Nora nigdy nie nauczyła się teleportować, jej zdolności związane z tą umiejętnością musiały być bardzo mocno ukryte, albo wcale nie istnieć, zresztą wcale tego nie ukrywała. Wszyscy jej najbliżsi mieli tego świadomość. Miała spore szczęście, że jej brat nigdy nie sugerował, że jest jego problemem pod tym względem, albo ją gdzieś dostarczał, albo dostarczał jej jakieś rzeczy, które wymagały pilnej teleportacji.
Aktualnie jednak nie myślała ani o teleportacji, ani o kominkach, bo zdecydowanie nie miała zamiaru stąd zniknąć. Kapitan nie zostawia tonącego okrętu, Nora była miejscem w które włożyła ogrom pracy i całe swoje serce. Przez myśl jej nie przeszło to, że mogłaby je porzucić, zbyt wiele dla niej znaczyła ta cukiernia - była dowodem na to, że jest w stanie osiągnąć naprawdę wiele, jeśli tylko będzie tego chciała.
- To świetnie, brakowałoby nam tutaj tylko demonstracji siły klątwy żywiołów. - Mruknęła cicho. Może powinna przyklasnąć? Nie do końca wiedziała, w jaki sposób wypadało zareagować. Nie do końca podobało jej się to, że to miejsce mogłoby zostać zniszczone, nie tylko przez szalejący wokół ogień, ale także przez coś zupełnie innego. Nie do końca była gotowa na to, że ktoś mógłby jej to wszystko odebrać, nawet przypadkiem. Musiała zebrać się w sobie, jakoś poradzić sobie z tym, co działo się wokół niej. Nie było to łatwe, ale Figgówna nie miała w zwyczaju panikować. Wystarczył jeden głęboki wdech, krok w tył i potrafiła ułożyć sobie w głowie plan, za którym powinna była podążać.
- To nie było konieczne, nie zamierzam opuścić Londynu, jeśli nie chcesz tutaj zostać, to droga wolna, ja nie mogę tego zrobić. - Wiedziała, że brzmi szorstko, ale nie miała sobie nic do zarzucenia. Cukiernia była jej całym dobytkiem, nie przeszło jej przez myśl to, że mogłaby stąd uciec. Byli tutaj ludzie, którzy potrzebowali pomocy, jak niby miałaby się stąd ewakuować, i właściwie po co? Jeśli gdzieś chciałaby się znaleźć właśnie teraz to tutaj, bo to był jej dom, to była jej bezpieczna przystań. Nie do końca umiała pojąć podejście Samuela, które okropnie różniło się od tego jej. Zgrzyt - nie dało się nie zauważyć, że mają zupełnie inne zdanie w tym temacie.
- Nie będziemy szukać innego sposobu, bo mówiłam, że chcę tutaj zostać. - Nie miała zamiaru uciec, schować głowy w piasek, udawać, że wszystko jest w porządku. Jasne, nie była może wprawioną czarownicą, nie potrafiła walczyć, ale miała w sobie ogromną determinację, która powinna utrzymać to miejsce w ryzach. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktokolwiek odebrał jej to, co osiągnęła, a czuła w tej chwili, że Sam zupełnie nie zwracał na to uwagi. Nie przejmował się drogą, którą musiała przejść, aby znaleźć się w miejscu, w którym teraz tkwiła. Łatwo było mu mówić o tym, że powinni stąd uciekać, że liczyło się ich bezpieczeństwo, nie sądziła jednak, że tak prosto przyjdzie mu porzucić to miejsce.
- Bezpieczniej będzie, jeśli faktycznie będziesz z tym walczył na zapleczu. - Tutaj mógłby skrzywdzić ludzi, którzy znajdowali się obok. Wiedziała, że klątwy rządzą się swoimi prawami, że nie ma się wpływu na to, kiedy się demonstrują, ale nie mogła pozwolić na to, żeby on zrobił krzywdę komuś, kto znajdował się w środku cukierni. Musiała mieć na uwadze bezpieczeństwo klientów, swoich najbliższych, to było najważniejsze.
- Tak, to dobry pomysł, możesz się tym zająć. - Nie do końca wiedziała, co oznaczała transmutacja dachu w niepalny, bo wydawało jej się, że do tego służy inna dziedzina magii, ale nie miała zamiaru podważać jego kompetencji, jeśli faktycznie chciał to zrobić, to był to ten moment, w którym mógł się wykazać. Nie chciała mu przeszkadzać, zależało jej na tym, aby cukiernia stała się bastionem, bezpiecznym miejscem, w którym każdy znajdzie pomoc. Wiedziała, że wielu ludzi może szukać schronienia, no i miała świadomość, że Zakon może potrzebować jej zaangażowania.
- Ja zostanę na dole, ty zajmij się dachem. - Ten podział wydał się jej właściwy. Szkoda było jednak czasu na dyskusję. - Zobaczymy się później. - Odparła jeszcze, bo widziała, że jedna z kobiet, które chwilę temu jadły ciasto czekoladowe zaczęła panikować - musiała się nią zająć.