Mur. Jeden, wielki mur, który miał oddzielić ich dwójkę. Sprytnie to wykombinowałaś chwalił ją w myślach, ponieważ było za co. Pomysł dobry, a wykonanie? Cóż, całkiem niezłe. Nie było czego się wstydzić na taki sukces, więc i parę słów uznania mogło się należeć.
Nie mniej jednak cruciatus był szybszy i zdążył przemknąć w kierunku jego przeciwniczki. Zdążył ją nawet trafić i posłać na ziemię ale wtedy wyrósł mur, który zablokował widoczność i możliwość przejścia. Pal by to licho zaklinał w myślach tę niewdzięczną gówniarę, która miała czelność stawiać opór.
Mała przeszkodza nie sprawiła, że Vulturis chciał się poddać. O nie, nic z tych rzeczy. Ten opór, ta zaciekłość, ten gniew, który w nim narastał. To wszystko zachęcało go do dalszej walki i nie miał zamiaru tak łatwo zrezygnować. Nie po tym wszystkim, wszak to miała być wisienka na torcie, ukoronowanie dzisiejszego wieczora.
Borgin nie mógł za długo czekać. Musiał czym prędzej przekroczyć ten mur, aby dokończyć swoje dzieło, aby upewnić się, że ofiara mu nie zwieje.
Z pięknym zapachem zniszczenia, który otulał jego wnętrze i ogrzewał duszę, ruszył do przodu. Krok za krokiem zbliżał się do zapory, przyglądając się całej konstrukcji. Musiał podjąć decyzję, która pomogłaby mu znaleźć się po tej samej stronie co tamta kobieta.
Decyzja padła na sprawdzoną metodę rozproszenia. Vulturis ze wszystkich sił próbował przełamać czar, którym uraczyła go jego oponentka. Liczył, że za chwilę ponownie będą mogli na siebie spojrzeć. Wierzył, że nie potrwa to zbyt długo.
Rozproszenie na próbę utorowania drogi do przeciwniczki
Akcja nieudana
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972