24.05.2025, 14:58 ✶
| — My też mamy szamanki. To znaczy: tutaj w Anglii — skomentował niepewnym głosem, zastanawiając się, czy praktyki tutejszych kapłanek mają cokolwiek wspólnego z czarownicami z opowieści kobiety. — Nazywamy to stowarzyszenie kowenem. Są takimi... opiekunami wiernych? Wierzą w Matkę Naturę, zajmują się kwestiami pozagrobowymi i tak dalej. Eliasz nie był nigdy szczególnie blisko z kowenem, a jego wiedza w dużej mierze ograniczyła się do tego, co kojarzył z czasów, kiedy rodzinnie brali udział w sabatach czy mało-regularnych wizytach w miejscach kultu podczas ferii świątecznych lub wakacji. No i plotki. Plotki przynosiły bardzo dużo nowych informacji. Zwłaszcza w związku z praktykami ostatniej arcykapłanki, która próbowała złożyć swoją uczennicę w ofierze. Skrzywił się na tę myśl. Może lepiej było o tym nie wspominać i trzymać dziób na kłódkę? — Czy ja wiem? — Zmarszczył czoło, próbując sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni ktoś z klienteli został zaproszony do pracowni. — Raczej rzadko. Większość klientów nie jest zainteresowana oglądaniem procesu produkcji, a woli po prostu wrócić po finałowy produkt. — Wzruszył sztywno ramionami. — Poza tym, jesteśmy małym zakładem. Wykorzystujemy piece, zaklęcia i eliksiry, ale cały proces bywa czasami nieco... ryzykowny. Dla postronnych, w sensie. Jakieś tam zasady BHP dalej obowiązują. Zdarzały się wycieczki czy warsztaty skierowane do różnych grup wiekowych podczas których osoby spoza zakładu mogły zobaczyć, jak faktycznie wygląda obróbka szkła, jednak zazwyczaj to wszystko odbywało się pod ścisłą opieką pracowników i opiekunów danej grupy. Szef zdecydowanie nie chciał płacić odszkodowań za to, że jakaś czystokrwista paniusia wsadziła rękę nie tam gdzie trzeba i musiała spędzić kilka tygodni na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu św. Munga. — Czasem organizujemy grupy warsztatowe dla chętnych, żeby ludzie mogli zobaczyć, jak wygląda praca w takim zakładzie. Niektórzy szukają pracy, inni nowego hobby — odparł, uśmiechając się pod nosem. Och, ile by dał za to, żeby móc zmieścić sprzęt z pracy w piwnicy. Zamrugał słuchając pytań Keyleth. — Eee… No tak. To ostatnie. Tak myślę. To chyba najbardziej oddaje istotę rzeczy. |