24.05.2025, 08:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2025, 08:18 przez Millie Moody.)
– Nasz sąsiad... pan Borges. On... nie wiem. Nie mam pojęcia? – kobieta rozejrzała się niepewnie i już miała iść do innych pokoi, żeby go zawołać, kiedy została wstrzymana przez męża: – Musimy stąd iść, drugi raz nie dostaniemy takiej szansy, a pewnie dziś... – na moment uciekł wzrokiem od małżonki, ale nie by spojrzeć na Miles, tylko za nią na okno. Kłęby dymu zostały rozsunięte przez Brennę, ale było widać, że w kamienicy na przeciwko... nie dzieje się dobrze. Jeden zgaszony płomień, a w jego miejsce jak hydra, wypełzały kolejne ogniste języki pragnące pożreć wszystko co spotkają na swojej drodze.
– Proszę pani, bo ja umiem latać na miotle, jestem w szkolnej drużynie, mogę zabrać siostrę. – Zadeklarował podrostek, który z jednej strony fajnie że wyszedł z inicjatywą a z drugiej strony "PROSZĘ PANI"? Miles nagle poczuła się strasznie staro. W swojej głowie cały czas miała piętnaście lat. W swojej głowie cały czas była rówieśniczką z tym właśnie dzieciakiem, który nadal chodził do szkoły. Czy słyszała sama siebie? Czy zdawała sobie sprawę z tego, że czasu nie można było oszukać, albo że tliło się w niej o wiele więcej dojrzałości, niż mogłaby zakładać? Bynajmniej. Odebrawszy doskonale oddelegowaną przez Brennę miotłę podała ją chłopakowi.
– Zwieź dziewczynki na dół, zaraz z Brenną ustalimy w jakiej konfiguracji zabierzemy Was w bezpieczne miejsce. – Nie zamierzała rozstrzygać tego teraz, w mieszkaniu które jeszcze nie płonęło, a słowo jeszcze było w tym momencie kluczowe. – Stańcie przy oknie i mu pomóżcie, ja szybko przebiegnę mieszkanie – moment później przyłożyła różdżkę do gardła i zaczęła znów się drzeć wzmocnionymi przez magię falami dźwiękowymi – BORGES PANIE BORGES! TU BRYGADA UDERZENIOWA! TRWA EWAKUACJA! GDZIE PAN JEST! – Biegła od pokoju do pokoju i dopiero na końcu wyważyła drzwi do niewielkiej zapyziałej sypialenki, gdzie zgrzybiały staruszek trząsł się jak osika mierząc do niej różdżką.
– A kysz siło nieczysta! Odstąp od mojego dorobku! – zaskrzeczał na nią.
Miles uniosła ręce w polubownym geście. Fakt, że nie miała na sobie munduru działał na jej niekorzyść, ale kilka kroków stąd Meyersowie przedostawali się na chodnik, a to był całkiem koronny dowód na jej dobre intencje. Mimo wibrującej w żyłach adrenaliny, starała się przyjąć możliwie spokojny ton, ukrywając to jak jest zirytowana jego zachowaniem. Miła buźka, dobra buźka, trochę wyszła z wprawy, mimo że w szkole wychodziło jej to pierwszorzędnie.
– Panie Borges, trwa ewakuacja, proszę korzystamy z pana okna, Meyersowie mogą potwierdzić moje słowa. To miejsce może być celem ataku śmierciożerców, to może być pana ostatnia szansa na uratowanie siebie...
– Znam ja te Wasze sztuczki! Nie dam się nabrać smarkulo! Brygada hę? Prędzej mi kaktus na głowie urośnie niż w to uwierzę. Możesz sobie swój wężowy język w dupę wsadzić! Wypierdalaj z mojego domu pyskata kurwo!
W takich chwilach żałowała, że pozostawała miernotą z transmutacji i że realnie tegoż kaktusa na głowie nie może mu wychodować. Zacisnęła szczękę i pięści z wściekłości, ale rzeczywiście nie zamierzała więcej mu gadać, tylko wracać do ludzi, którzy dla odmiany chcieli, żeby im pomogła. Dzieci znajdowały się na tym etapie już na chodniku. Miles niemal w biegu przerzuciła sobie panią Meyers przez drążek i wyleciała z nią do Brenny, aby stanęła obok swoich pociech. Jeszcze ojciec. I stary grzyb.
– Sąsiad odmawia współpracy. Właściciel tego mieszkania pan Borges. Ta drabina to się tu przyda... Poczekać na Ciebie? Możemy z młodym odstawić pierwszą turę i wrócimy tu po facetów. – zaproponowała.
– Ale jak to bez papy!?– pisnęła najmłodsza z sióstr, która nie pozostała obojętna na treść rozmowy.
– Proszę pani, bo ja umiem latać na miotle, jestem w szkolnej drużynie, mogę zabrać siostrę. – Zadeklarował podrostek, który z jednej strony fajnie że wyszedł z inicjatywą a z drugiej strony "PROSZĘ PANI"? Miles nagle poczuła się strasznie staro. W swojej głowie cały czas miała piętnaście lat. W swojej głowie cały czas była rówieśniczką z tym właśnie dzieciakiem, który nadal chodził do szkoły. Czy słyszała sama siebie? Czy zdawała sobie sprawę z tego, że czasu nie można było oszukać, albo że tliło się w niej o wiele więcej dojrzałości, niż mogłaby zakładać? Bynajmniej. Odebrawszy doskonale oddelegowaną przez Brennę miotłę podała ją chłopakowi.
– Zwieź dziewczynki na dół, zaraz z Brenną ustalimy w jakiej konfiguracji zabierzemy Was w bezpieczne miejsce. – Nie zamierzała rozstrzygać tego teraz, w mieszkaniu które jeszcze nie płonęło, a słowo jeszcze było w tym momencie kluczowe. – Stańcie przy oknie i mu pomóżcie, ja szybko przebiegnę mieszkanie – moment później przyłożyła różdżkę do gardła i zaczęła znów się drzeć wzmocnionymi przez magię falami dźwiękowymi – BORGES PANIE BORGES! TU BRYGADA UDERZENIOWA! TRWA EWAKUACJA! GDZIE PAN JEST! – Biegła od pokoju do pokoju i dopiero na końcu wyważyła drzwi do niewielkiej zapyziałej sypialenki, gdzie zgrzybiały staruszek trząsł się jak osika mierząc do niej różdżką.
– A kysz siło nieczysta! Odstąp od mojego dorobku! – zaskrzeczał na nią.
Miles uniosła ręce w polubownym geście. Fakt, że nie miała na sobie munduru działał na jej niekorzyść, ale kilka kroków stąd Meyersowie przedostawali się na chodnik, a to był całkiem koronny dowód na jej dobre intencje. Mimo wibrującej w żyłach adrenaliny, starała się przyjąć możliwie spokojny ton, ukrywając to jak jest zirytowana jego zachowaniem. Miła buźka, dobra buźka, trochę wyszła z wprawy, mimo że w szkole wychodziło jej to pierwszorzędnie.
– Panie Borges, trwa ewakuacja, proszę korzystamy z pana okna, Meyersowie mogą potwierdzić moje słowa. To miejsce może być celem ataku śmierciożerców, to może być pana ostatnia szansa na uratowanie siebie...
Charyzma ◉◉○○○ przekonywanie, żeby dał się stąd zabrać + kłamstwo na ukrycie intencji i wkurwu
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
– Znam ja te Wasze sztuczki! Nie dam się nabrać smarkulo! Brygada hę? Prędzej mi kaktus na głowie urośnie niż w to uwierzę. Możesz sobie swój wężowy język w dupę wsadzić! Wypierdalaj z mojego domu pyskata kurwo!
W takich chwilach żałowała, że pozostawała miernotą z transmutacji i że realnie tegoż kaktusa na głowie nie może mu wychodować. Zacisnęła szczękę i pięści z wściekłości, ale rzeczywiście nie zamierzała więcej mu gadać, tylko wracać do ludzi, którzy dla odmiany chcieli, żeby im pomogła. Dzieci znajdowały się na tym etapie już na chodniku. Miles niemal w biegu przerzuciła sobie panią Meyers przez drążek i wyleciała z nią do Brenny, aby stanęła obok swoich pociech. Jeszcze ojciec. I stary grzyb.
– Sąsiad odmawia współpracy. Właściciel tego mieszkania pan Borges. Ta drabina to się tu przyda... Poczekać na Ciebie? Możemy z młodym odstawić pierwszą turę i wrócimy tu po facetów. – zaproponowała.
– Ale jak to bez papy!?– pisnęła najmłodsza z sióstr, która nie pozostała obojętna na treść rozmowy.