21.05.2025, 09:12 ✶
Nie zdążyła zarejestrować uderzenia o ziemię. Straciła przytomność kilka sekund wcześniej, od gorąca i dymu. Może i lepiej, bo uderzenie samo w sobie nie było przyjemne. Zapadła ciemność, która okazała się ulgą i zaporową ścianą dla bólu.
Musiała się wyrwać. Coś pchało ją ku powierzchni, kazało pokonać tę miłą i przyjemną ciemność. Ale nie chciała. Tu było miło i przyjemnie, mogła dryfować w ciemności, nic nie bolało i nie dokuczało. Jej umysł walczył, nie wiedząc, w którą stronę się zwrócić. I wtedy usłyszała znajomy głos – dobiegał z daleka, był mocno przytłumiony, ale na pewno ją wolał. Tyle jednak wystarczyło, by świadomość przebiła się przez mur i powoli opanowywała bezwolne ciało. Leki grymas bólu przeleciał przez jej twarz i był pierwszym sygnałem, że odzyskuje przytomność.
Gdy otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą Romulusa i żadna siła nie powstrzymała jej przed delikatnym uśmiechem. Co prawda, ten zaraz się przerodził w grymas bólu, ale chyba należało uznać, że cieszyła się na jego widok.
– Randka? A ja taka nieuczesana... Teraz to się spalę ze wstydu – powiedziała cicho, dość słabo i z przerwami na złapanie oddechu, ale jednak powiedziała. Po czym na chwilę znów przymknęła oczy, na sekundę ponownie opadając w ciemność. Teraz jednak ból był głównym otrzeźwiaczem, a bolało wszystko i to coraz mocniej z każdą kolejną sekundą.
– To zostało z mojego mieszkania. – Chciała machnąć ręką w kierunku płonącego domu, ale zdołała ją jedynie unieść w jakimś niewyraźnym geście. Wyraźnie jednak widać było, że wnętrze zostało całkowicie niszczone przez płomienie i niewiele z dawnego wyposażenia w ogóle przetrwało. Po jej policzku spłynęła łza, gdy uświadomiła sobie – nawet nie to, że cały jej zapas eliksirów wyparował – że w obecnej chwili nie ma nawet bielizny na przebranie. Jeśli cokolwiek przetrwało to spustoszenie, to i tak było przecież przesiąknięte dymem oraz spalenizną i nie nadawało się do niczego.
Skupiła wzrok na mężczyźnie i dopiero po chwili dotarło do niej, że ten się uśmiecha. Cały świat się palił, walił, a on zwyczajnie się uśmiechał. W tej chwili czuła, jakby właśnie ten uśmiech trzymał wszystko w kupie. A na pewno ją. I chociaż wszystko bolało oraz piekło od poparzeń tam, gdzie liznął ją ogień, to mimo wszystko czuła się teraz bezpiecznie. A wszystko przez ten jeden, cholerny uśmiech.
– Głowa mnie boli. Żebra. Kostka. I biodro mocno piecze. I wyglądam okropnie. – Jak już miała wymienić, co jest nie tak, to zwyczajnie wymieniła wszystko, oprócz szkła powbijanego w skórę i spływającej krwi, bo to przecież już widział na własne oczy. Czuła się słabo, ale nie wątpiła, że to kolejny oczywisty fakt.
Musiała się wyrwać. Coś pchało ją ku powierzchni, kazało pokonać tę miłą i przyjemną ciemność. Ale nie chciała. Tu było miło i przyjemnie, mogła dryfować w ciemności, nic nie bolało i nie dokuczało. Jej umysł walczył, nie wiedząc, w którą stronę się zwrócić. I wtedy usłyszała znajomy głos – dobiegał z daleka, był mocno przytłumiony, ale na pewno ją wolał. Tyle jednak wystarczyło, by świadomość przebiła się przez mur i powoli opanowywała bezwolne ciało. Leki grymas bólu przeleciał przez jej twarz i był pierwszym sygnałem, że odzyskuje przytomność.
Gdy otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą Romulusa i żadna siła nie powstrzymała jej przed delikatnym uśmiechem. Co prawda, ten zaraz się przerodził w grymas bólu, ale chyba należało uznać, że cieszyła się na jego widok.
– Randka? A ja taka nieuczesana... Teraz to się spalę ze wstydu – powiedziała cicho, dość słabo i z przerwami na złapanie oddechu, ale jednak powiedziała. Po czym na chwilę znów przymknęła oczy, na sekundę ponownie opadając w ciemność. Teraz jednak ból był głównym otrzeźwiaczem, a bolało wszystko i to coraz mocniej z każdą kolejną sekundą.
– To zostało z mojego mieszkania. – Chciała machnąć ręką w kierunku płonącego domu, ale zdołała ją jedynie unieść w jakimś niewyraźnym geście. Wyraźnie jednak widać było, że wnętrze zostało całkowicie niszczone przez płomienie i niewiele z dawnego wyposażenia w ogóle przetrwało. Po jej policzku spłynęła łza, gdy uświadomiła sobie – nawet nie to, że cały jej zapas eliksirów wyparował – że w obecnej chwili nie ma nawet bielizny na przebranie. Jeśli cokolwiek przetrwało to spustoszenie, to i tak było przecież przesiąknięte dymem oraz spalenizną i nie nadawało się do niczego.
Skupiła wzrok na mężczyźnie i dopiero po chwili dotarło do niej, że ten się uśmiecha. Cały świat się palił, walił, a on zwyczajnie się uśmiechał. W tej chwili czuła, jakby właśnie ten uśmiech trzymał wszystko w kupie. A na pewno ją. I chociaż wszystko bolało oraz piekło od poparzeń tam, gdzie liznął ją ogień, to mimo wszystko czuła się teraz bezpiecznie. A wszystko przez ten jeden, cholerny uśmiech.
– Głowa mnie boli. Żebra. Kostka. I biodro mocno piecze. I wyglądam okropnie. – Jak już miała wymienić, co jest nie tak, to zwyczajnie wymieniła wszystko, oprócz szkła powbijanego w skórę i spływającej krwi, bo to przecież już widział na własne oczy. Czuła się słabo, ale nie wątpiła, że to kolejny oczywisty fakt.