24.05.2025, 13:00 ✶
- Odkąd skończyłam szkołę... - odpowiedziała po chwili zaskoczenia, w której jej umysł próbował ogarnąć taką abstrakcję, jak niezobowiązująca rozmowa o domu w momencie, w którym wszędzie dookoła szalały pożary, a ją samą konkretnie poraniło. Chociaż doskonale wiedziała, że jeśli tylko uda jej się stanąć na nogi, to wszystkim dookoła będzie opowiadać, że Romulus na pierwszej randce dosłownie zwalił ją z nóg.
- No wiesz... A jakaś kawa chociaż? - Spytała z ironią w głosie, gdy Potter wspomniał o macaniu. Generalnie, sama także by nie miała nic przeciwko, bo doskonale znała zasady postępowania w przypadku rannych, ale teraz miała na sobie sukienkę (podartą i poszarpaną oczywiście) i w zasadzie niewiele więcej pod nią, a to sprawiło, że momentalnie poczuła się skrępowana. Mogła wyglądać jak siedem nieszczęść, czuć się jeszcze gorzej, ale nadal gdzieś tam w sobie chowała odrobinę kobiecej godności.
Na szczęście, jedno i drugie zdawało sobie sprawę, że to wszystko jest konieczne i jedno oraz drugie bardzo chętnie zmieniłoby całą scenerię na taką, w którym macanie zwyczajnie byłoby przyjemniejsze. Wyraźnie widziała, że i dla Romulusa nie jest to proste zadanie, co - dość paradoksalnie - przysporzyło mu sympatii. Nie, żeby specjalnie musiał się starać, bo jego zadziorny charakter momentalnie kupił jej uwagę, już przy pierwszym zapoznaniu, ale zawsze to dodatkowy plus, prawda?
Gdy sprawdzał jej głowę, jedynie się lekko skrzywiła. Bolało od uderzenia o ziemię i samego wybuchu, ale strasznych szkód nie było, na jej szczęście. Twarz także osłoniła przed szkłem, jego kawałki były więc obecnie powbijane w jej przedramię i ramię oraz bok ciała. Przy żebrach już syknęła z bólu - któreś zdecydowanie było złamane, a któreś pęknięte i w połączeniu z pyłem unoszącym się w powietrzu, nie ułatwiało jej to oddychania. Biodro zdecydowanie zostało liźnięte ogniem i mocno poparzone, co tłumaczyło pieczenie, jakie czuła. A kostka już puchła, sugerując zwichnięcie lub skręcenie. Generalnie, nie wyglądało to dobrze.
- Chyba muszę. - Zacisnęła zęby, a jej odpowiedź zabrzmiała nawet zbyt twardo. Nie zamierzała się jednak łatwo poddawać i zgrywać księżniczki do ratowania, którą trzeba wyłącznie nosić i podtykać chusteczki, by mogła bez problemów ronić łzy nad tym, jaka jest biedna oraz pokrzywdzona. Chociaż sam fakt, że akurat Romulus jej tej pomocy udzielał był dla niej bardzo przyjemny. - Ale czuję, że będę potrzebowała mocnego wsparcia - dodała, wyciągając rękę, by mężczyzna pomógł jej się podnieść. I już tu napotkała pierwsze problemy - naciagnięte żebra zabolały jeszcze mocniej, na bolącej kostce niewiele mogła się oprzeć i biodro jakoś nie bardzo chciało współpracować. Zachwiała się lekko, a przez to mocniej oparła na Potterze, walcząc o jakąś stabilność, która pozwoli im ruszyć z tego miejsca.
- A właściwie to dokąd mnie porywasz? - Zapytała, rzucając ostatnie spojrzenie na zniszczony dom. I już czuła, że powrót do tego miejsca nie będzie łatwy. Ale najpierw musieli się wydostać.
- No wiesz... A jakaś kawa chociaż? - Spytała z ironią w głosie, gdy Potter wspomniał o macaniu. Generalnie, sama także by nie miała nic przeciwko, bo doskonale znała zasady postępowania w przypadku rannych, ale teraz miała na sobie sukienkę (podartą i poszarpaną oczywiście) i w zasadzie niewiele więcej pod nią, a to sprawiło, że momentalnie poczuła się skrępowana. Mogła wyglądać jak siedem nieszczęść, czuć się jeszcze gorzej, ale nadal gdzieś tam w sobie chowała odrobinę kobiecej godności.
Na szczęście, jedno i drugie zdawało sobie sprawę, że to wszystko jest konieczne i jedno oraz drugie bardzo chętnie zmieniłoby całą scenerię na taką, w którym macanie zwyczajnie byłoby przyjemniejsze. Wyraźnie widziała, że i dla Romulusa nie jest to proste zadanie, co - dość paradoksalnie - przysporzyło mu sympatii. Nie, żeby specjalnie musiał się starać, bo jego zadziorny charakter momentalnie kupił jej uwagę, już przy pierwszym zapoznaniu, ale zawsze to dodatkowy plus, prawda?
Gdy sprawdzał jej głowę, jedynie się lekko skrzywiła. Bolało od uderzenia o ziemię i samego wybuchu, ale strasznych szkód nie było, na jej szczęście. Twarz także osłoniła przed szkłem, jego kawałki były więc obecnie powbijane w jej przedramię i ramię oraz bok ciała. Przy żebrach już syknęła z bólu - któreś zdecydowanie było złamane, a któreś pęknięte i w połączeniu z pyłem unoszącym się w powietrzu, nie ułatwiało jej to oddychania. Biodro zdecydowanie zostało liźnięte ogniem i mocno poparzone, co tłumaczyło pieczenie, jakie czuła. A kostka już puchła, sugerując zwichnięcie lub skręcenie. Generalnie, nie wyglądało to dobrze.
- Chyba muszę. - Zacisnęła zęby, a jej odpowiedź zabrzmiała nawet zbyt twardo. Nie zamierzała się jednak łatwo poddawać i zgrywać księżniczki do ratowania, którą trzeba wyłącznie nosić i podtykać chusteczki, by mogła bez problemów ronić łzy nad tym, jaka jest biedna oraz pokrzywdzona. Chociaż sam fakt, że akurat Romulus jej tej pomocy udzielał był dla niej bardzo przyjemny. - Ale czuję, że będę potrzebowała mocnego wsparcia - dodała, wyciągając rękę, by mężczyzna pomógł jej się podnieść. I już tu napotkała pierwsze problemy - naciagnięte żebra zabolały jeszcze mocniej, na bolącej kostce niewiele mogła się oprzeć i biodro jakoś nie bardzo chciało współpracować. Zachwiała się lekko, a przez to mocniej oparła na Potterze, walcząc o jakąś stabilność, która pozwoli im ruszyć z tego miejsca.
- A właściwie to dokąd mnie porywasz? - Zapytała, rzucając ostatnie spojrzenie na zniszczony dom. I już czuła, że powrót do tego miejsca nie będzie łatwy. Ale najpierw musieli się wydostać.