22.05.2025, 14:45 ✶
Hestia pokiwała głową z zrozumieniem. Czyli mieli ten sam cel. To dobrze. Marta podobno bywała nieprzewidywalna i chociaż nie mogła zrobic im szczególnie jakiejkolwiek krzywdy fizycznej (tak przynajmniej udało jej się już ustalić, nawet jeśli niektóre plotki mówiły coś zupełnie innego) to potrafiła bardzo łatwo się obrazić, a Hestia... Hestia nieszczególnie wierzyła w swoje umiejętności uspokajania wściekłych duchów. No bo jednak wściekłe duchy miały pewną świadomość tego, że żywi na dobrą sprawę nic nie mogli im zrobić. To znaczy... Niby niektórzy mogli, ale Bletchley nigdy nawet nie pomyślała o tym, aby podszkolić się w egzorcyzmach. No dobrze, kiedyś przez krótki momenty, gdy miała może pięć lat mówiła, że chciałaby umieć przyzywać i odwoływać duchy, bo mogłaby sie wtedy mogłaby przyzwać wszystkie rodzinne pokolenia wstecz i dostałaby więcej prezentów na urodziny, ale to się nie liczyło.
Po kolejnych słowach Henry'ego Hestia poważnie się zaczęła zastanawiać, czy Marta przypadkiem nie stoi za nią, bo przecież w innych okolicznościach nikt raczej nie chwaliłby jej złotego serca i uroczego uśmiechu, ale nie musiała nawet dyskretnie zerknąć przez swoje ramię, bo oto głowa Marty Warren, wychyliła się nieco z jednej z kabin toaletowych za plecami Lockharta. Na razie nie krzyczała, że mają się stąd wynosić. Zamiast tego ponowniw schowała się do kabiny Było dobrze.
– Tak. Też to słyszałam – pokiwała głową, koncentrując całe swoje spojrzenie na Krukonie. Chyba patrzyła się na niego nieco zbyt intensywnie, ale byle tylko nie gapić się na miejsce, gdzie przed chwilą była Marta. – Podobno być w Hogwarcie i nigdy nie zobaczyć Marty to tak jak... Być tutaj i nigdy nie być na zajęciach z eliksirów. Życie potem jest zmarnowane.
Nie że ona akurat dużo wyciągała z tych lekcji eliksirów.
Pokręciła głową.
– Nie. Jest w porządku. Nie musisz wychodzić. Nikt przecież nie korzysta z tej łazienki w... Normalnych sprawach. A przynajmniej nikt o kim wiem.