21.05.2025, 02:23 ✶
Hestia całkiem lubiła nocne zmiany w pracy. Jasne, może i człowiek był po nich trochę padnięty i spał do południa, ale młoda Bletchley była jedną z tych osób, której taki sytuacje, ani nie psuły rytmu dnia, ani tym bardziej humoru.
Zresztą coś ciągnęło ją do nocnych zmian. Wszystko było wtedy takie inne, że aż chciało się ten nocny krajobraz uwiecznić w szkicowniku, a tak poza tym to jednak noc niosła za sobą znacznie więcej problemów, więc tym samym i możliwości do wykazania się.
Dzisiaj jednak zapowiadała się raczej dość spokojna noc. Tak przynajmniej powiedziała jej jedna z Brygadzistek.
Najwyraźniej jej koleżanka z pracy nie miała w sobie, ani grama daru jasnowidzenia.
Najpierw padła informacja, że coś płonęło. Potem, że tym czymś była znaczna część Londynu. A potem, gdy już wszyscy nerwowo zbierali się do akcji, wyszło że chyba jednak płonie całe miasto.
Hestia, chociaż w szoku, nie zamroziła się w swojej reakcji. Ktoś kazał jej iść do aurorów i pomóc, więc ruszyła do aurorów, myśląc w akompaniamencie szybkich kroków o tym, co się mogło dziać z jej rodziną. Mama była w pracy w Mungu. Czyli w Londynie. Tata natomiast z Alice w Dolinie Godryka. Byli więc zapewne bezpieczni? W sumie żałowała, że ojca nie było teraz tutaj z nią. On na pewno wiedział co powiedzieć, aby ją uspokoić. Albo chociaż byłby w stanie lepiej zrozumieć co się właściwie obecnie działo.
Bletchley, idziemy razem!
Usłyszała od progu. Eh... Atreus. Najgorsze, że tak jak czasem frustrował ją ten auror, tak nie mogła ukryć krótkiego uśmiechu, który przebiegł przez jej twarz, bo skoro ją wybrał, to chyba oznaczało, że jakoś ją jednak szanował. Nie ważne. Były rzeczy do zrobienia.
– Wiecie coś więcej? – spytała, podchodząc do biurka, przy którym zatrzymał się Atreus, taktycznie nie patrząc na to co zamierzał pisać. – Podobno nie jest dobrze, nikt nie zlokalizować jeszcze głównego źródła pożaru, a ludzie na dodatek panikują. Musimy iść szybko, zanim nie będziemy mieli problemów w atrium. Czego szukasz?
Zresztą coś ciągnęło ją do nocnych zmian. Wszystko było wtedy takie inne, że aż chciało się ten nocny krajobraz uwiecznić w szkicowniku, a tak poza tym to jednak noc niosła za sobą znacznie więcej problemów, więc tym samym i możliwości do wykazania się.
Dzisiaj jednak zapowiadała się raczej dość spokojna noc. Tak przynajmniej powiedziała jej jedna z Brygadzistek.
Najwyraźniej jej koleżanka z pracy nie miała w sobie, ani grama daru jasnowidzenia.
Najpierw padła informacja, że coś płonęło. Potem, że tym czymś była znaczna część Londynu. A potem, gdy już wszyscy nerwowo zbierali się do akcji, wyszło że chyba jednak płonie całe miasto.
Hestia, chociaż w szoku, nie zamroziła się w swojej reakcji. Ktoś kazał jej iść do aurorów i pomóc, więc ruszyła do aurorów, myśląc w akompaniamencie szybkich kroków o tym, co się mogło dziać z jej rodziną. Mama była w pracy w Mungu. Czyli w Londynie. Tata natomiast z Alice w Dolinie Godryka. Byli więc zapewne bezpieczni? W sumie żałowała, że ojca nie było teraz tutaj z nią. On na pewno wiedział co powiedzieć, aby ją uspokoić. Albo chociaż byłby w stanie lepiej zrozumieć co się właściwie obecnie działo.
Bletchley, idziemy razem!
Usłyszała od progu. Eh... Atreus. Najgorsze, że tak jak czasem frustrował ją ten auror, tak nie mogła ukryć krótkiego uśmiechu, który przebiegł przez jej twarz, bo skoro ją wybrał, to chyba oznaczało, że jakoś ją jednak szanował. Nie ważne. Były rzeczy do zrobienia.
– Wiecie coś więcej? – spytała, podchodząc do biurka, przy którym zatrzymał się Atreus, taktycznie nie patrząc na to co zamierzał pisać. – Podobno nie jest dobrze, nikt nie zlokalizować jeszcze głównego źródła pożaru, a ludzie na dodatek panikują. Musimy iść szybko, zanim nie będziemy mieli problemów w atrium. Czego szukasz?