22.05.2025, 09:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2025, 12:54 przez Mirabella Plunkett.)
List dotarł 10 września, w jego nadaniu pomógł ojciec Brenny.
Do koperty dołączono zamaskowane jako puste kartki notatki na temat Spalonej Nocy – odnośnie informacji, jakie zakonnicy wymienili nad ranem 9 września. Obejmowały m.in. zaatakowane budynki, potwierdzone straty, miejsca, w których Zakonowi udało się komuś pomóc oraz tego, co stało się w niektórych budynkach.
Albusie,
Staw przetrwał i chwilowo jest schronieniem (może nie do końca bezpiecznym, ale niespalonym przynajmniej) dla części Zakonu. Londyńskie mieszkanie, które miało stać się jedną z kryjówek, o które prosiłeś, przetrwało, ale nie jestem pewna, na ile jest bezpieczne – myślę, że ciężko będzie je wykorzystać. Przygotowuję też listę zniszczeń, strat i potrzeb, o których wiem. Dotarłam do informacji, które przekazałam T.F: może uda się ustalić, w jaki sposób… zrobiono część tych rzeczy. Parę osób z odpowiednimi umiejętnościami ma też spróbować zbadać budynki, w których doszło do dziwnych wydarzeń.
Myślę, że po odejściu Patricka i tym wszystkim Zakon potrzebuje zaangażowania kogoś, kto będzie o wiele mądrzejszą osobą niż ja. Myślę, że członków Zakonu ogarnia rozpacz - jak cały Londyn - i w tej chwili potrzebują tutaj ciebie, nie mnie. Zwłaszcza że niestety: ja chwilowo tkwię w Mungu. Najwyraźniej pomijając fizyczne obrażenia, ogień i popiół zostawiły mi jakąś "pamiątkę", ale klątwołamacze nie są w stanie jej ściągnąć (i trudno ich winić, mają teraz tylu rannych...), a ja na razie nie znam w pełni jej natury - nie wiem nawet czy to na pewno klątwa czy tylko moja głowa źle tę noc zniosła. Nie reaguję najlepiej na ogień, i nie wiadomo, jak na dłuższą metę wpłynie to wszystko na moją sprawność.
W Stawie kilka dni temu podczas spotkania doszło też… może nie do kłótni, ale mocnej różnicy zdań - Morpheus i Jonathan chcieli zrekrutować Anthony'ego Shafiqa oraz Victorię Lestrange. Nie chciałam się na to zgodzić. Victoria jest wyjątkowo utalentowana, a ja chcę wierzyć, że nie wspiera śmierciożerców. Ale też zawsze w moich oczach była mocno oddana rodzinie i nie wydaje mi się, by chciała słuchać rozkazów, zwłaszcza gdyby mogły zaszkodzić jej bliskim: ani moich, ani ludzi, których tak naprawdę nie zna. Być może gdyby Ręką była Harper... ale ja nie jestem Harper. W wypadku Anthony'ego argumentem, jaki padł, była ich przyjaźń i wpływy, jakie Shafiq posiada. Dla mnie to było za mało, gdy ktoś nie zrobił sam z siebie czegoś konkretnego, aby pokazać, po której stronie stoi. Ta dyskusja wywołała pewien rozłam. Rozmawiałam już z uczestnikami zebrania później (nie pisałam od razu, chcąc z nimi najpierw omówić sprawę) i wyjaśniliśmy większość rzeczy - w części najwyraźniej wpłynęły na to prywatne problemy. Jest jednak faktem, że nie zdołałam zapanować nad emocjami wśród ludzi podczas samego zebrania, jak zrobiłby to na pewno Patrick. W najbliższym czasie będę ogarniać wszystko na tyle, na ile mogę i doprowadzę do końca zaczęte rekrutacje („krążymy” wokół kilkunastu osób – nie wiem jeszcze, ile faktycznie zasili szeregi, ale trzy osoby już możemy uważać za naszych przyjaciół), oczywiście nie planuję siedzieć po tych pożarach z założonymi rękami, ale sądzę też, że członkowie chętniej przyjmą, gdy w przyszłości ostateczne decyzje o rekrutacji będzie podejmował ktoś bardziej otwarty na przekazywanie informacji o Zakonie i jego działalności ich bliskim: ja jestem na to nazbyt nieufna. Przepraszam, że Cię zawiodłam, ale uważam, że lepiej dla Zakonu, aby wybory w sprawie tego, kogo dopuścić do środka podejmował ktoś inny. (Optymalnie też ktoś, kto nie wpada w dziwną histerię, kiedy widzi ogień w kominku. Obawiam się, że szybko nie skorzystam z sieci Fiuu.)
B.
Staw przetrwał i chwilowo jest schronieniem (może nie do końca bezpiecznym, ale niespalonym przynajmniej) dla części Zakonu. Londyńskie mieszkanie, które miało stać się jedną z kryjówek, o które prosiłeś, przetrwało, ale nie jestem pewna, na ile jest bezpieczne – myślę, że ciężko będzie je wykorzystać. Przygotowuję też listę zniszczeń, strat i potrzeb, o których wiem. Dotarłam do informacji, które przekazałam T.F: może uda się ustalić, w jaki sposób… zrobiono część tych rzeczy. Parę osób z odpowiednimi umiejętnościami ma też spróbować zbadać budynki, w których doszło do dziwnych wydarzeń.
Myślę, że po odejściu Patricka i tym wszystkim Zakon potrzebuje zaangażowania kogoś, kto będzie o wiele mądrzejszą osobą niż ja. Myślę, że członków Zakonu ogarnia rozpacz - jak cały Londyn - i w tej chwili potrzebują tutaj ciebie, nie mnie. Zwłaszcza że niestety: ja chwilowo tkwię w Mungu. Najwyraźniej pomijając fizyczne obrażenia, ogień i popiół zostawiły mi jakąś "pamiątkę", ale klątwołamacze nie są w stanie jej ściągnąć (i trudno ich winić, mają teraz tylu rannych...), a ja na razie nie znam w pełni jej natury - nie wiem nawet czy to na pewno klątwa czy tylko moja głowa źle tę noc zniosła. Nie reaguję najlepiej na ogień, i nie wiadomo, jak na dłuższą metę wpłynie to wszystko na moją sprawność.
W Stawie kilka dni temu podczas spotkania doszło też… może nie do kłótni, ale mocnej różnicy zdań - Morpheus i Jonathan chcieli zrekrutować Anthony'ego Shafiqa oraz Victorię Lestrange. Nie chciałam się na to zgodzić. Victoria jest wyjątkowo utalentowana, a ja chcę wierzyć, że nie wspiera śmierciożerców. Ale też zawsze w moich oczach była mocno oddana rodzinie i nie wydaje mi się, by chciała słuchać rozkazów, zwłaszcza gdyby mogły zaszkodzić jej bliskim: ani moich, ani ludzi, których tak naprawdę nie zna. Być może gdyby Ręką była Harper... ale ja nie jestem Harper. W wypadku Anthony'ego argumentem, jaki padł, była ich przyjaźń i wpływy, jakie Shafiq posiada. Dla mnie to było za mało, gdy ktoś nie zrobił sam z siebie czegoś konkretnego, aby pokazać, po której stronie stoi. Ta dyskusja wywołała pewien rozłam. Rozmawiałam już z uczestnikami zebrania później (nie pisałam od razu, chcąc z nimi najpierw omówić sprawę) i wyjaśniliśmy większość rzeczy - w części najwyraźniej wpłynęły na to prywatne problemy. Jest jednak faktem, że nie zdołałam zapanować nad emocjami wśród ludzi podczas samego zebrania, jak zrobiłby to na pewno Patrick. W najbliższym czasie będę ogarniać wszystko na tyle, na ile mogę i doprowadzę do końca zaczęte rekrutacje („krążymy” wokół kilkunastu osób – nie wiem jeszcze, ile faktycznie zasili szeregi, ale trzy osoby już możemy uważać za naszych przyjaciół), oczywiście nie planuję siedzieć po tych pożarach z założonymi rękami, ale sądzę też, że członkowie chętniej przyjmą, gdy w przyszłości ostateczne decyzje o rekrutacji będzie podejmował ktoś bardziej otwarty na przekazywanie informacji o Zakonie i jego działalności ich bliskim: ja jestem na to nazbyt nieufna. Przepraszam, że Cię zawiodłam, ale uważam, że lepiej dla Zakonu, aby wybory w sprawie tego, kogo dopuścić do środka podejmował ktoś inny. (Optymalnie też ktoś, kto nie wpada w dziwną histerię, kiedy widzi ogień w kominku. Obawiam się, że szybko nie skorzystam z sieci Fiuu.)
B.
Do koperty dołączono zamaskowane jako puste kartki notatki na temat Spalonej Nocy – odnośnie informacji, jakie zakonnicy wymienili nad ranem 9 września. Obejmowały m.in. zaatakowane budynki, potwierdzone straty, miejsca, w których Zakonowi udało się komuś pomóc oraz tego, co stało się w niektórych budynkach.
Odpowiedź na list jest tutaj @Brenna Longbottom
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.