23.05.2025, 23:33 ✶
Miotał się. Po prostu nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Kiedy w końcu udało mu się opuścić Manchester i przenieść się do stolicy, spodziewał się, że wyląduje w jakiejś bocznej uliczce, a po mieście będą przechadzać się co najwyżej grupki młodych ludzi spragnionych wieczornych rozrywek. Bądź co bądź, o tej porze trudno było o wolny stolik w najpopularniejszych lokalach. W najśmielszych snach nie podejrzewał, że aportuje się pod zrujnowaną kamienicą, a chwilę później dobiegną go upiorne krzyki dobiegające... Z sąsiednich budynków? Sąsiednich ulic?
Czuł się, jakby trafił w samy środek koszmaru. Upiornego snu, którego preludium były drobne pożary, jakie widział u sąsiadów przed opuszczeniem Doliny Godryka. Zawsze starał się myśleć pozytywnie i chociaż toczący się konflikt między Zakonem Feniksa a Śmierciożercami zatruł nieco jego perspektywę, tak starał się zachować na co dzień, chociaż cień swojego słynnego optymizmu. Nie był jednak głupi. Nie po Beltane. Dwa pożary w dwóch głównych ośrodkach społecznych czarodziejów? To nie mógł być przypadek. To musiało być celowe. Pytanie tylko, czy łatkę podpalaczy można było w tym przypadku od razu przypiąć Śmierciożercom?
Kogo ty oszukujesz?, skomentował bezgłośnie Longbottom, popychając drzwi wejściowe do klubokawiarni Nory. Przecież to musieli być oni. Nie pierwszy raz podnosili pięść na społeczeństwo czarodziejów. Nie pierwszy raz uderzyli w ważne kulturowo miejsce. Sam przecież określił ich mianem terrorystów tuż po ataku na Polanę Ognisk. Czemu zaprószenie ognia w centrum Londynu czy wiosce czarodziejów miałoby nagle przestać pasować do ich profilu działania? Bijąc się z myślami, Erik wodził wzrokiem po wnętrzu lokalu, a nim zdołał jakkolwiek zareagować dopadła go panna Figg.
— Okoliczności mogłyby być lepsze — skomentował cierpko, obejmując ją mocno; jedną dłoń kładąc w okolicy jej prawej łopatki, a drugą na ramieniu. — Jak sytuacja... Jak sytuacja tutaj? — Chrząknął, starając się powstrzymać drobne drżenie głosu. — Widziałem... część Pokątnej. Albo Horyzontalnej. Nie jestem pewny, gdzie najpierw wylądowałem, ale to... To czysty koszmar. Och Nora, tak bardzo mi przykro.
Bądź co bądź, kobieta nierozerwalnie połączyła się z magicznym Londynem, kiedy zdecydowała się na wykupienie tutaj lokalu. To musiał być cios w samo serce. Zburzenie starannie wznoszonych murów bezpieczeństwa - zarówno wokół siebie, jak i małej córki. Czy to samo poczuje, kiedy wróci do Doliny Godryka i zobaczy, że jeszcze więcej domostw sąsiadów zajęło się ogniem, podczas gdy Warownia dalej będzie stała pomimo wszelkich tragedii? Erikowi aż zakręciło się w głowie na tę myśl.
— Brenna już u ciebie była? — rzucił niepewnym głosem, odsuwając się minimalnie od blondynki. — Chciałem ją znaleźć, ale w tym wszystkim... Nawet nie wiedziałem, gdzie zacząć, a w Ministerstwie Magii na pewno jest jeden wielki sajgon. — Rozejrzał się ponownie na prawo i lewo. — Potrzebujesz jakiejś pomocy? Mogę z czymś pomóc, dopóki to wszystko jakoś...
Nie pójdzie dalej, dokończył bez słów. Nie wiedział, na co dokładnie czekał. Przybycie Brenny? Millie z Alastorem? Morfeusza? Anthony'ego, do którego mogły już dojść wieści o pożarze? Hardwicka, który być może miał minimalne pojęcie o tym, jakie działania planował Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Longbottom mimowolnie wbił spojrzenie w podłogę; po raz kolejny doświadczał dylematu między lojalnością wobec Zakonu Feniksa a służbą w Brygadzie Uderzeniowej. Co miało być tej nocy istotniejsze?
Czuł się, jakby trafił w samy środek koszmaru. Upiornego snu, którego preludium były drobne pożary, jakie widział u sąsiadów przed opuszczeniem Doliny Godryka. Zawsze starał się myśleć pozytywnie i chociaż toczący się konflikt między Zakonem Feniksa a Śmierciożercami zatruł nieco jego perspektywę, tak starał się zachować na co dzień, chociaż cień swojego słynnego optymizmu. Nie był jednak głupi. Nie po Beltane. Dwa pożary w dwóch głównych ośrodkach społecznych czarodziejów? To nie mógł być przypadek. To musiało być celowe. Pytanie tylko, czy łatkę podpalaczy można było w tym przypadku od razu przypiąć Śmierciożercom?
Kogo ty oszukujesz?, skomentował bezgłośnie Longbottom, popychając drzwi wejściowe do klubokawiarni Nory. Przecież to musieli być oni. Nie pierwszy raz podnosili pięść na społeczeństwo czarodziejów. Nie pierwszy raz uderzyli w ważne kulturowo miejsce. Sam przecież określił ich mianem terrorystów tuż po ataku na Polanę Ognisk. Czemu zaprószenie ognia w centrum Londynu czy wiosce czarodziejów miałoby nagle przestać pasować do ich profilu działania? Bijąc się z myślami, Erik wodził wzrokiem po wnętrzu lokalu, a nim zdołał jakkolwiek zareagować dopadła go panna Figg.
— Okoliczności mogłyby być lepsze — skomentował cierpko, obejmując ją mocno; jedną dłoń kładąc w okolicy jej prawej łopatki, a drugą na ramieniu. — Jak sytuacja... Jak sytuacja tutaj? — Chrząknął, starając się powstrzymać drobne drżenie głosu. — Widziałem... część Pokątnej. Albo Horyzontalnej. Nie jestem pewny, gdzie najpierw wylądowałem, ale to... To czysty koszmar. Och Nora, tak bardzo mi przykro.
Bądź co bądź, kobieta nierozerwalnie połączyła się z magicznym Londynem, kiedy zdecydowała się na wykupienie tutaj lokalu. To musiał być cios w samo serce. Zburzenie starannie wznoszonych murów bezpieczeństwa - zarówno wokół siebie, jak i małej córki. Czy to samo poczuje, kiedy wróci do Doliny Godryka i zobaczy, że jeszcze więcej domostw sąsiadów zajęło się ogniem, podczas gdy Warownia dalej będzie stała pomimo wszelkich tragedii? Erikowi aż zakręciło się w głowie na tę myśl.
— Brenna już u ciebie była? — rzucił niepewnym głosem, odsuwając się minimalnie od blondynki. — Chciałem ją znaleźć, ale w tym wszystkim... Nawet nie wiedziałem, gdzie zacząć, a w Ministerstwie Magii na pewno jest jeden wielki sajgon. — Rozejrzał się ponownie na prawo i lewo. — Potrzebujesz jakiejś pomocy? Mogę z czymś pomóc, dopóki to wszystko jakoś...
Nie pójdzie dalej, dokończył bez słów. Nie wiedział, na co dokładnie czekał. Przybycie Brenny? Millie z Alastorem? Morfeusza? Anthony'ego, do którego mogły już dojść wieści o pożarze? Hardwicka, który być może miał minimalne pojęcie o tym, jakie działania planował Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Longbottom mimowolnie wbił spojrzenie w podłogę; po raz kolejny doświadczał dylematu między lojalnością wobec Zakonu Feniksa a służbą w Brygadzie Uderzeniowej. Co miało być tej nocy istotniejsze?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞