Jak powiedział, tak miał zamiar zrobić, ponieważ nie rzucał słów na wiatr. Vulturis powiedział, że jeszcze się spotkają ten nocy z Papillio i to właśnie się miało wydarzyć.
Borgin przemierzał aleję Horyzontalną, aby odnaleźć swojego krewniaka. Przemykał między ścianami budynków, korzystał z każdego zaułka, który pozwoliłby mu skorzystać z oferowanego przez siebie cienia. Każdy element otoczenia, który można było użyć do bezpiecznego dotarcia do celu, był na wagę złota i Stanley właśnie tego potrzebował.
Sama podróż nie należała do najcięższych, chociaż nie była też prosta. Dużo prościej chodziło się po starej Horyzontalnej - takiej, która była uprzątnienia i nie było wokół dymu, pożogi i wszelkiej zniszczenia. Jeden zły krok i można było skręcić kostkę. Nie mniej jednak, trzeba było działać. Nie było miejsca na użalanie się nad sobą.
Po kilku czy kilkunastu minutach poszukiwań udało mu się odnaleźć Nicholasa. Stał nieopodal jednej z kamieniczek, które wyglądały niemalże tak samo. Czy któraś z nich nie była jego miejscem zamieszkania? Nie miał pojęcia. Nie był w stanie wydedukować z okolicy, która ich otaczała.
- Tak jak obiecałem - odezwał się do Traversa, podchodząc na wyciągnięcie dłoni - Jestem - zatrzymał się obok niego. W dłoni dało się dostrzec wyciągniętą różdżkę, która była nieodłącznym elementem dzisiejszej nocy.
Stanley przyglądał się przez chwilę Nicholasowi. Troche jakby chciał się zapytać - wszystko w porządku? Nie podniósł jednak tego tematu, a przeszedł do innego, który bardziej go interesował w tym momencie.
- Widzisz to piętro po drugiej stronie? - zapytał, wskazując otwartą dłonią wolnej ręki na kamieniczkę, która znajdowała się w zasięgu ich wzroku - A dokładnie to otwarte okno po prawej - sprecyzował - Proponuję abyśmy się tam udali i dokonali obserwacji okolicy, a później będziemy mogli się udać na zebranie do Ataraxii - tłumaczył - A, no i będziemy mieli też chwilę, aby porozmawiać... Tak jak chciałeś - uśmiechnął się pod maską, chociaż nie dało się tego dostrzec. Papillio mógł jednak wywnioskować z tonu wypowiedzi, ponieważ mieli tę przyjemność, że znali się wystarczająco długo, aby posiąść ów umiejętności.
Borgin ruszył przodem. Przekroczył ulicę, a następnie wszedł do środka kamienicy przez wyważone drzwi. Powoli kierował się do punktu docelowego, uważając na swoje kroki. Nie chciał spaść przez jakąś dziurę czy zostać ponownie zaskoczonym.
Minęła chwila i znalazł się w miejscu, które wskazał Nicholasowi.
Przywarł do ściany i rozpoczął proces obserwacji okolicy.
Percepcja na obserwację okolicy.
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972