22.05.2025, 08:34 ✶
Brenna stała z zadartą głową, przez chwilę obserwując Millie, a potem wróciła do rozglądania się: martwiła się o Moody, ale też w tej chwili zarzucenie ostrożności mogło doprowadzić do tego, że jakiś śmierciożerca rzuciłyby na nią zza rogu avadą. Nerwy miała napięte jak postronki, tej nocy jednak… tej nocy jednak trudno, żeby było inaczej. Próbowała skupiać się na tym, co działo się tu i teraz, na Moody i ludziach wymagających pomocy, nie zastanawiać się, do jakich wydarzeń dochodziło w innych miejscach, i kto jeszcze był w niebezpieczeństwie: inaczej na pewno by oszalała.
Nie zamierzała próbować wskakiwać na miotłę – gdy ostatnio to zrobiła, źle się skończyło, nawet jeśli powodem ostatecznie okazało się zaczarowanie mioteł w Warowni, a nie to, że była tak beznadziejna w aktywności fizycznej. Niemniej od czasów Hogwartu nie latała, i na pewno nie miała szans lawirować w dymie tak sprawnie jak Millie, która na miotle poruszała się równie zgrabnie jeśli nawet nie zgrabniej co na nogach: skończyłoby się to pewnie tym, że Brenna zamiast pomóc, zrobiłaby tylko komuś krzywdę.
Zamiast tego spróbowała więc posłać w górę translokacją samą miotłę, zgarniętą wcześniej przez Moody w antykwariacie. I gdzieś przez myśl jej przemknęło, że jeżeli przeżyją tę noc i nie będą musieli panicznie się ukrywać, bo Voldemort właśnie przejmował władzę, będzie musiała poćwiczyć translokację.
translokacja, próba posłania Millie miotły w górę
– Mogę spróbować wyczarować drabinę! – zawołała jeszcze, niezależnie od tego, czy czar się udał, czy nie, ruszając pędem w stronę wejścia do kamienicy. Jeśli był problem z wydostaniem się, i musieli używać okien, najwyraźniej albo coś płonęło na niższych piętrach, albo problemem był dym… i wolała spróbować przynajmniej się tym zająć. Nie byli w końcu całkowicie pewni, czy budynek jest zupełnie pusty, a poza tym… nawet jeżeli tak… w Londynie i tak było bardzo wiele ruin.
Brenna szarpnęła więc drzwi wejściowe, na szczęście otwarte – pewnie ktoś ewakuował się wcześniej – i machnęła różdżką, gotowa zalać wodą ogień, gdyby ten blokował drogę.
kształtowanie, gaszenie
Nie zamierzała próbować wskakiwać na miotłę – gdy ostatnio to zrobiła, źle się skończyło, nawet jeśli powodem ostatecznie okazało się zaczarowanie mioteł w Warowni, a nie to, że była tak beznadziejna w aktywności fizycznej. Niemniej od czasów Hogwartu nie latała, i na pewno nie miała szans lawirować w dymie tak sprawnie jak Millie, która na miotle poruszała się równie zgrabnie jeśli nawet nie zgrabniej co na nogach: skończyłoby się to pewnie tym, że Brenna zamiast pomóc, zrobiłaby tylko komuś krzywdę.
Zamiast tego spróbowała więc posłać w górę translokacją samą miotłę, zgarniętą wcześniej przez Moody w antykwariacie. I gdzieś przez myśl jej przemknęło, że jeżeli przeżyją tę noc i nie będą musieli panicznie się ukrywać, bo Voldemort właśnie przejmował władzę, będzie musiała poćwiczyć translokację.
translokacja, próba posłania Millie miotły w górę
Rzut N 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
– Mogę spróbować wyczarować drabinę! – zawołała jeszcze, niezależnie od tego, czy czar się udał, czy nie, ruszając pędem w stronę wejścia do kamienicy. Jeśli był problem z wydostaniem się, i musieli używać okien, najwyraźniej albo coś płonęło na niższych piętrach, albo problemem był dym… i wolała spróbować przynajmniej się tym zająć. Nie byli w końcu całkowicie pewni, czy budynek jest zupełnie pusty, a poza tym… nawet jeżeli tak… w Londynie i tak było bardzo wiele ruin.
Brenna szarpnęła więc drzwi wejściowe, na szczęście otwarte – pewnie ktoś ewakuował się wcześniej – i machnęła różdżką, gotowa zalać wodą ogień, gdyby ten blokował drogę.
kształtowanie, gaszenie
Rzut W 1d100 - 22
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.