25.05.2025, 00:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.05.2025, 00:48 przez Hestia Bletchley.)
– Sen? – Zmarszczya brwi, rozglądając się po otoczeniu, jakby w poszukiwaniu jakiejś jednej wskazówki, która powiedziałaby jej, że tak, właśnie śni. Tak było zawsze w fikcyjnych historiach, prawda? Bohater był zamknięty w jakimś nierzeczywistym, sennym wymiarze, aż do momentu kiedy, jeden, niewielki detal, uświadamiał mu, że to co się działo wokół niego nie było prawdą. Czy to właśnie dlatego, wszystko tutaj było czarno-białe?
Chociaż, czy Cassandra nie wspominała kiedyś, że właśnie tak widziała świat? Ale... Ale to by wskazywało na to, że to nie był wcale jej sen, a właśnie Cavendish. A Hestia była dość mocno przekonana, że jeśli już ktoś śnił, to właśnie ona, bo przecież senne mary, świadomości nie miały, a Bletchley jednak ją posiadała. Dziwne. Naprawdę dziwne.
To jednak czyj to był sen i jak się tak właściwie w nim znalazły, zeszło szybko na drugi plan, bo podejrzany mężczyzna wlasnie rzucił się na Cassandrę. Hestia, która juz myślała, że walka ich ominie, wydała z siebie cichy okrzyk, a potem ruszyła pomóc, bo nawet jeśli to był tylko sen, to jednak wolałaby nie patrzeć w nim, jak Cassandra umiera. Zwłaszcza, że przecież to wcale nie musiał być sen.
– Zostaw ją! – wykrzyknęła i... To było dziwne. Na pewno rzuciła zaklęcie, ale prawdę mówiąc nie wiedziała, jakie, jakby jej podświadomość rzuciła ją za nią, a potem dziwny mężczyzna po prostu został nagle odrzucony od Cassandry, w dość karykaturalny, jak na standardy życia na jawie sposób, machając kończynami na wszystkie strony, aż opadł na chodnik.
Hestia nie marnowała czasu. Szybko podbiegła do Cassandry i pomogła jej wstać.
– Szybko. Musimy... Gdzie on jest? – Tam gdzie był mężczyzna... Już go nie było. Hestia spojdzała skonfundowana na przyjaciółkę. – Co tu się dzieje? Znasz go? Czemu cię zaatakować. Może... Może powinnyśmy się rozejrzeć dalej?