszyjemy się daleko w lesie, z dala od wszystkich problemów, to nie brzmi wcale tak źle. - Szkoda tylko, że ucieczka wcale nie była rozwiązaniem, ale dobrze było pomarzyć. - Oczywiście, że dasz radę Ericzku, jesteś najlepszy w końcu, nie znam drugiego takiego brygadzisty jak Ty... - Musiała go jakoś zachęcić do działania. Komplementy chyba wydawały jej się w tym momencie najodpowiedniejszą drogą, tak połechce jego ego, że przestanie się wahać.
- Zawsze uważałam, że to ona ma na Ciebie zły wpływ...- Skomentowała jeszcze uwagę na temat książek swojej przyjaciółki. - Przywilej mówisz? - Przyglądała mu się uważnie ze szczytu skarpy, na której stała. - Nie podchodziłam do tego w ten sposób, może to też racja, chociaż myślałam, że z mojej strony znajomość z Tobą jest już na najwyższym poziomie, jak widać zawsze może się to zmienić. - Figg uważała Erika za swojego najbliższego przyjaciela. Sama właściwie nie miała pojęcia, kiedy do tego doszło i dlaczego, w końcu był od niej starszy o cztery lata, jednak nigdy nie traktował jej lekceważąco. Bardzo to w nim ceniła, był jej ostoją w najtrudniejszych życiowych sytuacjach.
Norka miała szczęście. Longbottom był od niej dużo większy, nie miał więc problemu z tym, aby złapać ją w locie. Musiała bardzo szybko biec, zważając na to, że taki wielki chłop jak dąb, pomimo tego, że się zaparł przesunął się jeszcze z nią po ziemi. Na całe szczęście nie zaliczyli kąpieli w błocie - czyżby był to ich pierwszy sukces podczas tej wyprawy? - Dziękuję Erik, nie pozwoliłeś damie brodzić zadkiem w błocie, boli? - Zapytała jeszcze kiedy usłyszała syknięcie. Wolałaby go tu nie uszkodzić, jeszcze później nikt by nie chciał z nią współpracować.
- Oby mieli, trochę bym się wkurzyła, gdyby im to szło zbyt gładko... - Dlaczego tylko oni mieli sobie radzić z komplikacjami? - Za mną, musimy się ruszyć tam do przodu. - Pokazała dłonią dwa drzewa, które rosły jakieś pięćset metrów przed nimi. - Widziałam między nimi strumyk, no i zobacz jak się tam gęsto robi, nie ma słońca, a to brzmi jak opis miejsca, którego szukamy. - Miała nadzieję, że zaraz znajdą roślinę i będą mogli wrócić do swoich normalnych obowiązków.