Prudence niekoniecznie potrzebowała silnej ręki, niekoniecznie też potrzebowała błazna. Musiała się po prostu ogarnąć, pozwolić emocjom opaść. Wysokość od zawsze była dla niej problemem, a że nałożyło się to z nagłym znalezieniem się w klatce (co w tej chwili wcale nie wydało jej się dziwne), to po prostu zaczęła się zagłębiać w swoich myślach. Może to i lepiej, prędzej, czy później powinno bowiem przynieść spokój, opanowanie, może w końcu trzeźwość umysłu. Potrzebowała przede wszystkim odrobiny czasu, na przetrawienie tego wszystkiego, co się wydarzało.
Romulus niestety jej tego nie ułatwiał. Odetchnęła głęboko, kilka razy. To nie był pierwszy raz kiedy panikowała, zdarzało jej się już wcześniej przeżywać coś podobnego.
Docierały do niej słowa Pottera, ale zupełnie je ignorowała, były niczym echo - dochodzące gdzieś z oddali. Nie chciała się skupiać na tym, co do niej mówi. W głowie odliczała sobie od dziesięciu do jednego. Uwielbiała cyfry, one przynosiły jej spokój. Powoli, bardzo powoli wracała do rzeczywistości, tylko czy faktycznie to była rzeczywistość. Znajdowali się w klatce, z pnączy, znaleźli się w niej? Jak? Przypadkiem. Skoczyli z wysokości, do jeziora, teraz nie było już jeziora, była klatka, tętent kopyt, zapach fajek, i Romulus dalej przy niej, niczym wrzód na dupie.
- Nie możesz, już jestem. - Odpowiedziała w końcu, gdy była na to gotowa. Jej twarz nadal była śnieżnobiała, ale oddychała już spokojnie, przestała panikować. W końcu. Poczęła się rozglądać więc po okolicy nieco dokładniej, nie zdążyła jednak praktycznie nic zrobić, bo Romulus postanowił rozpocząć swoje przedstawienie. Bletchley otworzyła nieco szerzej oczy, nie do końca tego się spodziewała, nie wiedziała, co to był za plan, ale chyba kurwa nie był sprytny. Wydawał z siebie bardzo dziwne dźwięki, jeśli ktoś zamierzał ich zjeść, to teraz miała pewność, że na pewno nie postanowi zeżreć jego - ona by go nie zjadła, bałaby się tego, że mogłaby ją dopaść podobna przypadłość. Pozostawała więc jedynym, ostatnim, ewentualnym posiłkiem dla tych głodomorów - wspaniale. Romulus zawsze dbał tylko o siebie, chyba tym razem zrobił to samo. Może nie celowo... ale najwyraźniej jakoś tak już działał, nawet nieświadomie.
Przyglądała się swojemu towarzyszowi - a jakże, nie miała nic lepszego w tej chwili do robienia. Widziała, że się zranił, krew powinna pojawić się za chwilę, nie dało się tego uniknąć. Wpatrywała się w Romulusa dłuższą chwilę, nadal dziarsko trzymała w dłoni ten śmieszny patyk, z którym przy sobie się obudziła, przenosiła wzrok to z mężczyzny, to na patyk. Kto wiedział, co strzeli mu do łba.
Na jego ciele zaczęły pojawiać się te linie, jeszcze nie wiedziała, co to oznacza, ale miała świadomość, że nie mogą zbyt długo zwlekać. Cóż, to nie było normalne. Już miała wstać, kiedy obraz ponownie się zmienił, sam. Stała, a chwilę temu siedziała, nie byli już w klatce, znajdowali się? Nie w lesie, znaczy nie w tym lesie, w którym byli jeszcze przed chwilą.
Nie teleportowali się, nie poczuła tego charakterystycznego uczucia towarzyszącego temu sposobowi przemieszczania się, a jednak klimat w którym się znaleźli był inni. Było parno, duszno, nie powinno tak być w tym lesie, w którym byli przed chwilą, jakim cudem flora mogła się tak zmienić ledwie w kilka sekund?
Prue widziała, że Potter nie wyglądał do końca jak on, jego oczy... były przerażające, ale jej rzadko towarzyszył strach, no chyba, że chodziło o wysokości. Nie zastanawiała się szczególnie długo nad swoim zachowaniem, ścisnęła mocniej patyk w swojej dłoni i ruszyła w jego kierunku - chcąc wbić mu ten patyk w linię, która ciągnęła się po obojczyku. Nie chciała zadać mu śmiertelnego ciosu, co to to nie, tylko sprawdzić, co właściwie się pod nimi kryje, może jak poczuje fizyczny ból, to coś się zmieni, taki zadany przez nią, a nie znikające krzaki, które pozostały gdzieś indziej.
Akcja nieudana
Sukces!
AF ◉◉○○○ na wbicie patyka w Romka
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control