24.05.2025, 19:22 ✶
O ile Brenna zdołała posłać miotłę w górę w iście popisowym stylu, o tyle gdy wpadła do środka kolejne zaklęcie nie wyszło jej absolutnie tak pięknie, jak powinno. W efekcie owszem, zdołała ugasić ogień, który zaczynał się rozprzestrzeniać i zadymiać pomieszczenie – chyba ktoś cisnął ogniste zaklęcie przez okno klatki schodowej, co tylko potwierdzało, że ci ludzie nie byli tu bezpieczni, skoro to nie popiół rozpoczął pożar – ale chwilę to zajęło, i niechcący zalała jeszcze niepotrzebnie jedną ze ścian.
No cóż, lepiej pewnie taką musieć potem suszyć niż skończyć ze spalonym domem.
Wycofała się kaszląc z zadymionej klatki, akurat w chwili, w której Millie zleciała z góry razem z kobietą i jej synem. Drzwi zostawiła chwilowo otwarte na oścież, by dym mógł ulatywać, i zamarła na moment, znów mając wrażenie, że słyszy jakieś dziwne szepty… ale głos Moody zaraz wyrwał ją z tego otępienia.
Skup się, nakazała sobie, odwracając się do Millie. Przesunęła spojrzeniem najpierw po niej, później po pozostałych, upewniając się, że nikt nie jest ranny.
– Zgasiłam ogień, jeśli pozbędzie się tego dymu, nic nie powinno się mu stać, ale pobiegnę na górę i jeszcze spróbuję go namówić do ewakuacji. Słowo, że przypilnuję waszego taty, Millie zabierze was w bezpieczne miejsce – powiedziała, chociaż wizja rozdzielania nie podobała się jej w tej chwili równie mocno, jak członkom rodziny. Uparty sąsiad, odmawiający współpracy, właśnie jednak zmodyfikował im trochę plany, bo musiała przynajmniej upewnić się, że nic wyżej nie płonie ani nie ma dziwnych kłębów dymu, którego nie da się pozbyć. Nie mogła go wywlec wyrywającego się i wrzeszczącego, i trzymać w kryjówce siłą, ale nie mogła też nie sprawdzić, czy nic mu nie grozi.
Na miotłach i z Miles powinni przemieścić się do jednego z punktów błyskawicznie. Na pewno wszystko będzie dobrze…
Prawda?
Nie czekała już na odpowiedź. Osłoniła twarz, spróbowała zaklęciem wymieść dym z kamienicy, i oczyścić z niego najbliższą okolicę: a potem pobiegła na górę. Upewnić się, że ojciec zejdzie na dół, i nie zostanie sam. I sprawdzić sąsiada.
– Tu Brenna, panie Meyers! – zawołała, już biegnąc po schodach, by nie przestraszył się, słysząc, że ktoś nadciąga, i dopadła drzwi mieszkania, o którym mówiła Millie, by w nie załomotać. – Proszę pana, ktoś próbował podpalić tę kamienicę! Ogień ugaszony, ale wszystkie zabezpieczenia przestały działać, zabieramy państwa Meyers ze sobą! Byłoby bezpieczniej, gdyby ewakuował się pan z nimi! Możemy pomóc panu dotrzeć do wskazanego przez pana miejsca albo zabrać ze sobą!
kształtowanie, powiew na wymiecenie dymu z kamienicy
charyzma, próba namówienia sąsiada, żeby z nimi poszedł
No cóż, lepiej pewnie taką musieć potem suszyć niż skończyć ze spalonym domem.
Wycofała się kaszląc z zadymionej klatki, akurat w chwili, w której Millie zleciała z góry razem z kobietą i jej synem. Drzwi zostawiła chwilowo otwarte na oścież, by dym mógł ulatywać, i zamarła na moment, znów mając wrażenie, że słyszy jakieś dziwne szepty… ale głos Moody zaraz wyrwał ją z tego otępienia.
Skup się, nakazała sobie, odwracając się do Millie. Przesunęła spojrzeniem najpierw po niej, później po pozostałych, upewniając się, że nikt nie jest ranny.
– Zgasiłam ogień, jeśli pozbędzie się tego dymu, nic nie powinno się mu stać, ale pobiegnę na górę i jeszcze spróbuję go namówić do ewakuacji. Słowo, że przypilnuję waszego taty, Millie zabierze was w bezpieczne miejsce – powiedziała, chociaż wizja rozdzielania nie podobała się jej w tej chwili równie mocno, jak członkom rodziny. Uparty sąsiad, odmawiający współpracy, właśnie jednak zmodyfikował im trochę plany, bo musiała przynajmniej upewnić się, że nic wyżej nie płonie ani nie ma dziwnych kłębów dymu, którego nie da się pozbyć. Nie mogła go wywlec wyrywającego się i wrzeszczącego, i trzymać w kryjówce siłą, ale nie mogła też nie sprawdzić, czy nic mu nie grozi.
Na miotłach i z Miles powinni przemieścić się do jednego z punktów błyskawicznie. Na pewno wszystko będzie dobrze…
Prawda?
Nie czekała już na odpowiedź. Osłoniła twarz, spróbowała zaklęciem wymieść dym z kamienicy, i oczyścić z niego najbliższą okolicę: a potem pobiegła na górę. Upewnić się, że ojciec zejdzie na dół, i nie zostanie sam. I sprawdzić sąsiada.
– Tu Brenna, panie Meyers! – zawołała, już biegnąc po schodach, by nie przestraszył się, słysząc, że ktoś nadciąga, i dopadła drzwi mieszkania, o którym mówiła Millie, by w nie załomotać. – Proszę pana, ktoś próbował podpalić tę kamienicę! Ogień ugaszony, ale wszystkie zabezpieczenia przestały działać, zabieramy państwa Meyers ze sobą! Byłoby bezpieczniej, gdyby ewakuował się pan z nimi! Możemy pomóc panu dotrzeć do wskazanego przez pana miejsca albo zabrać ze sobą!
kształtowanie, powiew na wymiecenie dymu z kamienicy
Rzut W 1d100 - 50
Sukces!
Sukces!
charyzma, próba namówienia sąsiada, żeby z nimi poszedł
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.