23.05.2025, 23:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2025, 23:48 przez Millie Moody.)
Milie była nawykła do bólu, tego psychicznego ale też fizycznego, więc w pierwszej chwili nawet nie ogarnęła, że Tessa ją trzyma jakoś mocniej. Ale jej spojrzenie... och to potrafiło usadzić, nawet bardziej niż wspomniane przez nią później trzymanie karku.
– Ja e... ja nie wiem. Wiesz... Morfina widział że z Warownią nie będzie dobrze. Ale Woody, przecież to kurwa człowiek z azbestu. Nic mu nie będzie! – nie operowała faktami, a głębokim przekonaniem, że tak właśnie jest. Do końca nie kumała relacji między starszyzną zakonową kto z kim dlaczego, wiedziała, że się rozwiedli, ale czemu? Nie wtykała w to nosa bo i nie było powodu, chociaż w sumie to właśnie ich relacja utwierdziła ją w przekonaniu, że nie powinna ruchać się z zakonnikami.
Cóż, obecnie kwestia ruchania była ostatnią na liście ważności.
– Już za późno babciu, on dawno temu się spalił na poprzednim sabacie. W sensie tym jeszcze poprzednim. Dobra chuj nie ważne Qunee powiedz co mam robić, nie chcę Ci się tu rozwalać po przybytku. – ponagliła kobietę, ale też już nie zalewała ją słowami, bo widziała, że Longbottomowa zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i - jak zawsze - staje na wysokości zadania. – Będę kursować pomiędzy punktami i jak czegoś się dowiem to dam Ci znać – dodała pocieszająco a potem umilkła i pozwoliła sobie na sześć, no pięć minut zachwytu miotłami. Zwłaszcza ta największa przykuła ją uwagę, bo dupsko Erika nie lubiło małych patyków, a zakładała, że jej były kapitan szkolnej drużyny ucieszy się z miotły dedykowanej swoim gabarytom.
Zaraz potem, gdy zgromadziły miotły przy wyjściu, a Miles wybrała pięć które zabierze do Nory, w ruch poszły różdżki. Trzeba było zrobić miejsce dla oceleńców, ustalić pierwszy front obrony na wypadek ewentualnego ataku śmierciożerców lub płomieni (lub obu) oraz inne pokoje, gdzie mogły się schować rodziny oraz ranni. Moody zasugerowała też piwnicę dla kilku mugolackich rodzin, które były regularnie nękane i zastraszane przez tych skurwiałych pokurczy. Miles starała się przenosić magią meble tak, żeby nic nie poniszczyć, chociaż kto wiedział w jakim stanie antykwariat będzie prezentował się nad ranem? Z drugiej strony już starsza wiedźma spojrzała na nią w ten sposób przywodzący na myśl najstarsze przedstawicielki rodu po kądzieli i Moody trochę jak uczniak nie zamierzała jej się narażać. Pytanie na ile starczy jej cierpliwości?
No i na trochę starczyło, elementy wyposażenia lewitowały choć... tu nogę ujebało, tu mocna rysa poszła po lakierze w źle wymierzonej odległości. Miejsca było więcej, ale mogło nie wystarczyć...
– Ja e... ja nie wiem. Wiesz... Morfina widział że z Warownią nie będzie dobrze. Ale Woody, przecież to kurwa człowiek z azbestu. Nic mu nie będzie! – nie operowała faktami, a głębokim przekonaniem, że tak właśnie jest. Do końca nie kumała relacji między starszyzną zakonową kto z kim dlaczego, wiedziała, że się rozwiedli, ale czemu? Nie wtykała w to nosa bo i nie było powodu, chociaż w sumie to właśnie ich relacja utwierdziła ją w przekonaniu, że nie powinna ruchać się z zakonnikami.
Cóż, obecnie kwestia ruchania była ostatnią na liście ważności.
– Już za późno babciu, on dawno temu się spalił na poprzednim sabacie. W sensie tym jeszcze poprzednim. Dobra chuj nie ważne Qunee powiedz co mam robić, nie chcę Ci się tu rozwalać po przybytku. – ponagliła kobietę, ale też już nie zalewała ją słowami, bo widziała, że Longbottomowa zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i - jak zawsze - staje na wysokości zadania. – Będę kursować pomiędzy punktami i jak czegoś się dowiem to dam Ci znać – dodała pocieszająco a potem umilkła i pozwoliła sobie na sześć, no pięć minut zachwytu miotłami. Zwłaszcza ta największa przykuła ją uwagę, bo dupsko Erika nie lubiło małych patyków, a zakładała, że jej były kapitan szkolnej drużyny ucieszy się z miotły dedykowanej swoim gabarytom.
Zaraz potem, gdy zgromadziły miotły przy wyjściu, a Miles wybrała pięć które zabierze do Nory, w ruch poszły różdżki. Trzeba było zrobić miejsce dla oceleńców, ustalić pierwszy front obrony na wypadek ewentualnego ataku śmierciożerców lub płomieni (lub obu) oraz inne pokoje, gdzie mogły się schować rodziny oraz ranni. Moody zasugerowała też piwnicę dla kilku mugolackich rodzin, które były regularnie nękane i zastraszane przez tych skurwiałych pokurczy. Miles starała się przenosić magią meble tak, żeby nic nie poniszczyć, chociaż kto wiedział w jakim stanie antykwariat będzie prezentował się nad ranem? Z drugiej strony już starsza wiedźma spojrzała na nią w ten sposób przywodzący na myśl najstarsze przedstawicielki rodu po kądzieli i Moody trochę jak uczniak nie zamierzała jej się narażać. Pytanie na ile starczy jej cierpliwości?
Translokacja ◉◉◉◉○, przesuwanie mebli i robienie miejsca na oceleńców
Rzut PO 1d100 - 34
Slaby sukces...
Slaby sukces...
No i na trochę starczyło, elementy wyposażenia lewitowały choć... tu nogę ujebało, tu mocna rysa poszła po lakierze w źle wymierzonej odległości. Miejsca było więcej, ale mogło nie wystarczyć...