24.05.2025, 01:46 ✶
Trójka pierdolniętych na Ulicy Pokątnej
Spalona Noc, po godzinie 20
Spalona Noc, po godzinie 20
Jag är ett svärd, ett låga, en dröm...
Jestem mieczem, płomieniem, snem.
Jestem ostatnim, co zobaczysz, nim twoje oczy spowije mrok.
Kiedy inni mieszkańcy Londynu odpoczywali w swoich domach lub próbowali wyszaleć swoje emocje w pobliskich barach, Umbriel Degenhardt czaił się w ciemności i wyczekiwał godziny, po której miał wyłonić się ze swojej kryjówki i rozpocząć ofensywę na jednej z głównych ulic Magicznych Dzielnic. Niekoniecznie mu się to podobało. Owszem – wykonał polecenie i stawił się na klatce jednej z kamienic, żeby stąd wraz z panienką Black przejść boczną uliczką prosto na Pokątną, ale nie wyglądał na kogoś, kto był szczególnie zadowolony z zadania jakim było strzelanie do sów. Owszem, kilku zwerbowanych szmalcowników wykona większość zadania za nich, robiąc harmider gdzieś bliżej Horyzontalnej, ale wciąż… Musiał ubrudzić sobie ręce czymś wyjątkowo mało poetyckim.
Cóż mu więc zostało, poza przypomnieniem sobie, że życie to teatr? Louvain zastał ich dwójkę, kiedy ujmował dłoń Bellatrix zapraszająco, chcąc prowadzić ich do tańca w ciszy – a może raczej w rytmie granym mu w głowie, bo kiedy tylko postawili pierwszy wspólny krok na marmurowej posadzce, Degenhardt zaczął nucić znaną melodię, której tytułu nie pamiętał nikt.
On go znał, ale ten tytuł był nieistotny. Nieistotny tak samo jak płaszcz i maska, których wcale nie chciał przywdziewać. Zapewne dlatego osłona twarzy, jaką mu przekazano, nie znajdowała się na niej, tylko na czubku głowy – jak okulary przeciwsłoneczne umieszczone tam żeby na moment nie znajdowały się na nosie.
– W Szwecji mawiamy – zaczął, unosząc dłoń Bellatrix i obracając nią wokół jej własnej osi – allt måste brinna för att nytt ska födas – zupełnie tak, jakby tę Szwecję w ogóle pamiętał, jakby się tu nie przeprowadził na tyle wcześnie, aby góry regionu Berslagen były czymś więcej niż mglistym wspomnieniem – wszystko musi spłonąć, by mogło narodzić się coś nowego. Spójrz kto tutaj jest.
Odwrócił ją przodem w kierunku stojącego w przejściu Lestrange’a i uśmiechnął się.
– Już czas.
Puścił ją, żeby wsadzić palce do ust i zagwizdać głośno. Jego ptak pocztowy uniósł się w górę, aby przekazać wiadomość do podnajętych rzezimieszków, a później uciec. Bo Londyn przestał być bezpieczny dla ptaków – ale on nie miał o co się martwić – bo pod ziemią nikt do nich strzelał nie będzie.
Chwycił ją jeszcze raz, delikatnie, przeprowadzając jak porcelanową laleczkę przez całkowicie bezpieczny i zauważalny gołym okiem stopień, a później wciąż nie zakrywając twarzy – bo po co – szedł przed siebie, prowadząc ich dwójkę przy akompaniamencie gasnącego słońca. Cywilizacja, której wypowiedział wojnę za moment stanie się ruiną.
To był gwałtowny ruch. Kop w drzwi, które otworzyły się z impetem, a później precyzyjny strzał ciśnieniem w kominek znajdujący się tuż w przy wejściu, żeby skutecznie go uszkodzić i uniemożliwić dalsze transportowanie ludzi.
◉◉◉○○ kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
A później kolejne drzwi, za którymi wiedział, że znajduje się kominek Sieci. O ile w pierwszym lokalu właściciel nie zdążył nawet sensownie zareagować na wtargnięcie, drugi podniósł się szybko i wycelował w niego różdżką. Degenhardt uśmiechnął się jedynie, a sam ten uśmiech – na środku facjaty z listów gończych – wystarczył aby żadne zaklęcie w jego kierunku nie pognało.
On zaś swoje rzucił – znów w kominek – kształtując ciśnienie, które miało rozsadzić konstrukcję i zmienić ją w stertę gruzu.
◉◉◉○○ kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Trzeci huk miał już miejsce w sklepie piśmienniczym, co go Umbriel wyjątkowo nie lubił. Właściciel puszczał w nim wiecznie muzykę ze starego gramofonu, który trzeszczał niemożebnie doprowadzając go do tak głębokiej irytacji, że po rzuceniu kolejnego zaklęcia (identycznego) na kominek znajdujący się nieopodal lady, cudem powstrzymał się przed poszukaniem tegoż gramofonu w celu rozwalenia go o posadzkę. Niestety nie miał na to czasu – musiał wyjść i spotkać się z resztą na ulicy, nie powstrzymał się jednak przed zgarnięciem leżącej na blacie paczki papierosów. Udawał przy tym, że nie widzi włosów trzęsącego się staruszka, wystających spod niego i zdradzającym kryjówkę.
◉◉◉○○ kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zakończywszy te działania, zgodnie z poprzednią myślą, wyszedł znów na Pokątną i spojrzał w niebo. Liczne wybuchy zasiały w ludziach wokół strach i uciekali w popłochu, ale nie mogli zatrzymać się tutaj na długo. Za moment pojawią się tu siły Ministerstwa, a oni musieli zniszczyć więcej kominków (paskudne dawać takie misje pianiście i damie!), celując po drodze w lecące tu i ówdzie sowy i inne ptaki pocztowe.
Umbriel westchnął. Wycelował różdżką w losowego przechodnia i rzucił na niego zaklęcie mieszające mu w głowie. Ptaki to przecież naturalni wrogowie czarodziejów, należało je zniszczyć. Zgińcie, przepadnijcie…
◉◉◉◉○ uroki
Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...
Slaby sukces...
// Poszukiwany III, Muzyka I, Znajomość półświatka II, Zastraszanie I, Uzależnienie I, Uparciuch I, Dowodzenie II - !Patrol 

they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me